Reklama

Reklama

Koronawirus z Chin. Okres inkubacji może trwać nawet 24 dni

W niedzielę zmarło w Chinach aż 97 osób z powodu zakażenia wirusem z Wuhan, najwięcej w ciągu jednego dnia od początku epidemii, ale w ocenie WHO liczba nowych zakażeń się "stabilizuje". Nie oznacza to jeszcze, że osiągnęliśmy szczyt zachorowań - zastrzega się WHO. Zdaniem ekspertów z dziedziny chorób zakaźnych szczyt zachorowań przewidywany jest na drugą połowę lutego. Tymczasem chińskie media podają, powołując się na ekspertów, że okres inkubacji wirusa może wynosić nawet 24 dni.

Według najnowszych oficjalnych danych, w minioną niedzielę zmarło w Chinach z powodu zakażenia koronawirusem 2019-nCoV rekordowa liczba 97 pacjentów. W sumie dotąd zmarło 908 pacjentów, więcej niż z powodu SARS (zespołu ostrej niewydolności oddechowej), również wywołanej w 2002 r przez koronawirusa, ale innego typu.

W ocenie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), wygląda na to, że liczba nowych zakażeń tym patogenem się "stabilizuje". Nie oznacza to jednak, że osiągnęliśmy szczyt zachorowań - zastrzega WHO. Na takie stwierdzenie jest jeszcze za wcześnie.

Według chińskich służb sanitarnych, od wybuchu epidemii liczba wszystkich zakażeń koronawirusem 2019-nCoV w Chinach zwiększyła się do 40,2 tys., a ponad 187,5 tys. pacjentów jest pod obserwacją medyczną.

Reklama

Patogen ten przedostał się już do co najmniej 27 krajów, ale jak dotąd jedynie w dwóch miejscach poza Chinami odnotowano dwa zgony wywołane tą infekcją: w Hongkongu i na Filipinach.

Do powstania wtórnego ogniska epidemii poza Chinami doszło w Niemczech, gdzie trzynaście osób zakaziło się od jednej Chinki. "Doszło tam nawet do zakażeń trzeciorzędowych, bo jeden z Niemców zakaził swych bliskich" - powiedział o pandemii PAP dr Paweł Grzesiowski, wykładowca Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, prezes Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń.

Ostatnio u kolejnych czterech pacjentów w Wielkiej Brytanii stwierdzono zakażenie koronawirusem 2019-nCoV, co oznacza, że liczba potwierdzonych przypadków w tym kraju wzrosła do ośmiu - poinformowały w poniedziałek brytyjskie służby medyczne.

Wcześniej w Wielkiej Brytanii wykryto cztery przypadki koronawirusa - najpierw u dwóch obywateli Chin, a następnie u Brytyjczyka, który zaraził się podczas pobytu w Singapurze i podczas późniejszego pobytu we Francji przekazał wirusa kolejnym osobom.

Ambasador Chin: Epidemia może osiągnąć szczyt w II połowie lutego

"Według szacunków wielu chińskich i zagranicznych ekspertów z dziedziny chorób zakaźnych epidemia powinna osiągnąć szczyt od połowy do końca lutego. Będzie to również punkt zwrotny w walce z rozprzestrzenianiem się koronawirusa" - powiedział w poniedziałek ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan.

Wyraził on nadzieję, że niedługo Chiny pokonają epidemię. Dodał też, że w tej chwili znajdujemy się w kluczowym punkcie rozwoju epidemii i konieczne jest prowadzenie zdecydowanej z nią walki. "Strona chińska będzie dokładać wysiłków, by zwalczyć epidemię. Mam nadzieję, że ten dzień w najbliższym czasie nadejdzie" - dodał.

Zapewnił też, że nowe przypadki zachorowań diagnozowane są w Chinach coraz szybciej. Dodał, że najwięcej przypadków zachorowań (73 proc.) pochodzi z prowincji Hubei i to ten region jest najbardziej dotknięty epidemią.

Natomiast nadal nie jest rozpoznane źródło zakażenia oraz okoliczności transmisji na człowieka. "Nadal nie znamy źródła zarażenia i sposobu, w jaki wirus przedostał się na człowieka. Jest bardzo prawdopodobne, że ten wirus pochodzi z rynku w Wuhan, gdzie sprzedaje się owoce morza" - powiedział.

Przypomniał, że pierwszy przypadek odnotowano w Wuhan 29 grudnia 2019 roku. "Wtedy otrzymaliśmy sygnał o wybuchu zbiorowych zachorowań o nieznanym pochodzeniu. W cztery dni Chiny przekazały tę informację WHO" - dodał.

Zaznaczył równocześnie, że do tej pory na walkę z wirusem Chiny przeznaczyły 10 mld dolarów. Zapewnił, że Chiny podjęły zdecydowane i skoordynowane działania, by zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. "Wprowadziliśmy najbardziej restrykcyjne środki zapobiegawcze" - powiedział dalej.

Ambasador powiedział też, że obywatele chińscy, którzy przybyli do Polski, są zdrowi i nie rozprzestrzeniają wirusa.

"Zarejestrowaliśmy 20 chińskich obywateli, którzy ostatnio wrócili do Polski po wybuchu epidemii z Chin, i nakazaliśmy im obserwację domową. Po dwutygodniowej obserwacji potwierdzili, że są zdrowi. Proszę się nie martwić o to, że rozprzestrzenią wirusa w Polsce" - powiedział ambasador. Zapewnił równocześnie, że jest w stałym kontakcie z polskimi resortami zdrowia i spraw zagranicznych. Przypomniał, że w ambasadzie działa całodobowa linia, gdzie można pozyskać aktualne informacje na temat koronawirusa.

Dłuższy okres inkubacji

Okres inkubacji nowego koronawirusa może w rzadkich wypadkach trwać nawet 24 dni - podały z kolei chińskie media, cytując krajowych ekspertów. W prawie 1100 przeanalizowanych przez nich przypadkach okres inkubacji trwał średnio trzy dni.

Wśród naukowców, którzy przeprowadzili badanie, jest między innymi czołowy chiński specjalista ds. chorób układu oddechowego Zhong Nanshan. Zhong kieruje panelem ekspertów powołanym przez rząd do walki z epidemią.

Dotychczas powszechnie sądzono, że okres inkubacji koronawirusa 2019-nCoV nie powinien przekraczać 14 dni. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca przez taki właśnie okres obserwację osób, które miały styczność z zakażonymi.

Inny członek zespołu badawczego Guan Weijie zaznaczył w rozmowie z chińskimi dziennikarzami, że okres inkubacji trwał 24 dni tylko w bardzo rzadkich przypadkach. Jego zdaniem nie jest konieczne przedłużanie czasu izolacji osób, u których podejrzewa się zakażenie.

Badanie wykazało również, że tylko 44 proc. pacjentów miało gorączkę w początkowym okresie choroby, więc sam pomiar temperatury ciała może nie wychwycić wielu nowych przypadków zakażeń - podała hongkońska stacja RTHK.

Według dziennika "China Daily" badacze przeanalizowali 1099 przypadków osób z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem z 552 szpitali w Chinach. Ponad jedna czwarta z tych osób nie była w ostatnich tygodniach w Wuhanie, skąd rozprzestrzenia się epidemia, ani nie spotkała się z nikim z tego miasta.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy