Reklama

Reklama

Nowa Zelandia. Zdejmują wszystkie obostrzenia. "Wyeliminowanie koronawirusa niemożliwe"

Nowozelandzkie władze przyznają, że rygorystyczna polityka sanitarna pozwoliła ustrzec kraj przed niekontrolowanym rozwojem pandemii. Od jej początku na COVID-19 zmarło 27 osób i wykryto ponad 4 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia. Premier Jacinda Ardern przyznała jednak, że wyeliminowanie koronawirusa nie jest możliwe, a wobec wyszczepienia znacznej części społeczeństwa, władze ogłosiły plan łagodnego odchodzenia od restrykcji związanych z SARS-CoV-2.

Rząd Nowej Zelandii poinformował w poniedziałek, że kompletne wyeliminowanie koronawirusa jest niemożliwe - poinformowała agencja Associated Press. Wcześniej przyznały to inne kraje.

Władze w Auckland ogłosiły ostrożny plan łagodzenia restrykcji sanitarnych, które w znacznej mierze krępują codzienne funkcjonowanie tego największego nowozelandzkiego miasta.

Otwarte plaże i przedszkola, ale nie sklepy

Od wtorku mieszkańcy będą mogli skorzystać z plaż, spędzać czas na świeżym powietrzu z bliskimi "z tego samego gospodarstwa domowego", zostaną też otwarte przedszkola. Terminarz otwierania sklepów, restauracji i barów nie został jeszcze ustalony.

Reklama

Od początku pandemii Nowa Zelandia realizowała rygorystyczne podejście do wirusa, prowadząc politykę "zero tolerancji", polegającą na ścisłym kontrolowaniu aktywności społecznej mieszkańców i ograniczaniu kontaktów międzyludzkich. Strategia gabinetu Jacindy Ardern sprawdziła się w pięciomilionowym państwie. Według oficjalnych danych odnotowano tam do tej pory 27 zgonów na COVID-19. W poniedziałek wykryto 29 przypadków.

Nowa Zelandia niegościnna co najmniej do stycznia

Rygorystyczna polityka państwa wywołała jednak opór części społeczeństwa. W pierwszy weekend października setki ludzi protestowały przeciw dotychczasowym ograniczeniom. A opozycyjny deputowany Chris Bishop stwierdził, że "rząd nie ma jasnej strategii radzenia sobie z epidemią poza całkowitą kapitulacją".

Sytuacja w Nowej Zelandii była opanowana do sierpnia, gdy z miejsca odbywania kwarantanny przez podróżnego powracającego z Australii wymknęła się bardziej zaraźliwa odmiana koronawirusa - delta.

Mimo surowych ogólnokrajowych restrykcji wprowadzonych po wykryciu zaledwie jednego przypadku zakażenia wariantem delta, nie udało się całkowicie zdławić epidemii i zahamować przyrostu zakażeń.

Choroba rozprzestrzeniła się wśród grup nieufnych wobec władzy i gorzej poinformowanych o bieżącej sytuacji w kraju, w tym wśród członków lokalnych gangów i bezdomnych.

Nowa Zelandia: 1300 zakażeń od początku

Z danych amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hokinsa wynika, że od początku pandemii w Nowej Zelandii wykryto 4068 potwierdzonych przypadków koronawirusa. Amerykański uniwersytet podaje także, że liczba zgonów na COVID-19 wynosi w tym kraju 27.

- Jest jasne, że okresy surowych ograniczeń nie doprowadziły nas do braku przypadków zachorowań. (...) Izolacja była konieczna, ponieważ nie dysponowaliśmy szczepionką. Teraz ją mamy i możemy zmieniać sposób organizacji naszego życia - powiedziała nowozelandzka premier.

Nowa Zelandia najlepszym miejscem do schronienia się przed upadkiem cywilizacji

Nowa Zelandia w porównaniu ze światowymi liderami wolno rozpoczęła kampanię szczepień przeciw COVID-19. Dotychczas około 65 proc. Nowozelandczyków przyjęło co najmniej jedną dawkę, a 40 proc. jest w pełni zaszczepionych. - Jest dobry powód, abyśmy z optymizmem patrzyli w przyszłość, ale nie możemy się spieszyć - stwierdziła Ardern.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL