Reklama

Reklama

Koronawirus w niemieckiej rzeźni. Władze badają odpowiedzialność firmy Toennies

Krajowy premier Nadrenii Północnej-Westfalii Armin Laschet poinformował w piątek (26 czerwca), że władze badają odpowiedzialność koncernu Toennies za masowe zarażenia koronawirusem w nieczynnej obecnie największej w Niemczech rzeźni.

Jak wyjaśnił w opublikowanej w piątek w niemieckich dziennikach wypowiedzi dla serwisu prasowego RND, można będzie dzięki temu znaleźć podstawy dla ewentualnego pozwu odszkodowawczego.

Reklama

"Obecnie bardzo dokładnie sprawdza się, czy i jakie przepisy przedsiębiorstwo naruszyło oraz to, za co może być ono pociągnięte do odpowiedzialności" - powiedział RND (RedaktionsNetzwerk Deutschland - Sieć Redakcyjna Niemcy) chadecki polityk. Wchodzący w skład koncernu prasowego Madsack serwis RND dostarcza wiadomości dla jego 15 regionalnych dzienników we wschodniej i zachodniej części Niemiec.

Laschet podkreślił, że jego zdaniem Toennies taką odpowiedzialność ponosi.

Ilu jest zakażonych?

Według władz położonego na północnym zachodzie Nadrenii Północnej-Westfalii powiatu Guetersloh, koronawirusa wykryto u ponad 1,5 tys. spośród ponad 7 tys. objętych kwarantanną pracowników należącej do koncernu Toennies największej niemieckiej rzeźni w tamtejszej miejscowości Rheda-Wiedenbrueck. Podobnie jak cała niemiecka branża mięsna, zakłady te przeszły w znacznym stopniu na system zatrudniania pracowników firm zewnętrznych, którego główną podporą są mieszkający zwykle w zatłoczonych tanich kwaterach obywatele państw wschodniej i południowo-wschodniej części Unii Europejskiej.

W zakładach pracują Polacy

Połowę załogi zakładów w Rheda-Wiedenbrueck stanowią Rumuni, pracuje tam również 900 Polaków. Znaczna część pracowników rzeźni mieszka w sąsiednim powiecie Warendorf. W obu tych powiatach, liczących łącznie około 640 tys. mieszkańców, wprowadzono w środę ponownie niektóre restrykcje mające hamować pandemię.

Laschet oskarża socjaldemokratów i Zielonych

W rozmowie z RND Laschet przeciwstawił się twierdzeniom, że jego współtworzony przez Unię Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU) i liberalną Partię Wolnych Demokratów (FDP) rząd zbyt późno zareagował na niezadowalające warunki pracy i zakwaterowania zatrudnionych u Toenniesa cudzoziemców.

"Warunki pracy w rzeźniach były od dawna znane. To (rządzący w Nadrenii Północnej-Westfalii do 2017 roku) socjaldemokraci i Zieloni wprowadzili stanowiące obecnie problem umowy z firmami zewnętrznymi. Nasz krajowy minister zdrowia Karl-Josef Laumann jest jedyną osobą, która rzeczywiście z zaangażowaniem stara się, by to zmienić" - powiedział Laschet. Jak jednocześnie podkreślił, dla uchwalenia odpowiednich prawnych zmian nie było niezbędnej większości, co "trzeba trzeźwo przyznać". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje