Reklama

Reklama

Szczepionka Johnson&Johnson skuteczna po jednej dawce

Wszystko wskazuje na to, że zupełnie wystarczające będzie podanie tylko jednej dawki szczepionki firmy Janssen opracowanej we współpracy z Johnson&Johnson. - Pierwsze wyniki trzeciej fazy badań klinicznych szczepionki firmy Janssen opracowanej we współpracy z Johnson&Johnson są bardzo obiecujące – powiedział dr hab. Piotr Rzymski z UM w Poznaniu.

Trzecia faza badań klinicznych szczepionki obejmuje niemal 44 tysiące uczestników. - Po pierwsze, wszystko wskazuje, że zupełnie wystarczające będzie podanie tylko jednej dawki preparatu, który można przechowywać w lodówce przez przynajmniej trzy miesiące. To wszystko duże ułatwienia logistyczne dla programu szczepień i większa wygoda dla szczepiących się osób. Optymalny poziom odporności powinien być osiągany cztery tygodnie po otrzymaniu preparatu - powiedział ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu dr hab. Piotr Rzymski.

Reklama

Jak mówił, badania nad szczepionką J&J prowadzone były w USA, Ameryce Środkowej i Południowej oraz w Afryce. Wykazano, że jej ogólna skuteczność w zapobieganiu objawowemu COVID-19 kształtowała się na poziomie 66 proc. - To istotnie mniej niż w przypadku szczepionek mRNA produkcji BioNTech/Pfizer i Moderna, ale więcej w porównaniu do preparatu AstraZeneca - zaznaczył Rzymski.

Wskazał, że z kolei skuteczność zapobiegania ciężkiemu przebiegowi COVID-19 po zaszczepieniu preparatem J&J kształtowała się na poziomie 85 proc.

Żadna z osób szczepionych nie wymagała hospitalizacji

- Dobrą wiadomością jest to, że żadna z osób szczepionych, która uległa zakażeniu, nie wymagała hospitalizacji. Poziom ochrony był porównywalny niezależnie od wieku (w badaniu brało udział ponad 13 tys. osób powyżej 60. roku życia), oraz regionu geograficznego, gdzie badanie było prowadzone - dotyczy to także RPA, gdzie niemal wszystkie przypadki zakażenia były spowodowane tzw. afrykańskim wariantem. I to jest kolejna dobra wiadomość - podkreślił.

Ekspert tłumaczył, że preparat J&J jest szczepionką wektorową, wykorzystującą adenowirusa typu 26, którego genom poszerzono o gen białka S koronawirusa.

- Wspomniany wirus jest obrobiony w taki sposób, by nie był w stanie namnażać się w ludzkich komórkach - osiągnięto to, usuwając z jego materiału genetycznego regiony krytyczne dla procesu replikacji. Nie jest w stanie wywołać żadnej choroby, po prostu służy jako nośnik instrukcji, dzięki której komórka produkuje białko S wirusa. Wtedy jest ono dalej obrabiane i prezentowane przez komórkę na powierzchni - a to uruchamia różne procesy odpowiedzi układu odporności - mówił.

Szczepionka J&J wykorzystuje ludzkiego adenowirusa

- Pewien problem z wykorzystaniem adenowirusów jako wektorów w szczepionkach polega na tym, że część ludzi posiada przeciwciała przeciwko nim. Dlatego AstraZeneca zdecydowała się wykorzystać adenowirusa, który pierwotnie pochodzi od szympansów - w wielu regionach świata ludzie nie mają z nimi kontaktu. Szczepionka J&J wykorzystuje ludzkiego adenowirusa typu 26, ale w Europie infekcje nim nie są częste, a ewentualne przeciwciała utrzymują się na niskim poziomie. Inaczej jest już w przypadku adenowirusa typu 5, który jest jednym ze składników rosyjskiej szczepionki Sputnik V - dodał.

Ekspert pytany, czy powinniśmy się zatem martwić, jeżeli przyjdzie nam otrzymać szczepionkę, która ma niższą skuteczność niż preparaty mRNA, odpowiedział, że nie.

- Dlaczego? Posłużmy się porównaniem motoryzacyjnym. Mając do wyboru Teslę i zwykły samochód spalinowy, większość z nas pewnie wolałaby przejechać się tą pierwszą. Ale i jednym i drugim pojazdem dojedziemy do celu. Jakiego? Łagodzenia skutków klinicznych COVID-19, tak by coraz mniej ludzi trafiało do szpitala i umierało - zaznaczył Rzymski.

Ładowanie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy