Reklama

Reklama

Misja WHO w Chinach: Oskarżenia, napięcie i opóźniony raport

Misja pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w Wuhanie nie przyniosła dotąd jasnej odpowiedzi na nurtujące świat pytanie o pochodzenie koronawirusa. Amerykańskie media zarzucają Chinom ukrywanie danych. W atmosferze napięć politycznych zespół naukowców przełożył publikację wstępnego raportu.

Naukowcy wyjechali z Chin w połowie lutego po miesiącu pracy w Wuhanie. Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus zapowiadał, że wstępne podsumowanie ich ustaleń zostanie wydane jeszcze w lutym, ale w piątek (5 marca) oświadczył, że będzie opublikowane w połowie marca, razem z pełnym raportem.

Reklama

- Zespół chce wydać pełen raport w tym samym czasie, co podsumowanie, aby wszystkie informacje były publicznie dostępne - przekazał rzecznik WHO Tarik Jasarević, potwierdzając, że zrezygnowano z wcześniejszej publikacji wstępnego sprawozdania.

Pochodzenie koronawirusa stało się kwestią polityczną i wywołuje napięcia w relacjach Chin z Zachodem, szczególnie z USA, które zarzucają Pekinowi ukrywanie danych na temat pandemii. Władze ChRL twierdzą natomiast, że koronawirus niekoniecznie pochodzi z Chin, i mógł przybyć do Wuhanu na mrożonych produktach spożywczych sprowadzanych z zagranicy.

Cztery hipotezy

Na zakończenie wizyty w Wuhanie kierujący zespołem WHO duński ekspert ds. bezpieczeństwa żywności i chorób odzwierzęcych Peter Ben Embarek oświadczył, że naukowcy rozpatrywali cztery hipotezy dotyczące pochodzenia koronawirusa: przejście patogenu na człowieka bezpośrednio z pierwotnego nosiciela zwierzęcego, poprzez inny gatunek zwierząt, przez produkty spożywcze albo poprzez wyciek z laboratorium.

Międzynarodowy zespół wspólnie z naukowcami chińskimi doszedł do wniosku, że najbardziej prawdopodobna jest hipoteza o przejściu koronawirusa na człowieka z pierwotnego rezerwuaru naturalnego, którym prawdopodobnie były nietoperze, poprzez inne zwierzęta. Pozostałych hipotez nie wykluczono, choć tę o wycieku z laboratorium uznano za "skrajnie mało prawdopodobną" - powiedział Ben Embarek.

Naukowcy ustalili również, że w grudniu 2019 roku koronawirus rozprzestrzeniał się w Wuhanie na szeroką skalę nie tylko na targu owoców morza Huanan, z którym wiązano wiele spośród pierwszych infekcji. Nie wykluczono możliwości, że wirus przeszedł na człowieka z jednego z dzikich zwierząt, jakimi handlowano na tym targu i być może również na innych targach w mieście.

"Z pewnością jest presja polityczna"

Po wyjeździe z Chin swoje poglądy przekazywali mediom niektórzy członkowie zespołu pod egidą WHO. - Sądzę, że to się zaczęło w Chinach - powiedział sieci Nine News australijski mikrobiolog Dominic Dwyer. Japoński mikrobiolog Ken Maeda ocenił natomiast promowaną przez Chiny teorię o przybyciu koronawirusa z zagranicy na mrożonkach jako mało prawdopodobną.

Dwyer opisywał również napiętą atmosferę i presję polityczną związaną z poszukiwaniem genezy pandemii w Wuhanie. - To było naprawdę bardzo skomplikowane i bardzo napięte. Z pewnością jest presja polityczna i sądzę, że ta presja ciąży bardziej na stronie chińskiej niż na nas - powiedział.

- Polityka zawsze była z nami w pokoju, po drugiej stronie stołu. Mieliśmy od 30 do 60 chińskich kolegów, a wielu z nich nie było naukowcami (...) Nie byliśmy naiwni co do środowiska politycznego, w którym próbowaliśmy działać i, spójrzmy prawdzie w oczy, w którym działali nasi chińscy odpowiednicy - przyznał Ben Embarek w rozmowie z portalem magazynu "Science".

W skład zespołu weszli również specjaliści ds. chorób odzwierzęcych i zakaźnych, w tym brytyjski epidemiolog John Watson, holenderska wirusolog Marion Koopmans, brytyjsko-amerykański zoolog Peter Daszak, niemiecki mikrobiolog Fabian Leendertz i rosyjski epidemiolog Władimir Dedkow. Część z nich prowadziła wcześniej badania m.in. nad wirusem ebola.

List otwarty 26 naukowców

Tymczasem grupa 26 innych naukowców z różnych krajów świata - głównie z Francji, USA i Australii - opublikowała w czwartek w "WSJ" list otwarty, wzywający do "pełnego i nieskrępowanego międzynarodowego dochodzenia" w sprawie źródeł COVID-19. Ich zdaniem przeprowadzenie takiego dochodzenia przez WHO w Chinach było "prawie niemożliwe" z powodu braku niezależności i dostępu do danych.

"WSJ" zarzucał wcześniej chińskim władzom, że nie udostępniły członkom zespołu pod egidą WHO surowych danych na temat pierwszych przypadków COVID-19, które mogłyby pomóc ustalić, jak i kiedy koronawirus zaczął się szerzyć w Chinach. Misja miała tylko dostęp do opracowań tych danych, dokonanych przez naukowców chińskich - twierdzi amerykański dziennik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje