Reklama

Reklama

Koronawirus. Zoo w Niemczech planuje ubój zwierząt

Zamknięte ogrody zoologiczne nie przynoszą dochodów, a zwierzęta trzeba karmić. Niemieckie zoo opracowało plan awaryjny. W razie potrzeby będzie zabijać własne zwierzęta.

W dramatycznej sytuacji znalazł się ogród zoologiczny w Neumuenster (Szlezwik-Holsztyn). Z powodu kryzysu związanego z koronawirusem dyrekcja zoo opracowała już plan uboju zwierząt.

Placówka znalazła się w poważnym kryzysie i dysponuje funduszami, które wystarczą tylko do połowy maja - poinformowała dyrektor zoo, Verena Caspari. Mięsem z uboju można będzie karmić drapieżniki - wyjaśniła.

To pierwszy ogród zoologiczny w Niemczech, które informuje o takim "planie awaryjnym". Nie przypuszcza się jednak, by musiał on być zrealizowany. Inne ogrody zoologiczne obiecały w razie konieczności pomoc w postaci dostaw ryb i mięsa, a minister środowiska Szlezwiku-Holsztyna zapewnił, że "do uboju nie może dojść". Najprawdopodobniej od przyszłego tygodnia można będzie składać wnioski o pomoc finansową.

Reklama

Aby drapieżniki przeżyły

Do tej pory zoo praktykowało już ubój. - Mamy mięsożerne zwierzęta i to nie jest niczym nowym - mówiła Caspari. - W najgorszym wypadku musielibyśmy zabijać więcej zwierząt, aby drapieżniki mogły przeżyć.

Można też spróbować przenieść zwierzęta do innych ogrodów. Ale to nie zawsze jest takie proste. Niedźwiedź polarny Vitus waży około 700 kilogramów i potrzebuje specjalnego wybiegu - wyjaśniła dyrektor zoo.

Plan awaryjnego uboju zwierząt odrzuciły inne ogrody zoologiczne w Niemczech. - Dla Berlina to nie wchodzi w rachubę. Zabijanie zwierząt z powodów finansowych byłoby ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby nam do głowy - komentował dyrektor berlińskiego zoo Andreas Knieriem. Taką procedurę wykluczyło też zoo w Hamburgu.

Potrzebnych 100 mln euro

Związek Ogrodów Zoologicznych (VdZ) nie słyszał też o podobnych planach w innych placówkach, choć rzecznik Związku Sebastian Scholze przyznał, że sytuacja ogrodów zoologicznych jest dość niepokojąca. Już od miesiąca są zamknięte dla odwiedzających, nie przynoszą dochodów, a koszty utrzymania są równie wysokie.

Jednak - jak zaznacza VdZ - dyskusja o zabijaniu zwierząt mija się z rzeczywistymi problemami finansowymi zoo. Najwięcej kosztuje bowiem nie karma dla zwierząt, tylko personel. Scholze przyznał, że obecnie płynie wiele datków, za które ogrody zoologiczne są wdzięczne, ale nie rozwiązują one problemu. Dlatego już pod koniec marca VdZ, zrzeszający 56 ogrodów zooologicznych, wystąpił o program pomocowy w wysokości 100 mln euro.

(DPA/dom) Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL