Reklama

Reklama

W Polsce też są przypadki flurony. I nic w tym dziwnego

Kiedy tylko izraelskie media ogłosiły, że doktor Jaron Rabinovici odkrył fluronę - jednoczesne zakażenie SARS-CoV-2 i wirusem grypy, informacja ta lotem błyskawicy obiegła świat. Kilka dni później można było przeczytać o przypadkach flurony potwierdzonych w kolejnych krajach i alarmujących ostrzeżeniach naukowca, że mogą pojawić się kolejne "trudno wykrywalne równoczesne zakażenia". Rzecz w tym, że flurona to nic ani nowego, ani zadziwiającego. Czy jest groźna? Pytamy ekspertów.

Jednoczesne zakażenia różnymi wirusami występowały jeszcze przed pandemią COVID-19, a z miksem infekcji wirusem grypy i SARS-CoV-2 spotkali się już także polscy lekarze.

- Przypadki jednoczesnej infekcji wirusami SARS-CoV-2 i grypy notowaliśmy u pacjentów już w październiku ubiegłego roku - mówi Interii dr Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii w Szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

O tym, że flurona nie jest żadną nowością mówi też dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19.

Reklama

- Już pierwszy sezon covidowy, który rozpoczął się zimą 2020 roku, był nałożony na grypę i zdarzało się, że te infekcje występowały wspólnie - zauważa w rozmowie z Interią.

Flurona. Czy jest się czego bać?


W 2021 roku -  ze względu na maseczki, dystans społeczny, przejście na pracę i naukę zdalną i ograniczenie podróży zagranicznych - udało się ograniczyć nie tylko SARS-CoV-2, ale też grypę, której epidemie notowano wcześniej rokrocznie, a ich szczyt przypadał na koniec stycznia-początek marca.

- Grypa była niemal niewidoczna w statystykach. Mógł na to wpłynąć też fakt, że po uzyskaniu pozytywnego wyniku testu na SARS-CoV-2 mało który ośrodek testuje dodatkowo pod kątem grypy. Są jednak miejsca, gdzie wykonuje się diagnostykę molekularną i przy pobraniu jednej próbki od pacjenta robi się badania na sześć różnych wirusów. I mieszane zakażenia nie były czymś zaskakującym - dodaje dr Grzesiowski.

Ale czy są groźne?

- To na pewno sytuacja niepożądana. W przypadku zakażenia wirusami SARS-CoV-2 i grypy mamy do czynienia z wirusami o różnym punkcie zaczepienia - ten pierwszy atakuje przez białko ACE2, drugi przez nabłonek oddechowy. Dwa różne wirusy wywołujące dwa różne procesy zapalne będą zatem działały bardziej uszkadzająco na tkankę płucną - wyjaśnia dr Grzesiowski.

Dr Stopyra zauważa, że każdy przypadek należy traktować indywidualnie. - COVID-19 może przebiegać bezobjawowo czy skąpoobjawowo, ale może też powodować ostre zapalenie płuc. Jeśli mamy więc pacjenta zaszczepionego i na grypę, i na COVID-19, nawet współwystępujące zakażenie przechoruje najprawdopodobniej łagodnie lub bezobjawowo. Ale wcale tak być nie musi - zauważa lekarka. I zachęca: dlatego warto się zaszczepić.

Miks zakażeń - podwójny problem


Czy są wirusy, które bardziej "się lubią", to znaczy sprzyjają pojawieniu się nowych konkretnych patogenów w organizmie? - To działa raczej w drugą stronę - jeden wirus może wykluczać drugi, bo atakuje te same miejsca receptorowe. W piśmiennictwie opisuje się sytuację, gdy zakażony wywołującym typowe przeziębienie rinowirusem zdecydowanie rzadziej zapada na grypę, bo wirusy te mają podobne punkty uchwytu i "konkurują" o to samo miejsce - tłumaczy dr Grzesiowski.

Wiele wirusów jednak nie ma takiego "problemu" i może zaatakować organizm jednocześnie.

- U naszych pacjentów poza współwystępowaniem SARS-CoV-2 i wirusa grypy notowaliśmy też jednoczesne zakażenia rotawirusami i adenowirusami, a także RSV i grypą. Zakażenia dwoma-trzema wirusami jednocześnie nas nie dziwią - zauważa dr Stopyra.

Jak wskazuje, w przypadku COVID-19 i grypy miks zakażeń jest o tyle niekorzystny, że może zaszkodzić podwójnie - konkretnemu pacjentowi i systemowi opieki zdrowotnej.

- Obydwa te wirusy atakują płuca i prowadzą do znacznego wzrostu hospitalizacji. Kiedy przed pandemią mieliśmy epidemie grypy, oddziały pediatryczne były pełne, a dzieci leżały nawet na korytarzach. Choć w ubiegłym roku sytuacja z powodu obostrzeń była inna, obecnie lockdownu nie ma, wyszczepialność wciąż jest niska, więc epidemia grypy może wybuchnąć - mówi.

I nie musi dojść do żadnych potencjalnie groźnych mieszanek genetycznych wirusa grypy i SARS-CoV-2, by problem z fluroną stał się ogromny. Tych mutacji co prawda - jak mówi dr Grzesiowski - wykluczyć nie można, ale są one mało prawdopodobne. Możliwe jest za to, że system nie po prostu nie wytrzyma. - Jeśli nowa fala epidemii COVID-19 nałoży się na epidemię grypy, szpitale będą pękać w szwach. Mogą nas uratować szczepionki, dlatego powtarzam: szczepmy się - mówi dr Stopyra.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy