Reklama

Reklama

Koronawirus na Słowacji. Masowe testowanie ma sens? Dr Dzieciątkowski: Zgniły kompromis

- Jestem zwolennikiem masowego testowania, wolałbym, by całą operację przeprowadzić za pomocą testów molekularnych (PCR), ale Polski na to nie stać. Dlatego pójście drogą Słowacji i wykorzystanie szybkich testów antygenowych jest zgniłym kompromisem - mówi w rozmowie z Interią dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W weekend na Słowacji przetestowano na obecność SARS-CoV-2 prawie 3,63 mln osób, czyli dwie trzecie mieszkańców Słowacji. Testy wykazały 38 359 osób zakażonych, co stanowi 1,06 proc. testowanych. Wykorzystano do tego szybkie testy antygenowe. Słowacki rząd na oficjalnej stronie korona.gov.sk podaje informacje m.in. o liczbie zakażonych i przeprowadzonych testach. Te nie uwzględniają wyników przeprowadzonego w sobotę i niedzielę masowego testowania. 

Reklama

Od początku pandemii Słowacy wykonali 845 615 testów molekularnych (PCR). Wykazały one 66 772 zakażonych, co stanowi niemal 7,9 proc. Skąd ta różnica w wykrywalności zakażenia? Zapytaliśmy o to eksperta, dr. hab. Tomasza Dzieciątkowskiego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Czym różnią się testy antygenowe od molekularnych?

Wirusolog tłumaczy, że testy antygenowe wykrywają antygeny, czyli "białka, które stanowią opakowanie koronawirusa", a testy molekularne PCR - jego materiał genetyczny, w tym wypadku jego RNA.

Różnica tkwi - jak podkreśla wirusolog - w długości okienka serologicznego. To okres, w którym testy nie są w stanie wykryć, że jesteśmy zakażeni, ponieważ antygenu jest za mało lub przeciwciała nie zostały jeszcze wyprodukowane. W przypadku testów antygenowych okienko serologiczne trwa siedem dni, w przypadku testów molekularnych to dwa dni. - Dlatego testy antygenowe powinny być wykorzystywane do przesiewu pacjentów objawowych - mówi dr hab. Dzieciątkowski. - To rozwiązanie idealne, kiedy na izbę przyjęć lub do lekarza rodzinnego trafia gorączkujący i kaszlący pacjent. W dobie pandemii COVID-19 nie jesteśmy w stanie na podstawie objawów rozróżnić, czy mamy do czynienia ze zwyczajnym przeziębieniem, zwykłą sezonową grypą, czy COVID-19. Wtedy rozwiązaniem jest test antygenowy - tłumaczy. Ekspert podkreśla, że ten rodzaj badania przypomina test ciążowy, a wynik otrzymujemy bo 15-20 minutach.

Test może się mylić

Słabością masowych testów antygenowych jest wspomniane okienko serologiczne. - Istnieje niebezpieczeństwo, że wynik testu będzie fałszywie ujemny, jeśli zostanie on przeprowadzony wcześniej niż siedem dni od momentu zakażenia. Inna jest też czułość obu rodzajów testów, te genetyczne mają nawet 100-krotnie większą czułość. Jeżeli testujemy osoby bez objawów istnieje duże ryzyko wyników fałszywie ujemnych - tłumaczy.

Dlatego Słowacy postanowili całą operację powtórzyć za tydzień. Licząc na to, że w ciągu tego tygodnia u pacjentów, którzy podczas pierwszego testowania nie mieli stosownych objawów, ilość wirusa zwielokrotni się na tyle, by został wykryty kolejnymi testami antygenowymi.

Zresztą Słowacy informują, że dają pierwszeństwo wynikom testów PCR nad testami antygenowymi. Jeśli osoba nie wierzy wynikowi powszechnego testu antygenowego, należy przeprowadzić test PCR. W wypadku wyniku negatywnego zostanie z niej ściągnięty obowiązek kwarantanny.

Pozytywne testy mylą się bardzo rzadko

To właśnie różnicą w czułości obu testów i różnym oknem serologicznym można tłumaczyć niemal ośmiokrotną różnicę pozytywnych wyników w przypadku testów molekularnych i antygenowych. Istotne jest także, że testy antygenowe zastosowano na Słowacji do testowania powszechnego, a molekularne w przypadku osób, które były podejrzane o zakażenie.

- Przewagą testów antygenowych nad molekularnymi jest szybkość, z jaką otrzymujemy wyniki. W przypadku tych pierwszych to 15-20 minut. Wyniki testów molekularnych możemy poznać najszybciej po około dwóch godzinach, ale w naszym przypadku najczęściej dopiero następnego dnia - mówi Tomasz Dzieciątkowski.

Ekspert podkreśla, że oba testy mają niewielki odsetek wyników fałszywie dodatnich. - W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jeśli testy dadzą wynik dodatni, to jesteśmy zakażeni. Wyniki fałszywie dodatnie w przypadku molekularnych określane są na poziomie 0,1 proc., a antygenownych - 0,5 proc. - wyjaśnia ekspert.

Czy stać nas na masowe testowanie?

Tomasz Dzieciątkowski apeluje, żeby polski rząd rozważył scenariusz słowacki. - Jestem zwolennikiem masowego testowania. Wolałbym, by całą operację przeprowadzić za pomocą testów molekularnych (PCR), ale Polski na to nie stać. Dlatego pójście drogą Słowacji i wykorzystanie szybkich testów antygenowych jest zgniłym kompromisem - mówi ekspert. 

I przypomina, że cena detaliczna testu antygenowego jednego z wiodących producentów to 38 zł za jedną kasetkę, a żeby wyeliminować okienko serologiczne musielibyśmy masowe testowanie powtórzyć. Cena testu PCR to 340-500 zł.

Łukasz Grzesiczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje