Reklama

Reklama

Nepal: Zatrzymania na lotnisku. Podróżni mieli fałszywe testy na COVID-19

Władze lotniska w Katmandu odmówiły wpuszczenia na pokłady samolotów 172 robotników wylatujących do pracy w Zatoce Perskiej. Pasażerowie przedstawili fałszywe testy na koronawirusa. "Chodzi tu o strach przed pozytywnym wynikiem i utratą biletu lotniczego oraz pracy" - wyjaśniono.

Reklama

- Pasażerowie posiadali podejrzane wyniki testów na koronawirusa, które są obowiązkowe przy wylocie - powiedział dziennikowi Sushil Baidya, szef urzędu imigracyjnego na międzynarodowym lotnisku w Katmandu. 

Reklama

- Wyniki testów pochodziły z laboratoriów, które - jak się okazało - wydawały fałszywe raporty testów na koronawirusa - dodał Baidya, podając powód odmowy wejścia na pokład samolotów lecących w środę do Maskatu, Kuwejtu i Szardży.

Strach przed utratą pracy

Kierownik lotniska Pratapa Babu Tiwariego powiedział gazecie, że odmówiono wejścia na pokład w sumie 101 Nepalczykom, 68 Indusom i trzem Pakistańczykom - informuje "The Kathmandu Post".

- Pasażerowie, którym odmówiono przelotu, mieli ze sobą wyniki testów z tych samych laboratoriów, na które policja urządziła nalot - powiedział Rajesh Nath Bastola, szef ochrony lotniska.

Nepalska policja weszła do dwóch prywatnych laboratoriów Sooriya Healthcare i Merit Multicare Medical Centre. Laboratoria obsługiwały głównie robotników udających się do pracy za granicą. Jak ustaliła policja, nie pobierały od nich próbek do testów. Fałszywe zaświadczenia kosztowały 9 tys. rupii (ok. 281 zł), gdy normalnie cena za test waha się od 1800 do 2500 rupii (ok. 56-78 zł).

- W Katmandu wyniki testów są już po sześciu-ośmiu godzinach albo najpóźniej następnego dnia - tłumaczy Divya Sharma, która oddała próbkę we wtorek w prywatnym szpitalu. - Nie chodzi tu więc o pośpiech przed wylotem, ale raczej strach przed pozytywnym wynikiem i utratą biletu lotniczego oraz pracy - uważa.

- Ludzie płacą pośrednikom nawet ok. 7-8 tys. dolarów za pracę w Zatoce Perskiej. To duże pieniądze i spore ryzyko - mówi Arwind Pokhrel, który prowadzi agencję rekrutacyjną w dzielnicy Gongabu, na północy Katmandu. Jego zdaniem konkurencja laboratoriów mogła donieść o fałszywych testach policji.

- Fałszywe testy na koronawirusa nie są wielką tajemnicą w mieście. Niektórzy podrabiają nawet wydruki testów w programach graficznych. Na lotnisku dotychczas nie były za bardzo sprawdzane - twierdzi.

Fałszywe testy

Na początku listopada 2020 r. nepalski Urząd Lotnictwa Cywilnego publicznie zakwestionował wiarygodność prywatnych laboratoriów, z których korzystali pasażerowie linii lotniczej Nepal Airlines.

Loty narodowego przewoźnika do Hong Kongu zostały dwukrotnie zawieszone w październiku 2020 r. Najpierw wykryto koronawirusa u sześciu pasażerów po wylądowaniu w Hongkongu, a następnie u 11 osób ledwie cztery dni po zakończeniu dwutygodniowego zakazu lotów.

Podobną wpadkę w Hongkongu zaliczyła indyjska linia lotnicza Vistara. Agencja PTI opisywała jak na początku kwietnia br. u 47 pasażerów lotu z Bombaju wykryto koronawirusa na lotnisku docelowym. Władze Hongkongu 19 kwietnia zawiesiły na dwa tygodnie loty z Indii.

- Jestem przekonany, że również do Nepalu przylatują osoby zakażone koronawirusem. Pasażer może się łatwo zarazić między wykonaniem testu na 72 godz. przed lotem - mówi Raj Gurung, właściciel agencji turystycznej z Katmandu.

- Mamy też specjalne porozumienie z Indiami o tzw. bańce lotniczej. Obywatele Indii nie muszą przechodzić kwarantanny w Nepalu ani wykonywać testów na koronawirusa po przylocie - podkreśla.

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne