Reklama

Reklama

Włochy: W ciągu doby z powodu koronawirusa zmarło 525 osób

W ciągu ostatniej doby we Włoszech zmarło 525 osób zakażonych koronawirusem - poinformowała w czwartek Obrona Cywilna. Tym samym łączny bilans ofiar śmiertelnych pandemii w tym kraju wzrósł do 22 170.

O 1189 zwiększyła się od środy we Włoszech liczba chorych na COVID-19. Obecnie w całym kraju choruje ponad 106 tysięcy osób.

Od początku epidemii potwierdzono prawie 169 tysięcy przypadków koronawirusa.

Spada liczba pacjentów na oddziałach intensywnej terapii. Obecnie jest ona najniższa od 20 marca. Wyleczono już ponad 40 tysięcy osób, a dzienny wzrost wyniósł około 2 tysięcy.

Sytuacja w Lombardii

Najnowsze dane z Lombardii, epicentrum epidemii, to 63 tysiące zakażonych i wzrost nowych przypadków w ciągu jednego dnia o 941. W tym regionie zanotowano też 231 kolejnych zgonów. 

Reklama

"Dane świadczą o poprawie, ale wciąż jesteśmy w pierwszej fazie epidemii" - podkreślił wiceprzewodniczący władz regionu Fabrizio Sala.

"Trzy Italie"

"Mamy tendencję spadkową, jeśli chodzi o krzywą zakażeń, liczbę hospitalizowanych i zmarłych" - powiedział z kolei na konferencji prasowej w Rzymie szef krajowego Instytutu Zdrowia Silvio Brusaferro.

Profesor Brusaferro zwrócił uwagę na dane wskazujące na to, że 90 proc. ludzi we Włoszech nie miało kontaktu z koronawirusem.

"To znaczy, że ogromna większość ludności jest w dalszym ciągu na niego podatna" - wyjaśnił. Następnie prezes Instytutu zauważył, że aby osiągnąć tzw. odporność stadną, kontakt z wirusem musi mieć około 80 proc. osób. "Ten cel jest jeszcze bardzo daleki" - oświadczył Brusaferro.

Podkreślił także, że jeśli chodzi o przebieg epidemii, to są "trzy Italie". Pierwsza to północna część kraju z wysoką skalą zakażeń, środkowe Włochy z ich ograniczoną liczbą oraz południe i wyspy, gdzie jest ich mniej.

Restrykcyjne przepisy

Dziennikarze zaznaczyli w czasie codziennej konferencji w siedzibie Obrony Cywilnej, że w porównaniu z innymi krajami we Włoszech obowiązują wyjątkowo restrykcyjne przepisy, zabraniające dzieciom wychodzenia do parków i na place zabaw.

W odpowiedzi usłyszeli, że wynika to z obaw, iż taka aktywność najmłodszych może spowodować efekt "bumerangu" i doprowadzić do wzrostu zakażeń wśród ich dziadków.

"Musimy być bardzo ostrożni" - dodał Brusaferro.

Z Rzymu Sylwia Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL