Reklama

Reklama

Koronawirus. Naukowcy sprawdzili, gdzie najczęściej dochodzi do zakażeń

Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i Uniwersytetu w Northwestern sprawdzili, gdzie najczęściej dochodzi do zakażeń koronawirusem. Z przygotowanego przez nich modelu wynika, że restauracje, kawiarnie i siłownie mogą odpowiadać za większość infekcji w amerykańskich miastach.

Naukowcy zaprezentowali swój model rozprzestrzeniania się koronawirusa i wyniki badań na łamach czasopisma "Nature".

Reklama

Do sprawdzenia, jak ruchy ludzi mogą wpłynąć na przenoszenie się wirusa, badacze przygotowali model, w którym wykorzystali dane lokalizacyjne z telefonów komórkowych, pochodzące z aplikacji  SafeGraph. 

Pod uwagę wzięto dane z 10 największych amerykańskich miast, między innymi z Nowego Jorku, Chicago i Filadelfii. Prześledzono wzorce przemieszczania się mieszkańców w okresie od marca do maja.

Jak czytamy w "Nature", naukowcy porównali między innymi liczbę infekcji wskazywanych przez model w dzielnicach Chicago od 8 marca do 15 kwietnia z liczbą infekcji potwierdzonych oficjalnie miesiąc później. Model dokładnie przewidział potwierdzone liczby przypadków.

Zakażenia w restauracjach, siłowniach i kawiarniach

Następnie zespół badaczy wykorzystał model do symulacji różnych scenariuszy, zakładających na przykład otwarcie jednych obiektów, przy jednoczesnym zamknięciu innych.

Okazało się, że do największego wzrostu zakażeń doprowadziło otwieranie restauracji przy pełnym obłożeniu sali. W dalszej kolejności odpowiedzialne za wzrosty infekcji były siłownie, kawiarnie oraz hotele i motele.

Zdaniem naukowców, gdyby w Chicago ponownie otworzono restauracje 1 maja, nastąpiłoby prawie 600 000 dodatkowych infekcji. Otwarcie siłowni spowodowałoby 149 000 dodatkowych infekcji. Po otwarciu wszystkich miejsc model przewidział 3,3 miliona nowych przypadków.

Oszacowano zmniejszenie liczby infekcji o 80 proc.

Oszacowano również, że ograniczenie obłożenia wszystkich obiektów do 30 proc. zmniejszyłoby liczbę dodatkowych infekcji do 1,1 miliona, a gdyby obłożenie zostało ograniczone do 20 proc. liczba nowych zakażeń zmniejszyłaby się o ponad 80 proc. do około 650 000 przypadków.

"Jesteśmy w stanie wiernie oszacować sieć kontaktów między 100 milionami ludzi w każdej godzinie. To nasz sekretny składnik" - powiedział Jure Leskovec z Uniwersytetu Stanforda. 

Chcesz wiedzieć więcej na temat pandemii koronawirusa? Sprawdź statystyki:

Polska na tle świata

Sytuacja w poszczególnych krajach

Wskaźniki w przeliczeniu na milion mieszkańców


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje