Reklama

Reklama

Koronawirus w USA. Już ponad 36,7 tys. zgonów

Do tej pory na koronawirusa w USA zmarło 36 773 osób - wynika z bilansu prowadzonego przez Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore.

W piątek w USA przekroczono 700 tys. przypadków zakażenia SARS-CoV-2. To dane do piątku wieczór czasu EST (Eastern Standard Time). 

Wysoki dobowy przyrost zgonów

W czwartek wieczorem - według ekspertów z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa - liczba ofiar śmiertelnych epidemii w USA wynosiła nieco ponad 32,8 tys. osób. Tak wysoki dobowy przyrost w tym bilansie, o 3856 zgonów, wynika prawdopodobnie z włączania do niego osób, które zmarły z powodu koronawirusa, ale początkowo nie były wliczane do statystyk - pisze agencja AFP.

Blisko połowa zgonów w USA przypada na stan Nowy Jork (17 131). Tysiąc ofiar śmiertelnych odnotowano też w New Jersey (3 840), Michigan (2 227), Massachusetts (1 245), Luizjanie (1 213) Illinois (1 132), Kalifornii (1 041) oraz Connecticut (1 036).

Reklama

W Kalifornii miniona doba była dotąd najtragiczniejsza od wybuchu epidemii w USA. W ciągu 24 godzin odnotowano tam 95 zgonów z powodu COVID-19.

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo poinformował w piątek, że w ciągu ostatnich 24 godzin na COVID-19 zmarło tam 630 osób. Dzień wcześniej bilans zgonów był niższy i wyniósł 606. 

Mieszkańcy stanu od piątku wieczorem muszą zakrywać twarz w miejscach publicznych.

Plan otwierania gospodarki

Prezydent USA Donald Trump przedstawił w czwartek trzystopniowy plan otwierania amerykańskiej gospodarki. O ewentualnym odmrażaniu gospodarek poszczególnych stanów mają decydować ich gubernatorzy. W Teksasie ma to nastąpić już w przyszłym tygodniu.

Podczas piątkowej konferencji w Białym Domu Trump ocenił, iż niektóre ze stanów wprowadziły "zbyt surowe" ograniczenia. Ogłosił też, że rolnicy otrzymają pakiet pomocowy warty 19 mld USD.

Trump znów krytykuje Chiny

Ponowił też krytykę Pekinu, podkreślając, że "nie jest zadowolony z Chin". Ocenił, że w kwestii pochodzenia koronawirusa "dzieje się wiele dziwnych rzeczy". Zapewnił, że trwa w tej sprawie śledztwo, a władze w USA ostatecznie dowiedzą się prawdy.

U amerykańskich służb wywiadowczych "rośnie przekonanie", że wirus wydostał się z laboratorium w Wuhan; ale nie prowadzono tam nad nim badań pod kątem broni biologicznej - pisze portal Fox News.

Prezydent wyraził też pogląd, że podawana przez władze w Pekinie liczba chińskich ofiar śmiertelnych epidemii jest zaniżona. "Nie mamy najwięcej ofiar śmiertelnych na świecie. Najwięcej muszą mieć Chiny" - stwierdził. 

Oficjalnie w Chinach z powodu koronawirusa śmierć poniosły 4 632 osoby.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy