Reklama

Reklama

Ministerstwo Zdrowia: W Polsce nie ma koronawirusa

​Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska przedstawił w czwartek w Senacie informację w sprawie sytuacji epidemiologicznej związanej z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

"Uzupełniliśmy porządek obrad Senatu o informację Ministra Zdrowia dotyczącą sytuacji ws. koronawirusa, bo sytuacja dynamicznie się zmienia" - powiedział PAP w czwartek przed posiedzeniem izby marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

Uzasadniając wniosek o informację MZ senator Beata Małecka-Lebera (KO) mówiła, że ma ona na celu pozyskanie rzetelnej wiedzy na temat stanu przygotowania państwa na wypadek epidemii koronawirusa. "Sytuacja jest poważna, a tempo zmian bardzo szybkie" - wskazała.

Wiceminister podkreślał, że w związku z tym, że sytuacja jest poważna resort i podległe mu służby "pracują na sto procent".

Reklama

Kraska stwierdził, że sytuacja jest bardzo dynamiczna i zmienia się z godziny na godzinę. Przypomniał, że najnowsze dane mówią, że na świecie zarażonych jest ponad 81 tys. osób, a zmarło ponad 2,7 tys. Podał, że w Unii Europejskiej zarażonych jest 381 osób.

"Na tę chwilę w Polsce nie mamy potwierdzonego przypadku koronawirusa. Wszystkie badania, które zostały wykonane w kraju, a było ich ponad 350 wykazały wynik ujemny" - wskazał.

Kraska zapewnił, że stacje sanitarno-epidemiologiczne monitorują stan zdrowia osób objętych nadzorem epidemiologicznym.

Przypomniał, że na wszystkich lotniskach w Polsce jest prowadzony pomiar temperatury pasażerów, którzy wracają z Chin i Włoch.

"Dzięki temu wyłapujemy pasażerów z podwyższoną temperaturą, gorączką. Tacy pasażerowie są kierowani do punktów medycznych, gdzie są badani. Jest przeprowadzany wywiad epidemiologiczny. Tam zapada decyzja, czy pasażer jest kierowany do szpitala zakaźnego i przewożony, czy będzie podlegał innym procedurom" - powiedział.

Wspomniał też o powiadomieniach SMS-owych z informacjami o koronawirusie dla osób wracających z Włoch i o zalecanym postępowaniu.

"Jeśli wracamy z wypoczynku i mamy kaszel, gorączkę, duszność i byliśmy we Włoszech, powinniśmy albo telefonicznie skontaktować się ze stacją sanitarno-epidemiologiczną, albo bezpośrednio zgłosić się do szpitala zakaźnego. Nie zgłaszajmy się do lekarza rodzinnego ani na izbę przyjęć, bo jest to potencjalne źródło rozsiewu tej infekcji" - zaalarmował.

Jak mówił, jeśli osoba wracająca z Włoch lub z Chin nie ma objawów, powinna się przez 14 dni obserwować.

"Można mierzyć sobie codziennie temperaturę. Jeśli pojawiłyby się objawy: kaszel, gorączka, duszność, złe samopoczucie, bóle mięśni, to tak samo jak poprzednio, kontaktujemy się ze stacją sanitarno-epidemiologiczną albo zgłaszamy się do oddziału szpitala zakaźnego" - podał.

"Może być taka sytuacja, że wróciliśmy z Włoch i mieliśmy tam kontakt z osobą, która była już zakażona koronawirusem, wtedy bezwzględnie powinniśmy się zgłosić do stacji sanitarno-epidemiologicznej. Wówczas będziemy poddani kwarantannie" - wyjaśnił.

Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Choroba objawia się najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni, zmęczeniem.

Od 31 grudnia 2019 r. do 26 lutego 2020 r. na całym świecie odnotowano 81 tys. 27 potwierdzonych przypadków zapalenia płuc spowodowanego nowym koronawirusem, w tym 2763 zgony. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy