Reklama

Koronawirus w Belgii. Wirusolog: Jesteśmy w trakcie drugiej fali

Oczywiste jest, że jesteśmy w trakcie drugiej fali pandemii, liczba infekcji rośnie i nie jest to niewielki wzrost. Druga fala niekoniecznie musi mieć jednak dramatyczne konsekwencje - stwierdził wirusolog Steven Van Gucht. Jego wypowiedź przytacza dziennik "Le Soir".

"Nie wiemy, jak długo to potrwa i jak bardzo podniosą się krzywe (zachorowań). Ale ta druga fala niekoniecznie musi mieć dramatyczne konsekwencje. Działania prowadzone przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego mogą okazać się skuteczne" - powiedział Van Gucht, który współpracuje z rządem Belgii w sztabie odpowiedzialnym za walkę z epidemią.

Van Gucht podkreślił, że koronawirus nie zniknie, ale w przyszłości będzie się zachowywał tak, jak łagodna infekcja. "Jednak powrót do normalnego życia wymaga jeszcze kilku miesięcy cierpliwości. (...) To w końcu minie" - zaznaczył. Ekspert zauważył, że ważne jest, by liczba hospitalizacji ustabilizowała się na obecnym poziomie.

Reklama

W Belgii liczba nowo wykrywanych zakażeń koronawirusem nadal rośnie. W tygodniu od 25 do 31 lipca stwierdzano średnio 517 nowych infekcji dziennie. To o 60 proc. więcej niż w poprzednim tygodniu, między 18 a 24 lipca. 

Rośnie liczba pacjentów hospitalizowanych

Rośnie również liczba pacjentów przyjmowanych do szpitala. Z danych instytutu zdrowia publicznego Sciensano wynika, że w ciągu tygodnia od 28 lipca do 3 sierpnia każdego dnia przyjmowano do szpitala średnio 25 pacjentów z COVID-19. To nieco ponad 30 proc. więcej niż średnia w tygodniu między 21 a 27 lipca

Liczba ofiar śmiertelnych epidemii w Belgii utrzymuje się jednak na stałym poziomie. Od 25 do 31 lipca na COVID-19 umierały średnio dwie osoby dziennie.

Do wtorku w Belgii zakażenie koronawirusem potwierdzono u 70 314 osób, spośród których 9 850 zmarło. 

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy