Reklama

Reklama

USA: Masowe szczepienia na stadionie w Baltimore. "Tu zaczyna się początek końca epidemii"

"Tu zaczyna się początek końca epidemii" - po takim napisie przechodzą Amerykanie zapisani na szczepienie na stadionie w Baltimore. W sprawnie funkcjonującym masowym punkcie zastrzyk otrzymuje ponad cztery tysiące osób dziennie.

W USA szczepienia stają się powszechne - poszerzane są priorytetowe grupy i otwierane kolejne punkty. W drugiej połowie marca w skali kraju dziennie przeprowadza się nawet po trzy miliony zastrzyków dziennie; w wielu stanach już ponad co czwarty obywatel otrzymał co najmniej jedną dawkę preparatu przeciwko COVID-19.

Masowe szczepienia

Tak jest między innymi w położonym na wschodnim wybrzeżu stanie Maryland, gdzie przy pomocy Gwardii Narodowej i Uniwersytetu Marylandu w wielki punkt szczepień przekształcono stadion na którym zazwyczaj odbywają się mecze futbolu amerykańskiego i koncerty. - Dziennie robimy tu po 4-5 tysięcy zastrzyków, w tygodniu i weekendy. To ma niedługo wzrosnąć do 6 tysięcy - mówi pielęgniarka Mary Burnett.

Reklama

Takich masowych punktów szczepień w samym Maryland jest pięć, a w planach są kolejne. Dostępnych szczepionek z tygodnia na tydzień jest coraz więcej; we wtorek stan wszedł w fazę 2A, która oznacza że zastrzyk przysługuje każdemu po 60. roku życia. Jednak już wcześniejsza faza była szeroka, przewidywała możliwość szczepienia dla wielu grup zawodowych. - W praktyce, o ile znajdzie się termin, zapisać się może każdy - przyznaje jeden z wolontariuszy.

Dlatego mieszkańcy Maryland, a także pobliskiej Wirginii, Pensylwanii i Waszyngtonu, odświeżają stronę internetową z zapisami na zastrzyk na stadionie, licząc na to, że udostępnione będą wolne terminy, co się zdarza. Szczęśliwcy otrzymują potwierdzający SMS lub telefon i muszą zobowiązać się do przyjazdu na obiekt sportowy w dany dzień o określonej godzinie. W ostatnich dniach o zapisanie jest ciężko, wolnych terminów jest mało, gdyż przeprowadza się tysiące szczepień drugą dawką.

Jak wygląda szczepienie?

Na miejscu, od etapu parkowania do momentu wyjazdu, towarzyszą pomocni wolontariusze oraz żołnierze Gwardii Narodowej. Grupkami wpuszczają ludzi do kolejki na stadionie, gdzie następuje szybka weryfikacja dokumentów tożsamości. Następnie na rozdawanych tabletach należy odpowiedzieć na kilka pytań, w tym czy ma się medyczne przeciwwskazania do otrzymania szczepionki. Po oddaniu tabletów wolontariuszom, schodami ruchomymi wjeżdża się na piętro, gdzie odbywają się szczepienia.

Tu, odczekując chwilkę, podchodzi się do jednego z kilkudziesięciu punktów. Jedna pielęgniarka sprawdza przy nim ponownie dokument, a druga wykonuje zastrzyk. Po szczepieniu dokument otrzymuje się z powrotem, wraz z karteczką, na której zapisany jest termin drugiego szczepienia.

By wszystko odbyło się bezpiecznie, następnie przez 15 minut przebywa się w poczekalni. W przypadku negatywnej reakcji organizmu na szczepionkę liczyć tu można na szybką pomoc lekarzy. - To zdarza się bardzo rzadko, zazwyczaj nic poważnego - przyznaje Burnett.

Powrót do życia

Stojąc na stadionie w kolejkach, Amerykanie zachowują od siebie dystans i mają założone maseczki, co nie sprzyja rozmowom. Często uznają jednak, że moment jest godny uwiecznienia - co chwila ktoś sięga po telefon, by zrobić zdjęcie. O tym jak ważne są szczepienia przypomina też kilka napisów na podłodze stadionu - "tu zaczyna się początek końca epidemii".

Na to liczy starszy sierżant David Yarborough, który w październiku wrócił z Afganistanu. Pomagający na stadionie żołnierz twierdzi, że służba tu to dla niego czysta przyjemność. - Nie ma to jak być w domu i pomagać mieszkańcom stanu Maryland wrócić do życia - zdjąć maseczki, znów się przytulać czy chodzić na imprezy lub wesela - przyznaje.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje