Reklama

Reklama

Koronawirus w Szwecji. Uboczne skutki eksperymentu

Szwecja, która obrała własną drogę radzenia sobie z pandemią koronawirusa, także przeżywa drugą falę infekcji. Wciąż nie ma tu prawie żadnych nakazów, a jedynie zalecenia. Jak obecnie wygląda sytuacja?

"Sytuacja rozwija się szybko w złym kierunku" - napisał w czwartek (5 listopada) na Facebooku premier Szwecji Stefan Löfven. "Mamy więcej infekcji, więcej zgonów. Sytuacja jest poważna". Był to jego pierwszy post od czasu, gdy szef rządu sam skierował się na profilaktyczną samoizolację - ktoś w jego otoczeniu miał kontakt z osobą, u której wynik testu na obecność koronawirusa był pozytywny.

Reklama

Stefan Löfven swoją kwarantanną wykracza jednak daleko poza sytuację prawną. Osoby kontaktowe drugiego stopnia nie są poddawane kwarantannie w prawie żadnym kraju na świecie, zwłaszcza w Szwecji. Ten skandynawski kraj prawie całkowicie zrezygnował z jakichkolwiek nakazów. Pandemię stara się opanować zaleceniami. "Jeśli zostanie potwierdzone zakażenie koronawirusem, należy pozostać w domu przez co najmniej siedem dni od rozwinięcia się choroby" - zaleca Urząd ds. Zdrowia na swojej stronie internetowej. 

Odosobniona krytyka

Podobnie jak w całej Europie, Szwecja również przeżywa w ostatnich tygodniach drugą falę pandemii koronawirusa. W środę zarejestrowano kolejny wysoki poziom 4497 dziennych nowych infekcji. 

Kraj wciąż jednak uporczywie obstaje przy swojej słynnej na cały świat "specjalnej drodze" zwalczania pandemii. Filozofia szwedzkich władz brzmi: jeśli odwołujesz się do zdrowego rozsądku ludzi, zamiast zmuszać ich do restrykcji, akceptacja tego sposobu postępowania jest na dłuższą metę skuteczniejsza. 

Jednym z krytyków tej drogi od samego początku była Lena Einhorn: 66-letnia reżyserka, pisarka i była wirusolog, która opublikowała wraz z 21 osobami obszerną i naukowo podbudowaną krytykę szwedzkiego modelu zarządzania pandemią. W rozmowie z DW Lena Einhorn podkreśla, że, podobnie jak wiosną, Szwecja jest ponownie bardziej dotknięta infekcjami niż kraje sąsiednie: "Różnica wynika z tego, że wszystkie kraje mają inne ograniczenia niż my". Dania właśnie przeszła na system podobny do sygnalizacji świetlnej, z daleko idącymi ograniczeniami w życiu publicznym, Norwegia nałożyła obowiązek pracy zdalnej w obszarach zagrożonych.

Szwedzi bez maseczek

Istotna różnica jest natychmiast zauważalna w przestrzeni publicznej, mówi Lena Einhorn: "Gdy idzie się ulicami Sztokholmu lub wchodzi do sklepu, nikt tam nie nosi maseczki! W środkach publicznego transportu od czasu do czasu można zobaczyć ludzi w maseczkach. Noszenie maski jest wręcz uważane za naruszanie tabu".

Na początku pandemii nie było takiej pewności, ale teraz zostało już naukowo udowodnione, że rozprzestrzenianie się koronawirusa można ograniczyć w dużej mierze przez zasłanianie ust i nosa. W Norwegii, Finlandii i Danii maski są na porządku dziennym, zaznacza Lena Einhorn: "Oni też późno zdobyli się na ten krok, ale teraz wszystkie inne kraje skandynawskie używają maseczek. Jest tylko kilka krajów, które nadal się bez nich obywają, a Szwecja jest jednym z nich".

Pięć faz szwedzkiej szczególnej drogi

Lena Einhorn nie spodziewa się, żeby Szwecja zasadniczo zmieniła swoją strategię w najbliższej przyszłości. Krytyczne pytania na konferencjach prasowych padały głównie od zagranicznych dziennikarzy, za granicą bowiem podejście do szwedzkiej strategii epidemiologicznej zmieniało się kilkakrotnie od początku pandemii.

"Na początku wszyscy mówili: 'Wow, może oni mają rację'" - wyjaśnia Lena Einhorn. "Wtedy w Szwecji było coraz więcej zgonów, staliśmy się potworami, wszyscy myśleli, że Szwecja oszalała". W pewnym momencie Szwecja była krajem o najwyższym wskaźniku śmiertelności na świecie, ponieważ umierało tam bardzo wielu seniorów. Gdzie indziej osoby starsze były skuteczniej chronione przed infekcją.

Potem nadeszła kolejna faza, mówi Lena Einhorn: "Latem, gdy następowało mniej zgonów, Szwecja ponownie stała się rajem na ziemi. Potem, gdy jesienią liczba infekcji rosła w wielu krajach i pojawił się opór przeciwko nowej blokadzie, Szwecja stała się idolem liberalizmu. Ale sytuacja znów się odwróciła, od kiedy także tu liczba infekcji rośnie". 

Szwedzkie społeczeństwo jednak w dalszym ciągu darzy niesłabnącym poparciem urzędy zdrowia i epidemiologa Andersa Tegnella.

W sąsiednich krajach rządy prędzej czy później odchodziły od zaleceń specjalistycznych instytucji i zastępowały je nakazami. Szwedzki rząd nie mógł sobie na to pozwolić, uważa Einhorn i tłumaczy: "Nasz rząd ma bardzo niewielkie poparcie i dopóki Urząd ds. Zdrowia cieszy się zaufaniem ludzi, rząd nie będzie się sprzeciwiał jego zaleceniom".

I tak, w środku drugiej fali pandemii, szwedzki rząd nadal stawia na dobrowolność wszelkich działań. W piątek, pierwszego dnia swojej kwarantanny, premier Löfven napisał na Facebooku: "Bądźcie na bieżąco i stosujcie się do rad".

Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje