Reklama

Reklama

​USA: 70-latek za leczenie COVID-19 dostał rachunek na ponad milion dolarów

Mężczyzna, który przez dwa miesiące walczył w szpitalu w Seattle z COVID-19, otrzymał rachunek za opiekę medyczną, opiewający na kwotę, która może przyprawić o zawrót głowy. Koszty terapii, które wyszczególniono na 181 stronach, wyniosły 1,12 miliona dolarów.

Mieszkaniec Seattle został przyjęty do szpitala 4 marca, po tym jak wykryto u niego zakażenie koronawirusem SARS-CoV-2. Kiedy wbrew przygnębiającym prognozom udało mu się pokonać COVID-19, mówił o sobie, że jest "cudownym dzieckiem". Był hospitalizowany 62 dni. 

Reklama

"Stwierdził, że jego serce niemal zawiodło go po raz drugi, gdy otrzymał rachunek za swoją szpitalną odyseję" - czytamy w "Seattle Tomes". Mężczyzna miał na widok sumy szpetnie zakląć.

Trudno się dziwić jego reakcji, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że kwota na rachunku to 1 122 501 dolarów i cztery centy. Wyszczególniono w nim trzy tys. pozycji. Sam koszt łóżka na oddziale intensywnej terapii wynosił blisko 10 tys. dolarów za dzień. Niemało kosztowało także podłączenie mężczyzny do respiratora. 

W dniu, gdy na raz zawodziły jego serce, płuca i nerki, a on sam znalazł się na krawędzi śmierci, lekarze próbowali wszystkich terapii, jakie przychodziły im do głowy. Lista leków i zabiegów z tego dnia zajmuje 20 stron i opiewa na 100 tys. dolarów. 

Przez większość czasu mężczyzna był nieprzytomny, jednak gdy odzyskał świadomość, powiedział swojej żonie: "Musisz mnie stąd zabrać, nie stać nas na to" - relacjonuje "Seattle Times".

Równi i równiejsi

70-latek, w przeciwieństwie do wielu Amerykanów, wcale nie znajduje się w najgorszej możliwej sytuacji. Mężczyzna ma swoje ubezpieczenie i jest objęty Medicare, czyli rządowym programem ubezpieczeń społecznych. Co więcej, dzięki niedawnym decyzjom amerykańskiego senatu, może się okazać, że zapłaci tylko niewielki ułamek, albo wręcz nie będzie musiał płacić nic. 

Z powodu epidemii koronawirusa amerykańska administracja była zmuszona wpompować w system opieki zdrowotnej i w firmy ubezpieczeniowe miliardy dolarów. Po części by zachęcić Amerykanów do poddawania się testom i w razie choroby szukania pomocy. Pod względem finansowym fakt, że mężczyzna zapadł na COVID-19, a nie na przykład na białaczkę, jest z dla niego szczęśliwym zrządzeniem losu.

Amerykański pisarz David Lat, który sam przeszedł zakażenie koronawirusem i dostał rachunek w wysokości 320 tys. dolarów, nie musiał płacić nic. W tym samym czasie odzywali się do niego pacjenci chorzy na raka, czy białaczkę, którzy dostawali rachunki za leczenie opiewające na horrendalne kwoty. 

"Chorowanie na koronawirusa, a nie raka, nie powinno robić różnicy pod względem twojego obciążenia finansowego. To, co musisz zapłacić jako pacjent, w istocie nie powinno zależeć od tego, czy twoja choroba ma dobrego PR-owca" - skomentował lat na łamach "Slate'a". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje