Reklama

Reklama

​Koronawirus. W cieniu pandemii umierają osoby cierpiące na choroby serca

Lekarze pogotowia w wielu miejscach na świecie alarmują, że znacząco spadła liczba osób zgłaszających się do szpitala z problemami z sercem. Ta liczna do tej pory grupa obawia się dziś wizyty w szpitalu z powodu rozprzestrzeniającej się pandemii koronawirusa - twierdzą medycy. Naukowcy wskazują, że wzmożona walka z pandemią powoduje istotny skutek uboczny - brak pomocy dla osób cierpiących na inne poważne schorzenia. O sprawie informuje "The New York Times".

W internetowym wydaniu dziennika czytamy o niepokojącym zjawisku, zauważanym w coraz większej liczbie miejsc na świecie.

Reklama

Lekarze pogotowia wskazują, że do szpitala zgłasza się coraz mniej osób, skarżących się na problemy kardiologiczne. Do tej pory grupa takich pacjentów stanowiła spory odsetek medycznych interwencji. Aktualnie potencjalni pacjenci coraz częściej lekceważą niepokojące objawy, bo bardziej obawiają się wizyty w ogarniętym walką z epidemią szpitalu.

"The New York Times" przytacza historię 43-latka z USA, który na początku kwietnia poczuł ból w klatce piersiowej. Mężczyzna nie zgłosił się na pogotowie w obawie przed ryzykiem zakażenia się koronawirusem. 

Kilka dni później, gdy ból wciąż nie ustępował, 43-latek udał się do szpitala. Na miejscu okazało się, że mężczyzna ma bardzo poważny zator. Potrzebna była natychmiastowa interwencja chirurga. Lekarzom udało się uratować 43-latka, jak jednak dodają - jeszcze chwila i nie byliby w stanie mu pomóc.

Problem dotyczy nie tylko USA

Lekarze alarmują, że takich pacjentów jest więcej. Dla wielu z nich historia nie kończy się jednak optymistycznie - zmiany chorobowe są tak poważne, że pozostawiają trwałe uszkodzenia, a nawet prowadzą do śmierci.

"NYT" przytacza dane dziewięciu dużych ośrodków medycznych, w których wskazano radykalny spadek liczby pacjentów z problemami kardiologicznymi w marcu tego roku. 

Pogotowia przyjmują ok. połowę normalnej liczby pacjentów z problemami z sercem, a oddziały kardiologiczne świecą pustkami, mimo że zwykle są pełne.

"To przerażające. Nadająca się do stosunkowo łatwego leczenia osoba może sama spowodować powikłania, które przerodzą się w katastrofę" - mówi cytowany przez dziennik lekarz.

Eksperci obawiają się, że więcej osób może umierać z powodu nieleczonych nagłych problemów kardiologicznych niż COVID-19.

"NYT" wskazuje, że problem ten nie dotyczy tylko USA. Dziennik przytacza statystyki m.in. z Indii, czy Austrii.

Naukowcy z Austrii oszacowali bowiem, że w marcu tego roku z powodu nieleczonych zawałów serca zmarło 110 osób, przy jednoczesnych 86 zgonach z powodu COVID-19.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne