Reklama

Reklama

Chiny: Próbowała dotrzeć po lek dla ojca. Blokowały ją przepisy covidowe

Chińska opinia publiczna jest wstrząśnięta zajściem w Dandong. 41-letnia kobieta została tam powalona na ziemię przez policjanta, ponieważ nie miała zielonego kodu, który upoważniał ją do przemieszczania się po mieście. Nie pomogły nawet tłumaczenia, że kobieta wyszła z domu, by zdobyć lek dla chorego ojca.

Dandong - miasto w północno-wschodnich Chinach - trafiło na języki w całym kraju i nie tylko. Wszystko za sprawą sytuacji, która została uwieczniona na nagraniu, a następnie rozpowszechniona w sieci.

41-letnia mieszkanka miasta została zatrzymana w punkcie kontrolnym, kiedy usiłowała wyjechać z osiedla ze swoim schorowanym ojcem, by wykupić dla niego lek. Na nagraniu, które zostało udostępnione już ponad miliard razy, widać jak kobieta jest proszona o wyjście z pojazdu. Następnie słychać krzyki.

Kłótnia z policjantem przerodziła się w bójkę

Jak wynika z relacji CNN, kobietę poproszono o przepustkę - zielony kod, który oznacza, że dana osoba ma negatywny wynik testu na koronawirusa. 41-latka, choć przeszła wymagany test, "świeciła się" w systemie na żółto, co oznacza, że nie było jeszcze wyniku jej badania. Z kolei jej ojciec nie miał wymaganego testu.

Reklama

Kobieta argumentowała następnie, że musi pilnie wyjechać ze swojego osiedla, ponieważ jej schorowany ojciec potrzebuje lekarstwa, na które nie mogą już dłużej czekać. Wywiązała się sprzeczka, w trakcie której funkcjonariusz odepchnął kobietę i powalił ją na ziemię.

Do bójki dołączył schorowany 70-latek, który usiłował powstrzymać policjanta przed atakiem na jego córkę. 

Zarówno 41-latka jak i jej ojciec zostali ukarani za atak na funkcjonariuszy, co rozgrzało opinię publiczną do czerwoności.

"Co mieliśmy zrobić? Czekać, aż mój ojciec umrze?"

Z zarzutami nie zgadza się również 41-latka. W filmie szeroko komentowanym w sieci kobieta tłumaczy, że jej ojciec niedawno przeszedł operację i miał nerwobóle, które mógł złagodzić jedynie trudno dostępny lek.

- Z takim bólem nie może jeść, mówić, spać. Co mieliśmy zrobić? Czekać, aż mój ojciec umrze? - pyta zrozpaczona kobieta.

CNN podkreśla, że rygorystyczne przepisy covidowe wywołują w Chinach coraz większy sprzeciw. Niemożność poruszania się po mieście z kodem innym niż zielony wywołuje nie tylko frustracje, ale i m.in. problemy z dostępem do opieki medycznej na czas.

Polityka "zero covid"

Dandong to miasto z populacją ok. 2,2 mln osób. CNN podkreśla, że w mieście panują bardzo rygorystyczne przepisy, blokowany jest m.in. transport lotniczy i kolejowy. Powodem są pojawiające się przypadki koronawirusa i sąsiedztwo Korei Północnej, która boryka się z pandemią.

Po incydencie z udziałem 41-latki i jej ojca niektóre przepisy złagodzono. Wciąż jednak w mieście panuje lockdown i polityka "zero covid". Poruszanie się po mieście jest dozwolone jedynie z odpowiednią przepustką w postaci kodu, a wyjazd z miasta może się odbywać jedynie z powodu "szczególnych okoliczności". Transport publiczny nie funkcjonuje, szkoły działają online. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy