Reklama

Reklama

Koronawirus. Niemiecka prasa: Ta zima będzie ciężka

Niemieckie dzienniki komentują w piątek (30 października) decyzję o wprowadzeniu drugiego lockdownu w Niemczech.

Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" zauważa: "W przeciwieństwie do wiosny poparcie wśród sporej części mieszkańców dla obostrzeń dotyczących podstawowych wolności w walce z chorobą jest chwiejne. Chociaż ciągle jeszcze większość Niemców zgadza się, że w związku z ogromnym wzrostem liczby zakażeń w całej Europie nowe ograniczenia dotyczące kontaktów społecznych są konieczne. Ale z drugiej strony zrozumienie niekoniecznie musi oznaczać akceptację. Można znać jakiś przepis, a jednocześnie próbować go ominąć. 

"To jest niebezpieczne, bo jest duża różnica między ludźmi, którzy są do czegoś zmuszeni, a tymi, którzy chcą coś robić. Względny sukces walki z pandemią w Niemczech na wiosnę wynikał z tego, że zrozumienie i akceptacja były sobie o wiele bliższe niż są dzisiaj".

Reklama

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" analizuje: "Patrząc wstecz, nie ma wątpliwości, że rząd federalny i rządy krajów związkowych w walce z pandemią nie robiły wszystkiego właściwie. Jak by to było możliwe? Mieli do czynienia z niezbadanym terytorium, na którym czyhały śmiertelne niebezpieczeństwa. Musieli jednak decydować, tak jak zrobili to teraz, mimo że zawsze był to wybór między mniejszym a większym złem. Praktycznie wszyscy nasi sąsiedzi w Europie podjęli podobne decyzje. Niemcy są uważane za wzór, jak najlepiej przejść przez kryzys. Niemiecka polityka odniesie ponownie taki sukces tylko wtedy, gdy pomimo całej uzasadnionej krytyki i wszystkich koniecznych argumentów na temat właściwego kierunku, nie zapomnimy, że największym wrogiem jest wirus, a nie polityczny przeciwnik".

"Frankfurter Runschau" pisze: "Trzeba jej przyznać rację: ta zima będzie ciężka, jak powiedziała Angela Merkel, a wszyscy ci, którym od poniedziałku znów odebrane zostaną ważne wolności, zapewne się z tym zgodzą. A jednak kryzysowa retoryka kanclerz jest niepokojąca"

"Wydaje się, że nawiązanie do 'dramatycznej' sytuacji ma przede wszystkim na celu pokazanie, że nie ma alternatywy do niemal całkowitego lockdownu. Jakby teraz, gdy mnożą się poważne głosy sprzeciwu, można było ukryć zaniedbania z lata i brak nowych decyzji. Wirusa nie da się tak łatwo zwalczyć zaklęciami ani apelami o wytrwałość. Tak długo, jak długo trwa pandemia, pozostaną pytania: dlaczego w stosownym czasie rząd z udziałem parlamentu nie sięgnął po bardziej zróżnicowane środki do zwalczania drugiej fali? Gdzie jest strategia na rzecz ochrony szczególnie narażonych grup? Gdzie wzgląd na branże, które wcieliły w życie dobre koncepcje higieniczne?".

Dziennik ekonomiczny "Handelsblatt" koncentruje się na konsekwencjach dla gospodarki: "Firmy, które muszą teraz zostać zamknięte, otrzymają rekompensatę za utracone obroty. Proponowane rozporządzenie jest hojne: tego, co przedsiębiorstwa otrzymają z powodu lockdownu, wiele z nich nie byłoby w stanie zarobić i w normalnych warunkach. To ma nieprzyjemny posmak, bo wygląda trochę jak łapówka. Niemiecki rząd przeznacza kilka miliardów euro na to, by uciszyć niezadowolenie z powodu obostrzeń. Ministra finansów Olafa Scholza spokojnie stać na ten jeden miesiąc. Ale opłacanie obrotów z budżetu państwa to żadna trwała koncepcja. I tu widać właściwy problem postanowionego, częściowego lockdownu - co będzie dalej? Nawet jeśli wskaźniki infekcji spadną i ludzie będą mogli obchodzić Boże Narodzenie bez obaw - co się stanie, gdy w styczniu sytuacja znów się pogorszy? Czy istnieje recepta na trzecią czy czwartą falę?".

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy