Reklama

Reklama

Berlin: Korona-imprezy w czasie pandemii

Niemcy z dnia na dzień odnotowują coraz więcej przypadków zarażenia koronawirusem. Dane z piątku mówią o ponad 19 tys. Ta liczba może niebawem drastycznie wzrosnąć. Wszystko za sprawą "korona-imprez".

W liczącym blisko cztery miliony mieszkańców Berlinie liczba zakażonych wirusem nie jest wysoka. Oficjalnie niecałe 800 osób (dane z piątku) jest nosicielami SARS-CoV-2. Władze miasta, chcąc działać jak najbardziej skutecznie i powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, wprowadziły w zeszłym tygodniu liczne obostrzenia. Zamknięto między innymi placówki rozrywkowo-kulturalne i w Berlinie zapanowała cisza. Miasto wprowadziło także zakaz spotkań grupowych powyżej 50 osób i jak dotąd nigdy niezasypiająca stolica Niemiec nagle opustoszała. Ale jak się okazuje, ta cisza jest pozorna. Wielu młodych ludzi, pomimo zamkniętych klubów i barów, nie zamierza zrezygnować ze spotkań towarzyskich i organizuje "korona-imprezy".

Reklama

"Lepiej zarazić się teraz i mieć to z głowy"

W internecie krążą informacje i zaproszenia. "Zapraszamy na nieco inną imprezę. Zagrają DJ Corona z towarzyszeniem maseczki ochronnej oraz DJ Koniec Świata" - to tylko jedno z ogłoszeń znalezionych w mediach społecznościowych.

Problem, jak się okazuje, wcale nie jest marginalny. Do organizowanych przez młodych ludzi spotkań towarzyskich odniósł się na konferencji prasowej burmistrz Berlina Michael Müller, który zdecydowanie potępił organizowanie takich spotkań. A organizowane są one nie tylko w domach, ale także w przestrzeni publicznej: - To nie do zniesienia, że pojawiają się zaproszenia na takie imprezy. Dotyczy to także innych landów. Straszne - grzmiał wyraźnie rozzłoszczony Müller.

Również Lars Schaade z Instytutu Roberta-Kocha podczas konferencji prasowej nawiązał do panującego trendu: 

- Nie jest to rozsądne, aby organizować prywatki u siebie lub bawić się z dużą liczbą osób w innych miejscach. Proszę, nie róbcie tego i w miarę możliwości pozostańcie w domach - upominał. 

Berlińska policja w ostatnim czasie odnotowała już kilka takich spotkań. - W okresie od zeszłej soboty do dnia dzisiejszego mieliśmy do czynienia z około 30 takimi przypadkami. Grupy te były różnej wielkości - wyjaśnia współpracownik rzecznika berlińskiej policji Hartmut Paeth.

Najwięcej nosicieli jest wśród ludzi młodych

Według badań przeprowadzonych przez naukowców z Korei Południowej, to właśnie młodzi ludzie są najczęściej nosicielami wirusa SARS-CoV-2. Korea, jak do tej pory, dysponuje najbardziej rzetelnymi badaniami odnośnie koronawirusa, które są uznawane przez uczonych. 

Naukowcy na podstawie badań przeprowadzonych na prawie 8200 zakażonych w grupie wiekowej od 0 do 80 zauważyli, że najwięcej zakażonych było w grupie wiekowej od 20 do 29 lat. Wielu zakażonych przechodziło chorobę łagodnie, a nawet bezobjawowo. Dopóki nie są oni obciążeni chorobami przewlekłymi, takimi jak choroby układu krwionośnego czy cukrzyca, mogą nie zauważyć u siebie symptomów zakażenia wirusem.

Zupełnie inaczej jest z osobami starszymi i przewlekle chorymi. U osób starszych system immunologiczny nie jest już tak sprawny jak u młodych, dlatego skutki zarażenia koronawirusem są w ich przypadku poważniejsze, a nawet mogą doprowadzić do śmierci. W Niemczech na chorobę COVID-19 zmarło już prawie 60 osób. To stosunkowo niedużo jak na kraj liczący ponad 80 mln mieszkańców, ale nieostrożność młodych ludzi może tę liczbę szybko zwielokrotnić.

Place zabaw nie świecą pustkami

Na początku tygodnia w stolicy Niemiec zawieszono zajęcia w placówkach szkolno-wychowawczych. Do 19 kwietnia szkoły i przedszkola pozostaną zamknięte.

Berlin dotychczas nie wprowadził całkowitego zakazu korzystania z placów zabaw i wielu rodziców spędza swój przymusowy urlop właśnie w takich miejscach. 

- Niektóre dzielnice wprowadziły zakaz przebywania na placach zabaw. Ale w przypadku, kiedy na takim placu zabaw przebywają ludzie, nie możemy niczego zrobić, bo zawiadomienie musi najpierw wpłynąć z dzielnicy - tłumaczy Hartmut Paeth. 

Bez względu na to, czy place zabaw są objęte zakazem czy nie, w niektórych dzielnicach miasta są one przepełnione dziećmi, co jak w przypadku tzw. "korona-imprez" może w najbliższym czasie przyczynić się do zwiększenia liczby zakażonych. Dzieci, tak jak młodzi ludzie, rzadko ciężko przechodzą tę chorobę, ale często są "niewidzialnymi" nosicielami wirusa.

Zaproszenie do zarażenia

Rodzice, jak się okazuje, często z premedytacją spędzają czas z dziećmi na placach zabaw. Dla wielu z nich jest to także wyraz troski. W organizmach dzieci poprzez kontakt z rówieśnikami mają wykształcić się przeciwciała, które będą w stanie samodzielnie zwalczyć wirusa i uodpornią je na chorobę wywoływaną przez SARS-CoV-2.

Zjawisko to nie jest nowością w Niemczech. Z początkiem nowego wieku w kraju zaobserwowano wzrost tzw. imprez ospy wietrznej. Rodzice zarażonych dzieci organizowali spotkania w domu, na które zapraszano dzieci zdrowe. W ten sposób miały one uodpornić swoje organizmy. Zdaje się, że ten trend w czasie pandemii koronawirusa przeniósł się na place zabaw. Ogłoszenia na temat spotkań grupowych na placach zabaw można także w łatwością znaleźć w mediach społecznościowych.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne