Reklama

Reklama

Koronawirus w USA. Najwięcej zgonów na COVID-19 od kwietnia

W ciągu ostatniej doby zarejestrowano w USA 2731 ofiar śmiertelnych COVID-19, czyli najwięcej od kwietnia. Obecność koronawirusa wykryto u 195 121 kolejnych osób - poinformował w środę w nocy Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore

Placówka naukowa w Baltimore podaje, że od wybuchu epidemii w USA odnotowano łącznie 13 915 286 przypadków wirusa. Liczba ofiar śmiertelnych sięga 273 300.

Według zajmującego się tropieniem kontaktów osób zakażonych wirusem, Covid Tracking Project, liczba pacjentów w amerykańskich szpitalach po raz pierwszy przekroczyła w środę (2 grudnia) 100 000. Wyniosła 100 226, czyli niemal dwukrotnie więcej niż podczas wiosennego szczytu pandemii.

Reklama

"Liczby malują ponury obraz tego, jak może wyglądać sytuacja za kilka tygodni. Niektóre szpitale są prawie pełne, a jeśli stany nie będą w stanie powstrzymać fali nowych przypadków, tak jak wiosną w Nowym Jorku, mogą wkrótce zostać przepełnione" - napisał w środę w internetowym wydaniu dziennik "New York Times", powołując się na ekspertów.

"Pandemia w wielu miejscach w zasadzie wymyka się spod kontroli"

Gazeta cytuje między innymi szefa programu zdrowia publicznego w Boston College Philipa Landrigana. Wyraził on zaniepokojenie nasileniem pandemii.

"Fakt, że mamy teraz tak wiele hospitalizacji, świadczy o tym, że wykonaliśmy bardzo kiepską robotę w kontrolowaniu tej pandemii. Rozprzestrzenia się bardzo szybko i w wielu miejscach w zasadzie wymyka się spod kontroli" - ocenił badacz.

Odmienne opinie ekspertów

Jak wynika ze statystyk coraz więcej ludzi z wirusem trafia do szpitali, ale jeszcze bardziej rośnie liczba przypadków COVID-19. Świadczyłoby to, że w istocie wskaźnik hospitalizacji się kurczy. Specjaliści interpretują to w różny sposób.

"Obecnie o wiele więcej osób poddaje się testom niż na początku pandemii, a to powoduje wykrywanie znacznie więcej łagodnych przypadków nie wymagających hospitalizacji" - gazeta cytuje  opinię dr Caitlin Rivers, epidemiolog z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, której zdaniem odsetek ludzi, którzy są na tyle chorzy, że wymagają hospitalizacji, bardzo się nie zmienił.

"Selekcja pacjentów"

Innego zdania jest dr Michael Osterholm, ekspert chorób zakaźnych z University of Minnesota, który zasiada w panelu doradczym ds. pandemii prezydenta elekta Josepha Bidena. Argumentował, że w obawie przed przytłoczeniem szpitali nie wszyscy chorzy są przyjmowani.

"Pacjenci są wysyłani do domu i uważnie obserwowani. W pewnym sensie przeprowadzana jest selekcja i zatrzymywanie tylko najciężej chorych" - wyjaśnił Osterholm, zwracając uwagę także na niedobór personelu medycznego.

Marvin O'Quinn, prezes i dyrektor ds. operacyjnych organizacji CommonSpirit Health, prowadzącej szpitale w 21 stanach, wyliczył w rozmowie z "NYT", że jego system szpitali leczy teraz 2056 pacjentów z COVID-19, najwięcej jak dotąd i około 65 procent więcej niż miesiąc temu. Dziennie przyjmuje się około 100 nowych chorych.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

Chcesz wiedzieć więcej na temat pandemii koronawirusa? Sprawdź statystyki:

Polska na tle świata

Sytuacja w poszczególnych krajach

Wskaźniki w przeliczeniu na milion mieszkańców

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy