Reklama

Ciężarna z COVID-19 była w ciężkim stanie. Lekarze uratowali ją i dziecko

Ciężarna pacjentka z COVID-19, która przez kilka tygodni poddawana była terapii ECMO w szpitalu klinicznym w Lublinie, została w środę przewieziona śmigłowcem do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Będzie tam przebywać do porodu.

Kobieta zachorowała na COVID-19, kiedy była w 23. tygodniu ciąży. Trafiła wówczas do jednoimiennego szpitala w Zgierzu. Gdy okazało się, że stan ciężarnej pogarszał się, a wentylacja przy pomocy respiratora nie dawała pożądanych rezultatów, lekarze ze zgierskiego szpitala poprosili o pomoc specjalistów z Ośrodka Pozaustrojowego Leczenia Niewydolności Wielonarządowej ECMO w szpitalu klinicznym w Lublinie, dokąd 3 kwietnia chora została przewieziona śmigłowcem wojskowym.

"Podjęliśmy ryzyko"

Prof. Czuczwar z lubelskiego szpitala powiedział, że lekarze rozważali rozwiązanie ciąży poprzez cesarskie cięcie, ale - jak zaznaczył profesor - szanse dziecka na przeżycie były minimalne i nie wiadomo, czy to by pomogło matce, czy też zaszkodziło. - Podjęliśmy ryzyko - powiedział. - Zdecydowaliśmy, że będziemy się starali zrobić wszystko, żeby pomagając matce również umożliwić donoszenie jej ciąży - zaznaczył.

Reklama

"Uratowano dwa życia"

- Jesteśmy pod wrażeniem sukcesu zespołów prof. Mirosława Czuczwara z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz prof. Anny Kwaśniewskiej z Kliniki Położnictwa i Patologii Ciąży ze szpitala klinicznego w Lublinie, którzy przeprowadzili pacjentkę przez najgorszy okres jej choroby. To dobry przykład na to, że w tych trudnych czasach, gdy mieliśmy wielu pacjentów w bardzo ciężkich stanach, udaje się osiągnąć koordynację i współpracę między ośrodkami. Dzięki wymianie informacji i wsparciu udało się utrzymać przy życiu pacjentkę, zachowując jej ciążę. Uratowano więc dwa życia - podkreślił kierownik Kliniki Perinatologii, Ginekologii i Położnictwa w ICZMP prof. Mariusz Grzeszczak.

Położnik zaznaczył, że dalszy przebieg 27-tygodniowej ciąży kobiety jest nadal trudny do przewidzenia.

- To pacjentka w stanie rekonwalescencji, ale nadal będzie pod opieką Oddziału Intensywnej Terapii. Jako położnicy perinatolodzy będziemy wspierać opiekę nad kobietą i jej dzieckiem oraz monitorować stan obojga. Nie jesteśmy jednak w stanie przewidzieć, jak długo uda się utrzymać tę ciążę - mamy nadzieję, że jak najdłużej - dodał.

Nie dochodzi do zarażenia płodu koronawirusem

Z dotychczasowych doświadczeń zebranych na całym świecie wynika, że podczas ciąży nie dochodzi do zakażenia wewnątrzmacicznego płodu wirusem SARS-CoV-2. Większym problemem jest sam przebieg infekcji, który może wpłynąć na stan ogólny kobiety ciężarnej, spowodować u niej ostrą, ciężką niewydolność krążenia, a tym samym także na dobrostan płodu i jego potencjalne niedotlenienie.

- To trudne przypadki, w dodatku doświadczenia z takimi pacjentami nie są aż tak liczne, abyśmy mogli posiadać na ten temat pełną wiedzę. W Instytucie mieliśmy do tej pory cztery ciężarne pacjentki ze skrajnie ciężkim przebiegiem COVID-19. Wszystkim - na szczęście - udało się ujść z życiem - zaznaczył prof. Grzeszczak.

Pacjentka jest na OIOM-ie

Przywieziona do Łodzi pacjentka trafiła na Oddział Intensywnej Terapii. Teraz czeka ją szereg badań. Jej stan będzie nieustannie monitorowany - trzeba bowiem liczyć się z koniecznością pilnego rozwiązania ciąży na każdym etapie.

- Stan pacjentki w aktywnej fazie zakażenia potrafi się załamać w ciągu nawet kilkudziesięciu minut - mieliśmy takie przypadki - wyjaśnił prof. Grzeszczak.

Zdaniem kierownika Oddziału Intensywnej Terapii w ICZMP dr Bogusława Sobolewskiego, u kobiet w ciąży chorych na COVID-19 bardzo szybko może dojść do narastania niewydolności oddechowej. Ciąża wpływa bowiem na zmianę warunków oddychania u kobiety i zmniejszenie jej rezerwy oddechowej.

- W przypadku naszych czterech ciężarnych z ciężkim COVID-19 w ciągu godziny saturacja z ponad 90 proc. spadała do 60 proc. i musieliśmy wykonywać cięcie cesarskie w trybie pilnym. Pacjentki trafiały potem na intensywną terapię z koniecznością długotrwałego leczenia. Zauważyliśmy, że im szybciej w takich wypadkach przeprowadzimy cięcie, tym łatwiej potem przebiega leczenie kobiety - powiedział anestezjolog.

U wszystkich czterech pacjentek rozwiązano ciąże pomiędzy 25. i 27. tygodniem. Trzy z nich już opuściły szpital w bardzo dobrym stanie. Na świat przyszły zdrowe dzieci, u których nie wykryto obecności koronawirusa.

Rozlicz pit online już teraz lub pobierz darmowy program

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy