Reklama

Reklama

Koronawirus we Francji. Negatywne reakcje na zapowiedź godziny policyjnej

Godzina policyjna, ogłoszona w środę (14 października) przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, spotkała się głównie z negatywnym przyjęciem. Zarzuty wobec zaostrzenia przepisów mających hamować rozwój pandemii wysuwają politycy i przedsiębiorcy.

- To koniec kawiarni, bistr i restauracji. To śmierć francuskiego stylu życia - ubolewał w środę wieczorem w telewizji Guy Savoy, szef i właściciel restauracji, po raz czwarty uznanej rok temu za "najlepszą na świecie" w rankingu przewodnika La Liste.

Reklama

Senator centroprawicowej partii Republikanie (LR) Bruno Retailleau we wpisie w mediach społecznościowych wyraził nadzieję, że "rząd uniknie błędów popełnionych w pierwszej fazie (epidemii)". "W duchu odpowiedzialności damy (senatorzy LR) rządowi środki skutecznej walki z pandemią, ale musimy mieć pewność, że zastosuje strategię, która pozwoli na rozerwanie łańcucha zakażeń" - napisał.

Według pierwszego sekretarza Partii Socjalistycznej (PS) Oliviera Faure’a "godzina policyjna może być częścią rozwiązania". Ale polityk podkreślił, że nie wie, "jak zrozumieć brak zachęty do zdalnej pracy" w sytuacji, gdy "zakażenia są liczniejsze w pracy i w transporcie publicznym niż w sferze prywatnej".

"Kolejna ciężka próba"

Mer Paryża Anne Hidalgo nazwała godzinę policyjną "kolejną ciężką próbą" dla mieszkańców stolicy i wezwała ich do "zwartości i zastosowania się do ogłoszonych przez prezydenta posunięć". - Podołamy nowemu wezwaniu - zapewniała, zapowiadając solidarność z personelem szpitalnym i pomoc dla "wszystkich, dzięki którym Paryż żyje" - handlowców, restauratorów i "całego świata kultury".

"Witajcie w krainie absurdu" - napisał z kolei na Twitterze przywódca skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) Jean-Luc Melenchon. "Macron zakazuje chodzenia do barów i restauracji między godziną 20 a 6, podczas gdy do większości zakażeń dochodzi w szkołach i w miejscach pracy, między godziną 8 a 19" - zauważył polityk.

Szefowa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen oceniła, że "polityka testowania okazała się porażką". - Wyczuwa się głębokie rozczarowanie u pielęgniarek i lekarzy szpitalnych, którzy nie usłyszeli niczego, co zapowiadałoby odciążenie personelu - zaznaczyła Le Pen.

Kary za niestosowanie się do godziny policyjnej

Prezydent zapowiedział, że niestosowanie się do godziny policyjnej karane będzie grzywną 135 euro, podwyższonej do 1500 euro w wypadku recydywy. - Francja nie ma wystarczającej liczby policjantów do pilnowania godziny policyjnej - stwierdził szef centrowego Związku Demokratów i Niezależnych (UDI) Jean-Christophe Lagarde.

Większość występujących w radiu i telewizji lekarzy epidemiologów wyrażało przekonanie, że godzina policyjna może "do pewnego stopnia" zmniejszyć nacisk na szpitale. Jak mówił w telewizji C News dr Martin Blanchier - szpitale "mogą pęknąć w szwach w ciągu najbliższych trzech tygodni", gdyż "grozi im brak miejsc i personelu".

"To śmierć zapowiedziana"

Ze szczególnym niezadowoleniem powitali godzinę policyjną pracownicy i właściciele bistr, kawiarni i restauracji oraz kin i teatrów. - Po trzech miesiącach zamknięcia i strat z tym związanych koniec pracy o godz. 21 rozłoży mnie na obie łopatki - ze łzami w oczach skarżyła się w reportażu telewizji France 2 szefowa lokalu w Montparnasse, rozrywkowej dzielnicy Paryża.

- To śmierć zapowiedziana - czytamy we wspólnym komunikacie związków i stowarzyszeń hotelarstwa i restauracji. Niemal wszyscy przedstawiciele tych branży tłumaczyli w radiu i telewizji, że obowiązek zamknięcia przed godz. 21 pozbawia ich praktycznie możliwości wydawania kolacji i obcina do 90 proc. obrotu.

- Jak zwykle najmocniej walnie to w biednych - skwitował prowadzący późną debatę w telewizji C News Julien Pasquet. - Ci, którzy mieszkają w Paryżu, bez trudności będą mogli po kinie wrócić do domu na 21, ale bez szans są mieszkańcy dalszych przedmieść - tłumaczył. Dodał, że osoby zamożne mogą na weekend wyjechać do wiejskich domków, ale rodziny ubogie "będą musiały się gnieździć w ciasnych mieszkaniach".

Z Paryża Ludwik Lewin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje