Reklama

Reklama

Opowieść o dwóch miastach. Xi Jinping z wizytą w Hongkongu

"Od narodzin naszej córki żyjemy w strachu, że jeśli któreś z nas otrzyma pozytywny wynik testu na obecność covida, władze będą mogły rozdzielić nas z naszym 13-miesięcznym dzieckiem i zamknąć w rządowym ośrodku izolacyjnym" - pisze specjalnie dla Interii starszy korespondent międzynarodowy CNN Ivan Watson, który od siedmiu lat mieszka w Hongkongu. Reporter opisuje m.in. to, jak polityka "zero covid" odbiła się na sytuacji miasta i jak wyglądały przygotowania do pierwszej od pięciu lat wizyty prezydenta Chin Xi Jinpinga.

"Manhattan spotyka Hawaje". Tak opisałem Hongkong osobom z zewnątrz, kiedy po raz pierwszy przeprowadziłem się tu siedem lat temu, oszołomiony lśniącymi drapaczami chmur, otoczonymi przez morze i bujnie porośnięte zielenią góry.

Było to nowoczesne, wydajne miasto. Pośredniczka nieruchomości wyglądała na zdumioną, gdy zapytałem o ryzyko przerw w dostawie prądu, które były notorycznym problemem w moim poprzednim miejscu zamieszkania, Stambule. - Ale my potrzebujemy energii elektrycznej - wyjaśniła. - Do wind i klimatyzatorów - dodała.

Niezwykłe swobody Hongkongu

Mieszkańcy patrzyli na mnie z takim samym niedowierzaniem, gdy pytałem o nietypowy system polityczny Hongkongu. Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że wybrani ustawodawcy mogą występować na forum miejskiej legislatury i drwić z chińskiego rządu krajowego. Jak to możliwe, że w tym zakątku Chin rządzonych przez komunistów tolerowany jest tak jawny sprzeciw?

Reklama

Podobnie jak stale dostępna elektryczność, jako część struktury tego miasta zostały przyjęte niezwykłe swobody Hongkongu. Religie, poglądy polityczne i formy ekspresji artystycznej zakazane na kontynencie, w tej byłej kolonii brytyjskiej nie tylko przetrwały, ale były wręcz celebrowane.

Wielki Firewall internetu, który blokował Gmaila oraz Twittera i Instagrama, kończył się na wewnętrznej granicy między Chinami kontynentalnymi a Hongkongiem.

Ten nadzwyczajny układ był chroniony przez traktaty międzynarodowe sprzed przekazania Hongkongu w 1997 r. spod władzy brytyjskiej pod rządy chińskie, a także przez własne zobowiązanie Pekinu do poszanowania autonomii miasta, zgodnie z formułą "jeden kraj, dwa systemy".

Wielu twierdzi, że zobowiązanie to rozpadło się w 2020 r., kiedy to mianowana przez Pekin administracja w Hongkongu przeforsowała ustawę o bezpieczeństwie narodowym po roku coraz gwałtowniejszych protestów ulicznych.

W krótkim czasie policja rozpoczęła aresztowania opozycyjnych ustawodawców i działaczy prodemokratycznych pod różnymi zarzutami, a także namierzanie i zamykanie niezależnych gazet. Pomniki upamiętniające ofiary masakry na placu Tiananmen w Pekinie z 1989 r. zostały po cichu usunięte z kampusów uniwersyteckich.

Koronawirus. Polityka "zero covid"

Dziś niewielu Hongkończyków ma odwagę publicznie wypowiadać się krytycznie o rządzie - nie dotyczy to jednak przestrzegania przez administrację chińskiej polityki "zero covid".

Od 2020 r. wysiłki rządu zmierzające do zwalczenia wirusa spowodowały niemalże całkowite odcięcie Hongkongu i Chin od świata zewnętrznego. Wprowadzano kolejne lockdowny i rygory dystansu społecznego, co zdewastowało obie gospodarki.

Na lotnisku w Hongkongu wciąż jeszcze nielicznych przybyszów witają slogany "Asia's World City" (pol. światowe miasto Azji). Niegdyś tętniący życiem terminal stoi teraz w dużej mierze pusty. Surowe działania antycovidowe spowodowały również exodus ludzi i talentów z tego obecnie niewiarygodnie odizolowanego miasta. 

Moja żona i ja poznaliśmy się i pobraliśmy w Hongkongu, tutaj założyliśmy rodzinę. Ale od narodzin naszej córki żyjemy w strachu, że jeśli któreś z nas otrzyma pozytywny wynik testu na obecność covida, władze będą mogły rozdzielić nas z naszym 13-miesięcznym dzieckiem i zamknąć w rządowym ośrodku izolacyjnym.

Nawet lojaliści Pekinu przyznają, że polityka "zero covid" zaszkodziła reputacji Hongkongu jako bezpiecznego i niezawodnego międzynarodowego rozstaju. - Straciliśmy niektóre atuty, którymi cieszyliśmy się w przeszłości - powiedział mi w tym miesiącu były szef rządu Hongkongu Chun Ying Leung. - Ale odzyskamy je, gdy tylko obejmiemy kontrolę nad covidem - zapewniał.

Xi Jinping w Hongkongu. Surowe procedury

Spodziewałem się, ilu skomplikowanym środkom zapobiegawczym przeciwko covidowi będę musiał się poddać, aby 1 lipca móc relacjonować uroczystości upamiętniające 25. rocznicę przyłączenia Hongkongu do Chin, w których udział wziął prezydent Xi Jinping.

W tygodniu poprzedzającym wydarzenie dziennikarze musieli codziennie poddawać się testom PCR. W rządowym e-mailu poinformowano, że na dwa dni przed wizytą Xi dziennikarze powinni zameldować się w wyznaczonym hotelu, w którym obowiązywać będzie rygorystyczny system zamkniętej pętli. Tam mieli być zamknięci w swoich pokojach, a następnie poddani ponownemu testowi na trzy godziny przed wydarzeniem.

Jednak trzy dni po przeprowadzeniu testów PCR otrzymałem telefon z tego samego rządowego Departamentu Usług Informacyjnych. - Policja odrzuciła pański wniosek o udział w obchodach 25-lecia - poinformowała mnie uprzejma kobieta o imieniu Chris.

Nie potrafiła podać powodu odmowy. Lokalne media donoszą, że co najmniej dziesięć redakcji spotkało się z podobną odmową przyjęcia swoich dziennikarzy, rzekomo z powodów bezpieczeństwa.

Teraz zacząłem określać Hongkong jako "Opowieść o dwóch miastach". Z jednej strony, część rządowej biurokracji wciąż stara się promować Hongkong jako przyjazne dla biznesu centrum handlu międzynarodowego. Jest to rodzaj miejsca, które szybko i sprawnie przyznało mi status "stałego rezydenta" po tym, jak mieszkałem i pracowałem tu przez siedem lat. Ale jednocześnie zakorzeniła się tu obsesja kontroli państwowej i tłumienia odmiennych poglądów, która jest znakiem rozpoznawczym Chin prezydenta Xi.

Te sprzeczne, konkurujące ze sobą impulsy często nadają miastu schizofreniczny charakter. Z każdym miesiącem jest tu coraz mniej powodów, by wątpić, który z kierunków zdominuje Hongkong w nadchodzących latach.

Ivan Watson, starszy korespondent międzynarodowy CNN

Relacja CNN z 25. rocznicy przekazania Hongkongu Chinom kontynentalnym w telewizji i w mediach internetowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy