Reklama

Reklama

Kalifornia dotknięta koronawirusem. Hollywood traci miliardy

W Kalifornii na zachodzie USA odnotowano we wtorek ponad 580 potwierdzonych przypadków koronawirusa. Pandemia odbija się na przemyśle filmowym. Hollywood traci miliardy dolarów.

Według ostatnich dostępnych danych, w Kalifornii potwierdzono ponad 580 przypadków zakażenia koronawirusem i 18 zgonów. Odwoływanie zapowiedzianych premier oraz wstrzymywanie produkcji kosztuje przemysł filmowy miliardy dolarów.

Ogromne straty w Hollywood

Reklama

Ocenia się, że Hollywood może z tego powodu stracić 20 miliardów dolarów. Ogłoszony przez prezydenta Donalda Trumpa zakaz podróży do Europy storpedował m.in. plany promocji na tamtejszym rynku, a także w Chinach, filmu Disneya pt. "Mulan" w reżyserii Nowozelandki Niki Caro.

Kosztowne będzie opóźnienie kwietniowej premiery najnowszego filmu MGM z Jamesem Bondem "Nie czas umierać", który ma wejść do szerokiej dystrybucji dopiero w listopadzie. Z powodu odłożenia premiery "Cichego miejsca 2", Paramount straci ok. 30 mln USD.

Warner Bros. wstrzymał produkcję filmu biograficznego o Elvisie Presleyu. Powodem było zakażenie koronawirusem mającego tam wystąpić gwiazdora Toma Hanksa.

Aktorzy zakażeni koronawirusem

W całej Ameryce swe podwoje zamykają kina wielkich dystrybutorów jak AMC Theatres, Regal Cinemas czy National Amusements. Podobny los dzielą niezależne sieci, w tym Landmark Theatres oraz Alamo Drafthouse Cinema. Zrodziło to straty z wpływów oszacowane już na 7 mld USD.

COVID-19 nie oszczędził aktorów. Niezależnie od Hanksa, znanego m.in. z filmów "Szeregowiec Ryan" i "Forrest Gump" oraz jego żony aktorki Rity Wilson, koronawirusem zakaziła się "dziewczyna Bonda" - Olga Kurylenko, a także aktor ekranowej wersji musicalu "Koty" Idris Elba i Kristofer Hivju, grający w serialu "Gra o tron".

Poważne restrykcje w USA

W Kalifornii ponad 500 okręgów szkolnych ogłosiło zamknięcie w tym tygodniu swych placówek. Obejmuje to ponad 4 milionów uczniów. Nieczynnych jest wiele restauracji, barów i klubów nocnych.

Największe w USA restrykcje wprowadziło w tym stanie sześć hrabstw w rejonie Zatoki San Francisco. Od wtorku do co najmniej 7 kwietnia 6,7-milionową populację obowiązuje zakaz opuszczania domów z wyjątkiem zaspokojenia ważnych potrzeb, jak zakup żywności czy wizyt u lekarza itp.

Podobne przepisy, jak w hrabstwach San Francisco, Santa Clara, San Mateo, Marin, Contra Costa i Alameda, ustanowiło też hrabstwo Santa Cruz z 75 tysiącami ludzi.

"To nie jest czas na półśrodki"

Większość załóg przedsiębiorstw ma obowiązek pozostania w domu. Nie obowiązuje to m.in. służby zdrowia, policji, straży pożarnej i innych ratowników oraz elektryków, hydraulików i pracowników sanitarnych.

"To nie jest czas na półśrodki, a historia nie wybaczy nam czekania choćby godzinę dłużej" - uzasadniał burmistrz San Jose, Sam Liccardo.

Otwarte pozostają sklepy spożywcze, apteki, restauracje z dostawą do domów, a także placówki ze sprzętem komputerowym. Naruszenie nowych zasad, nie licząc uzasadnionych przypadków, uznawane jest za wykroczenie. Grozi za to grzywna lub kara więzienia.

W miniony czwartek gubernator Kalifornii Gavin Newsom odwołał do końca marca zgromadzenia z udziałem powyżej 250 osób. Mniejsze w miejscach, które nie pozwalają uczestnikom na zachowanie odległości 1,8 m, są również zakazane.

Burmistrz Los Angeles Eric Garcetti posunął się o krok dalej. Nakazał także zamknięcie restauracji, z wyjątkiem zamówień na wynos. Nieczynne są kina i siłownie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje