Reklama

Reklama

Co wolno władzom w przypadku epidemii? Prawnik wyjaśnia

Wraz z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Niemczech rośnie zaniepokojenie obywateli. Mnożą się także pytania dotyczące kwestii prawnych. Prawnik Christian Solmecke tłumaczy, co trzeba wiedzieć.

Deutsche Welle: Jakimi możliwościami dysponuje państwo, żeby zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa?

Christian Solmecke: - W Niemczech wszystko jest dobrze uregulowane. Mamy ustawę o ochronie przed zakażeniami, która reguluje kwestię poddania ludzi kwarantannie. Również wtedy, kiedy dzieje się to wbrew ich woli, czyli zawsze wtedy, kiedy istnieje zagrożenie dla ogółu. Taką sytuację mamy obecnie, że ludzie poddawani są kwarantannie. Większość jest na tyle rozsądna, że samodzielnie poddaje się domowej kwarantannie albo też stacjonarnej, jeżeli są takie wskazania.

Reklama

Narzucona przez organy kwarantanna oznaczałaby ograniczenie wolnościowych praw obywateli. Czy byłoby to dopuszczalne bez specjalnych regulacji?

- Mamy wprawdzie regulację dotyczącą naszych swobód zapisaną w art. 11 konstytucji, ale są również regulacje wyjątkowe chociażby na wypadek katastrofy bądź też epidemii. Z taką sytuacją mamy właśnie teraz do czynienia. Z ich pomocą państwo może ograniczyć swobodę obywatelską dla dobra innych. Mamy zatem zagwarantowaną swobodę konstytucją, ale nie bezgranicznie.

Kto konkretnie ma przeprowadzić kwarantannę? Kto jest za to odpowiedzialny?

- W pierwszej kolejności leży to w gestii landów. Oznacza to, że za przeprowadzenie kwarantanny odpowiadają organy krajów związkowych lub gmin. Jeżeli natomiast epidemia się rozprzestrzenia, istnieją punkty koordynujące, takie, jakie zostały utworzone teraz. Jest zatem sztab kryzysowy, powołany przez rząd federalny. W takim przypadku władze się porozumiewają. Na miejscu to najczęściej urzędy zdrowia podejmują decyzje.

Czy w razie potrzeby do akcji może również wkroczyć armia?

- Bundeswehra teoretycznie jest po to, by reagować w przypadku wojny i nie może być wykorzystywana do działań wewnątrz kraju. W ekstremalnych i wyjątkowych przypadkach można jednak po nią sięgnąć. Na razie nie widzę jednak takiej potrzeby. Jeżeli jednak policja i służby porządkowe nie byłyby już w stanie nadążyć, a po ulicach chodziłoby coraz więcej osób świadomych tego, że są zarażone koronawirusem, wtedy można by skorzystać ze wsparcia Bundeswehry.

Jakie działania byłyby jeszcze dopuszczalne? Czy wchodziłoby w grę wydzielenie specjalnych obszarów, tak jak w Chinach?

- We wspomnianej przeze mnie ustawie tak daleko idące działania ze strony państwa zostały przewidziane. Mam na myśli możliwość wydzielenia konkretnych rejonów. Państwo ma nawet możliwość wstrzymania ruchu. Wtedy mielibyśmy namiastkę tego, co dzieje się w Chinach, czyli wydzielania całych stref. To jednak jeszcze daleka perspektywa. Byłoby to możliwe w przypadku bardzo tragicznego scenariusza. Nie wiem, czy koronawirus jest wystarczający ku temu, żebyśmy musieli sięgać do tak ekstremalnych środków. Moim zdaniem, musiałoby chodzić o wirus z większym odsetkiem śmiertelności.

Czy pracodawca może wysłać pracownika za granicę, do kraju, w którym wirus szybko się rozprzestrzenia?

- Najpierw warto spojrzeć w swoją umowę, czy podróże zagraniczne w ogóle wchodzą w grę i czy zostały one ustalone. Jeżeli tak jest i nie przestrzega się przed podróżą do kraju, do którego chce nas wysłać pracodawca, to nie można tak po prostu się wzbraniać i trzeba wykonać polecenie pracodawcy. Chyba, że w grę wchodzą powody osobiste, np. ktoś bliski choruje na płuca i nasza podróż mogłaby wpłynąć na pogorszenie jego stanu zdrowia. Jeżeli istnieje podobna sytuacja, w wyjątkowych przypadkach może być wyjątek od reguły. Ogólnie rzecz ujmując, jeśli nie ma ostrzeżenia przed podróżą do danego kraju, należy wykonać polecenie pracodawcy.

Jak wygląda stan prawny w przypadku obcokrajowców, którzy przebywają w Niemczech albo podróżują do Niemiec, chociażby turystów?

- Na pewno jest taka możliwość, by państwo niemieckie uszczelniało granice. By wstrzymało loty z Chin, Iranu albo z innych kierunków, jeśli mogłyby one stanowić niebezpieczeństwo dla społeczeństwa. Tak samo jak kwarantannie można poddać Niemców, państwo niemieckie może zrobić to w stosunku do turystów, jeżeli zachodzi prawdopodobieństwo, że istnieje szczególne niebezpieczeństwo, iż mogą zarażać.

Czy w takich przypadkach należy spodziewać się dyplomatycznych sporów z ich krajami pochodzenia?

- Nie sądzę, żeby mogło dojść do kłopotów na poziomie dyplomacji. Trzeba sobie wyobrazić taką sytuację: turysta zabija obywatela Niemiec. Będzie tu tak samo skazany za morderstwo, resztę życia spędzi w więzieniu. Nie dochodzi wówczas do dyplomatycznych kłopotów. Turyści muszą bowiem również stosować się do niemieckiego prawa. Taka zasada obowiązuje, kiedy nie mamy koronawirusa i wtedy, kiedy mamy z nim do czynienia.

A jak wygląda stan prawny w przypadku organizacji takich jak Służba Ratownictwa Technicznego (THW) czy Czerwony Krzyż?

- THW i Czerwony Krzyż to przede wszystkim służby pomagające. Wspierają organy we wdrażaniu w życie działań zapisanych w ustawie. Oznacza to również, że nie mają samodzielnych uprawnień. Pracownik Czerwonego Krzyża lub THW nie może zatem nikogo zatrzymać lub poddać kwarantannie. To zadanie odpowiednich organów.

* Christian Solmecke pracuje w kancelarii WILDE BEUGER SOLMECKE w Kolonii. Jest także kierownikiem Niemieckiego Instytutu ds. Komunikacji w Internecie (DIKRI) w Cologne Business School.

Rozmawiał Ralf Bosen

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje