Reklama

Reklama

​Zakaźne piekło w Kongo. Epidemie koronawirusa, odry i eboli jednocześnie

Władze Demokratycznej Republiki Konga ogłosiły wybuch epidemii wirusa ebola w mieście Mbandaka, zamieszkałym przez półtora miliona osób. Jednocześnie tamtejsza służba zdrowia walczy z epidemią odry i pandemią koronawirusa. Zdaniem Czerwonego Krzyża to "sztorm doskonały" złożony z serii kryzysów - informuje "The Independent".

W poniedziałek (1 czerwca) kongijskie Ministerstwo Zdrowia poinformowało o wybuchu epidemii w mieście Mbandaka, w którym mieszka półtora miliona osób. Miasto, leżące na lewym brzegu rzeki Kongo, będące portem handlowym, oddalone jest o blisko tysiąc kilometrów od prowincji Kiwu Północne, przy granicy z Ugandą, gdzie znajduje się duże ognisko eboli. Wirus zabił tam ponad 2,2 tys. osób, a próby powstrzymania łańcucha zakażeń utrudnione są z powodu konfliktu zbrojnego.

Reklama

Nowe ognisko eboli dołożyło właśnie kolejny element do "sztormu doskonałego", jaki niszczy system opieki zdrowotnej w DRK. Na Kongo spadła cała seria kryzysów. Służba zdrowia jest niedofinansowana, przez co brakuje personelu, leków i sprzętu, w tym odpowiedniego sprzętu ochronnego. Medycy, oprócz wspomnianej eboli, walczą też z SARS-CoV-2 (odnotowano trzy tys. przypadków i 71 zgonów z powodu zakażenia) i epidemią odry, która zabiła w kraju już sześć tys. osób - wylicza "The Independent".

Ognisko wirusa szczególnie niebezpieczne

Powstanie ogniska eboli w Mbandaka jest szczególnie niebezpieczne. To centrum handlu i transportu. Wirus łatwo może stąd zostać rozwleczony na duże obszary kraju i spowodować epidemię na wielką skalę. Walkę z ebolą w Mbandaka rozpoczęły rząd Demokratycznej Republiki Konga, Światowa Organizacja Zdrowia i UNICEF, jednak na ich odpowiedź duży wpływ ma pandemia koronawirusa.

Zamknięte granice, ograniczenia w transporcie i biurokracja, jaka zaczęła się piętrzyć w związku z rozprzestrzenianiem się COVID-19, przeszkadzają w opanowaniu innego, nie mniej groźnego wirusa. Czynnikiem opóźniającym jest też wymóg przetestowania personelu skierowanego do walki z ebolą na SARS-CoV-2. Specjaliści podkreślają, że jest to konieczne, jednak odsuwa w czasie dołączenie specjalistów do akcji i ogranicza ich ruchy. 

Samo miasto Mbandaka zostało zaopatrzone w środki ochrony osobistej, środki dezynfekujące i namioty polowe już wcześniej, w ramach reakcji na koronawirusa. Oznacza to, że władze będą mogły przeznaczyć te zasoby na walkę z wirusem ebola.

Skala epidemii nieznana

Czerwony Krzyż informuje, że skala epidemii eboli w Mbandaka nie jest jeszcze znana, w związku z czym władze muszą przygotowywać się między innymi na problemy z zaopatrzeniem. Już teraz gromadzone są zapasy. Z powodu kumulacji epidemii koronawirusa i eboli łańcuch dostaw może zostać przerwany. UNICEF dysponuje pracownikami terenowymi na miejscu, którzy zostali przeszkoleni przy poprzednich zagrożeniach epidemicznych.

Czerwony Krzyż  podkreśla, że chociaż w przypadku eboli śmiertelność wśród zakażonych sięga 50 proc., to koronawirus wywołał stan większego zagrożenia w mieszkańcach Mbandaka. W związku z tym organizacje, niosące pomoc humanitarną, nalegają na edukowanie ludności. Ich zdaniem będzie to połowa sukcesu.  

"To trochę wyścig z czasem" - skomentował wybuch kolejnej epidemii w kraju Eduard Beigbeder, reprezentujący UNICEF w Demokratycznej Republice Konga. "Przy szybkich działaniach, pełnym dostępie i pełnym zaangażowaniu społeczeństwa w walkę z epidemią będziemy w stanie ją pokonać" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama