Reklama

Reklama

Niemiecka prasa o zakazie noclegów: Granica absurdu

Wtorkowe (13 października) wydania niemieckich gazet zajmują się wydanym przez władze kontrowersyjnym zakazem noclegów dla osób z regionów Niemiec uznanych za obszar ryzyka.

Dziennik "Frankfurter Rundschau" komentuje:

Reklama

"Kto może połapać się w tym, gdzie i jakie obowiązują ograniczenia, ile osób może się spotkać? Prawdziwym ukoronowaniem tego bałaganu jest wprowadzenie zakazu noclegów. Jeśli ktoś przyjeżdża z obszaru ryzyka bez negatywnego testu na koronawirusa nie może nocować w hotelu, ale może korzystać z restauracji. Czy zatem mieszkaniec ogniska infekcji - Offenbach może przenocować w innym ognisku infekcji - Monachium? Granica absurdu jest płynna. Odnosi się wrażenie, jakby zakaz zakwaterowania zrodził się głównie z politycznego odruchu konieczności zrobienia czegoś w obliczu napiętej sytuacji. Jednakże, zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, wewnątrzniemieckie podróżowanie nie jest motorem pandemii, są nim raczej prywatki. W związku z tym zakaz zakwaterowania powinien, co najmniej w swojej obecnej formie, zostać wycofany".

"Suedkurier" z Konstancji konstatuje:

"Jak tylko zaczyna rosnąć liczba zakażeń natychmiast pojawiają się odruchy wprowadzania linii demarkacyjnych w całej Europie, ale co tam, na całym świecie od miesięcy określa się wzajemnie obszary ryzyka. A odkąd przetacza się przez Niemcy druga fala pandemii również landy chętnie wytyczają między sobą wyimaginowane granice. To zrozumiałe: Brandenburczycy, którym udało się do tej pory przejść przez pandemię bez szwanku, nie chcą tego sukcesu ryzykować, przyjmując urlopujących się Berlińczyków.

Jednak wprowadzony zakaz zakwaterowania nie ma sensu. O tym, kto stanie się zagrożeniem dla innego, nie decyduje to, kto z jakiego kraju związkowego przyjedzie, lecz jego zachowanie. Ogólne wykluczenie prowadzi jedynie do frustracji i braku zrozumienia wśród hotelarzy, osób podróżujących służbowo i wczasowiczów. To z kolei nie jest dobre w radzeniu sobie z pandemią: gdyż podstawowym tego warunkiem jest to, aby jak najwięcej osób stanęło za tymi działaniami i ich przestrzegało".

Natomiast zdaniem dziennika "Mitteldeutsche Zeitung":

"Kiedy słyszy się to po raz pierwszy, brzmi logicznie. Jeśli ktoś pochodzi z obszaru wysokiego ryzyka na terenie Niemiec, nie musi koniecznie przebywać gdzie indziej w hotelu, chyba że ma negatywny wynik testu. Ale tam właśnie zaczynają się problemy: Wątpliwości budzi bowiem to, że moce przerobowe laboratoriów wykorzystywane są dla potrzeb osób udających się na ferie, gdy mogłyby być lepiej wykorzystane gdzie indziej. Ten, kto jak bawarski premier Markus Söder (CSU), wprowadza zakaz zakwaterowania osób z obszarów ryzyka w innych krajach związkowych, ale nie dla ludzi z własnego landu, ryzykuje dodatkowo własną wiarygodność. To jest nieodpowiedzialne".

"Środki do walki z koronawirusem ograniczyły swobodę przemieszczania się ludzi odkąd panuje kryzys"- stwierdza "Hannoversche Allgemeine Zeitung"

Całe regiony izolują się okresowo przed turystami, aby chronić własną ludność i nie przeciążyć struktur ochrony zdrowia. Było to przykre, ale miało sens. Biorąc to pod uwagę, nie jest nierozsądne, że teraz, kiedy liczba nowych zakażeń w Niemczech rośnie z dnia na dzień, także podróże w obrębie Niemiec podlegają ograniczeniom. Nie tylko turyści z Ischgl mogą być superroznosicielami koronawirusa".

Redakcja Polska Deutsche Welle 




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje