Reklama

Reklama

Koronawirus we Włoszech. Bunt czterech regionów

Szefowie władz włoskich regionów: Lombardia, Piemont, Dolina Aosty i Kalabria, uznanych przez rząd za czerwoną strefę z najwyższym ryzykiem zakażenia koronawirusem, protestują przeciwko tej decyzji i nowym restrykcjom. Mówią, że to niesprawiedliwy lockdown.

Buntują się też przedstawiciele lokalnych władz z innych części kraju, które znalazły się w strefie pomarańczowej, czyli średniego ryzyka zakażeń.

Reklama

Najważniejsze, wchodzące w życie w piątek (6 listopada) obostrzenia w czerwonej strefie, to zamknięcie wszystkich sklepów niespożywczych oraz zakaz jej opuszczania i przemieszczania się po swojej gminie bez ważnych powodów, jak praca, zdrowie i inne pilne potrzeby. Zamknięte będą wszystkie bary i restauracje.

Szef władz Kalabrii Nino Spirli zapowiedział zaskarżenie decyzji rządu. - Ten region nie zasługuje na izolację, która grozi tym, że będzie śmiertelna w skutkach - stwierdził.

Gubernator Piemontu Alberto Cirio zażądał w czwartek od rządu wyjaśnień "logiki decyzji", jaką podjął. Jak zaznaczył, zapadła ona na podstawie "starych danych sprzed co najmniej 10 dni". Zdaniem szefa władz regionu Rada Ministrów nie uwzględniła poprawy wskaźnika zakaźności.

- Piemont zasługuje na szacunek, zasługują na to mieszkańcy i wiele firm, które być może już nigdy więcej nie zostaną ponownie otwarte- podkreślił Cirio.

"Wymierzenie policzka mieszkańcom"

Przewodniczący władz Lombardii Attilio Fontana z opozycyjnej, prawicowej Ligi ocenił, że to "wymierzenie policzka mieszkańcom" regionu.

Lider Ligi Matteo Salvini oświadczył w czwartek, że Fontana został zawiadomiony o wprowadzeniu czerwonej strefy telefonicznie, kiedy w środę wieczorem przemawiał już premier Giuseppe Conte przedstawiając szczegóły podziału kraju.

Z kolei szef władz Sycylii Nello Musumeci jako "niesprawiedliwą i nieuzasadnioną" ocenił decyzję o uznaniu wyspy za pomarańczową strefę średniego ryzyka. 

"Neapolitańskie szpitale na skraju upadku"

W wywiadzie prasowym zauważył, że to krok "jednostronny oraz nieuzgodniony" i wyraził przekonanie o potrzebie szanowania autonomii regionów przez rząd w Rzymie. Dodał, że znacznie gorsza sytuacja panuje w Kampanii, uznanej za żółtą strefę najniższego ryzyka.

Burmistrz stolicy Kampanii, Neapolu Luigi de Magistris przyznaje, że sytuacja w jego regionie jest bardzo trudna. - Neapolitańskie szpitale są na skraju upadku, miejsca w karetkach są wykorzystywane jako łóżka szpitalne, samochody stoją w kolejkach - powiedział. 

Dodał, że wielu ludziom grozi śmierć, ponieważ nie doczekają się natychmiastowej pomocy. - Jesteśmy zmartwieni i zaniepokojeni decyzją rządu - oświadczył burmistrz Neapolu.

Z Rzymu Sylwia Wysocka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje