Reklama

Reklama

Koronawirus w USA. Gwałtowny wzrost zakażeń w stanie Nowy Jork

Stan Nowy Jork odnotował gwałtowny wzrost potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. W czwartek 19 marca przybyło ich ponad 1700 i obecnie osób zainfekowanych jest tam ponad 4150.

Ostatni bilans oznacza, że od poniedziałku liczba zakażonych w tym stanie wrosła czterokrotnie. Zmarło co najmniej 29 osób, a hospitalizowano 777.

W samym mieście potwierdzono w czwartek 2469 przypadków SARS-Cov-2, niemal o tysiąc więcej niż w środę. Śmiertelnych ofiar COVID-19 w Nowym Jorku przybyło 11.

Skąd tak nagły wzrost zakażeń?

Nagły wzrost zachorowań przypisuje się m.in. zwiększeniu zdolności do przeprowadzania testów na obecność koronowirusa. Zajmuje się tym teraz w całym stanie także kilkanaście upoważnionych laboratoriów prywatnych. Do niedawna mogły to robić głównie dwie rządowe placówki.

Reklama

W stanie Nowy Jork działają także dwa punkty, pozwalające na przeprowadzanie testów pasażerów samochodów bez konieczności opuszczania przez nich pojazdów. Jeden jest w New Rochelle, a drugi w Jones Beach State Park na Long Island.

Jeszcze kilka dni temu poddawano testom tylko 200 osób dziennie. W środę, według gubernatora Nowego Jorku Andrewa Cuomo, objęto nimi 7584 osoby.

Zarządzenia w związku z epidemią

Nasilenie epidemii i wiążące się z tym problemy gospodarcze skłoniły gubernatora Nowego Jorku do wydania zarządzenia, pozwalającego na odłożenie spłat kredytów hipotecznych na trzy miesiące.

"Jeśli nie pracujesz lub pracujesz tylko w niepełnym wymiarze godzin, będziemy zmuszać banki i instytucje finansowe do rezygnacji z pobierania spłat kredytu hipotecznego przez 90 dni" - powiedział Cuomo w czwartek w podczas konferencji prasowej w stolicy stanu Albany.

Nakazał większości firm, aby co najmniej 75 proc. ich załóg pracowało z domów. Zwiększył tym sposobem ten odsetek z zarządzonych w środę 50 proc. Wyłączył z powinności branżę żywnościową, opieki zdrowotnej, apteki, banki, magazyny, firmy wysyłkowe oraz media.

Będzie zakaz opuszczania domów?

Gubernator odniósł się do zapowiadanej przez burmistrza Nowego Jorku Billa de Blasio możliwości zakazu opuszczania przez mieszkańców domów (shelter-in-place). Cuomo sprzeciwiał się projektowi. W czwartek starał się wyjaśnić swoje stanowisko. Określił różnicę zdań z burmistrzem jako debatę o charakterze semantycznym.

Gubernator oświadczył, że popiera ograniczenia wprowadzone przez niektóre hrabstwa kalifornijskie. Obowiązuje tam generalnie zakaz opuszczania domów, ale można wychodzić po zakupy żywności i leków, biegać z zachowaniem dystansu ok. 1.80 m itp.

Cuomo nie zgadza się natomiast na samo sformułowanie "shelter-in-place". Jego zdaniem może to przerazić ludzi, zwłaszcza tych, którzy nie wiedzą, co to znaczy. "Wierzę, że ważne jest komunikowanie się i wierzę, że ważne są słowa. Powiedz, co masz na myśli i nie mów tego, co mogłoby zaalarmować ludzi" - tłumaczył.

Wezwanie do młodych

Występując podczas konferencji z 22-letnią córką, Michaelą Kennedy, Cuomo skrytykował zachowanie tych młodych ludzi, którzy lekceważą problem. Wezwał ich do poważnego potraktowania epidemii, w tym unikania zgromadzeń i zachowania dystansu między ludźmi.

"Mogę nakazać kwarantannę 10 tys. osób, ale nie mogę nakazać niczego mojej córce" - dodał.

Braki w szpitalach

Cuomo nawiązał też do braku w szpitalach wentylatorów, stanowiących część respiratorów, niezbędnych przy leczeniu COVID-19. Zwracał się o pomoc do władz federalnych. 

"Kupujemy wentylatory. (...) Dosłownie, mamy ludzi w Chinach, starających się zdobyć wentylatory" - powiedział.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama