Reklama

Reklama

Wzrost zakażeń w Nowym Jorku. Szkoły znów będą zamknięte

Od czwartku (19 listopada) szkoły publiczne w Nowym Jorku będą zamknięte na czas nieokreślony. Uczniowie przejdą całkowicie na nauczanie zdalne. Burmistrz Bill de Blasio uzasadnił tę decyzję podwyższeniem w mieście wskaźnika zakażeń COVID-19 w ciągu siedmiu dni średnio do 3 proc.

W samych tylko szkołach odsetek testów na obecność wirusa z pozytywnym wynikiem jest stosunkowo niski i sytuuje się poniżej 1 proc. De Blasio zapowiadał jednak jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego, że budynki będą zamknięte ze względów bezpieczeństwa, jeśli wskaźnik infekcji w mieście dojdzie do 3 proc.

"Musimy walczyć z drugą falą COVID-19"

Reklama

- Miasto Nowy Jork osiągnęło średni siedmiodniowy próg testów z wynikiem pozytywnych w wysokości 3 proc. Niestety, oznacza to, że dla zachowania ostrożności gmachy szkół publicznych zostaną zamknięte jutro, w czwartek 19 listopada. Musimy walczyć z drugą falą COVID-19" - tweetował w środę burmistrz.

Jak zapewniał podczas konferencji prasowej rodziców, uczniów i nauczycieli, celem miasta jest jak najszybszy powrót do nauki z bezpośrednim udziałem uczniów.

- Wszyscy jesteśmy bardzo zasmuceni z powodu podjęcia tej decyzji, ponieważ tak dużo pracy włożono w przygotowanie szkół (...), otwarcie ich i utrzymanie bezpiecznymi, podczas gdy prawie żaden inny główny system szkolnictwa w Ameryce tego nie zrobił. Wyznaczyliśmy jednak bardzo jasny standard i musimy go trzymać - podkreślił de Blasio.

Lokalne media zwracają uwagę, że postanowienie burmistrza wprowadza chaos w harmonogramie zajęć prawie 300 000 uczniów, którzy zapisali się na naukę mieszaną, łączącą nauczanie bezpośrednie ze zdalnym. Stanowi to też problem dla rodziców.

- Będę chyba musiała zrezygnować z pracy. Miałam wcześniej opiekunkę do dzieci, ale po otwarciu szkół zostawiłam ją tylko na kilka dni w tygodniu. Teraz nie może wrócić na cały tydzień, bo znalazła sobie już inne zajęcie - powiedziała rozżalona Allison z Queensu.

Brakuje sprzętu dla uczniów

Powrót do zdalnego nauczania rodzi też inne kłopoty. Według miejskiego komisarza ds. szkół Richarda Carranzy w Nowym Jorku jest około 60 000 uczniów, którzy wciąż nie mają niezbędnego sprzętu do wirtualnej edukacji.

- Nadal jest to kwestia podaży. (...) Nowy Jork podobnie jak każdy system szkolnictwa w Ameryce i prawdopodobnie na całym świecie, zamawia urządzenia od każdego producenta - zapewniał Carranza.

Według władz szkolnych do końca przyszłego tygodnia miasto ma otrzymać około 40 000 urządzeń. W sumie zamówiło ich około 100 000 dla zaspokojenia potrzeb.

Prezes związku zawodowego nauczycieli Michael Mulgrew w wydanym oświadczeniu apelował o stosowanie przepisów mających ułatwić zwalczanie pandemii.

- Teraz zadaniem wszystkich nowojorczyków jest zachowanie dystansu społecznego, noszenie maseczek i podejmowanie wszelkich innych kroków w celu znacznego obniżenia wskaźnika infekcji, tak aby budynki szkolne mogły ponownie zostać otwarte - powiedział Mulgrew.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje