Reklama

Reklama

Andrzej Sośnierz: Straciliśmy kontrolę nad epidemią. Tylko udajemy

- Rzeczywistości nie można zatupać i stworzyć na nowo taką, jaką chcemy. Tu prawda wyjdzie na jaw. Kłamstwo ma krótkie nogi. Dobrze życząc swoim, trzeba im dobrze radzić. Nie będę przyklaskiwał i mówił: idźcie tą błędną drogą. Szkodzą formacji ci, którzy bezprzytomnie potwierdzają każde głupstwo - mówi Interii poseł Porozumienia Andrzej Sośnierz, który od miesięcy krytykuje działania resortu zdrowia w walce z koronawirusem.

Łukasz Szpyrka, Interia: Od poprzedniego tygodnia liczba zakażonych koronawirusem wzrosła. Dlaczego?

Reklama

Andrzej Sośnierz: - Tak musiało być, bo nie opanowaliśmy epidemii, a wręcz straciliśmy nad nią kontrolę. Nasz system identyfikowania osób zakażonych jest dziurawy, a właściwie nie istnieje. Z każdego ogniska wychodzi grupa zakażona, ale niezidentyfikowana, która rozsiewa epidemię. Tego należało się spodziewać, mając w społeczeństwie wiele osób zakażonych, ale bez objawów.

Liczba zakażonych będzie rosła w najbliższym czasie?

- Idziemy szwedzką drogą. Szwedzi w końcu, nie robiąc nic, doczekali momentu, kiedy epidemia u nich opada. Wcześniej rozpanoszyła się po społeczeństwie, wszyscy się z tym zetknęli, część przechorowała, a część niestety zmarła. W Szwecji wygasa to więc samoistnie. U nas też do takiego momentu musi dojść, bo nie panujemy nad epidemią, tylko udajemy, że panujemy.

"Państwo całkowicie pogubiło się w walce z koronawirusem" - powiedział pan w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

- Na dobrą sprawę żadnej walki nie było. Całe działania przerzucono na społeczeństwo. Do aktywnej walki państwo nie przystąpiło w sposób systematyczny. Nierozpoznawanie wszystkich kontaktów od danego zakażonego sprawiło, że zawsze przemkną nam osoby, które się zaraziły, ale nie mają objawów. I to one roznoszą epidemię. 

- Najsłabszym ogniwem tzw. walki z epidemią jest słaba organizacja zadań, które należą do państwa a nie społeczeństwa. Bo społeczeństwo zachowało się bardzo odpowiedzialnie i długo było zdyscyplinowane. W tym czasie należało przygotować się do aktywnej walki, czyli identyfikowania wszystkich kontaktów, sprawnego pobierania wymazów i szybkiej diagnostyki. Nie zbudowano tego w ostatnich miesiącach, więc mamy to, co mamy. 

- Szczęśliwie dla nas epidemia we wszystkich krajach byłego bloku wschodniego przebiega w sposób łagodny. Można było właściwie pozwolić sobie na drogę szwedzką, choć oczywiście nie wiedzieliśmy o tym na początku.

Jeśli społeczeństwo zachowało się odpowiedzialnie, to kto zachował się nieodpowiedzialnie?

- Może po prostu mało skutecznie, a nie nieodpowiedzialnie. Zawiodło Ministerstwo Zdrowia. Spodziewałem się, że przygotuje system wypełniania zadań, o których powiedziałem. Sanepid wszystkiego nie zrobi, bo ma za mało pracowników. Jest on przygotowany do działań w czasie pokoju, a nie wojny z epidemią. Nie wzmocniono kadrowo sanepidu. Nie zbudowano szybkiego systemu wymazywania, a także nie rozbudowano bazy laboratoryjnej, by dziennie robić kilkadziesiąt tysięcy testów. Epidemia ma swoją dynamikę niezależnie od tego, co rządzący powiedzą. Żaden z tych etapów nie został wykonany, dlatego państwo zawiodło.

Koronawirus w Polsce

649
69
914
40
1824
69
587
23
1112
51
508
7
1668
45
473
10
1099
37
1785
74
1207
24
464
24
1210
22
1105
32
991
23
1027
30

"Wirusa nie trzeba się już bać. Wirus jest w odwrocie. Idźmy na wybory" - apelował w kampanii premier Mateusz Morawiecki. To było odpowiedzialne?

- Trudno mi to wyjaśnić, bo prawdopodobnie ktoś przekazał premierowi błędne informacje. Nie była to prawda i te słowa przyczyniły się do demobilizacji ludzi. Zresztą od początku epidemii ministerstwo opowiada historyjki, że jakiś współczynnik nam spada, że coś tam mamy pod kontrolą, że już jest dobrze. A nigdy nie było dobrze. Od początku słyszymy, że mamy sukcesy w walce z koronawirusem. Problem w tym, że tych sukcesów nie widać. Polityczną rzeczywistość można sobie tworzyć, ale epidemia nie słucha zaleceń politycznych.

Zapisał się pan do opozycji?

- Nie, oczywiście, że nie.

Nie boi się pan konsekwencji swoich słów?

- Mówię prawdę. Nawołuję do zmiany sposobu działania dlatego, że dobrze życzę naszej formacji. W tym rzecz, że rzeczywistości nie można zatupać i stworzyć na nowo taką, jaką chcemy. Tu prawda wyjdzie na jaw. Kłamstwo ma krótkie nogi. Dobrze życząc swoim, trzeba im dobrze radzić. Nie będę przyklaskiwał i mówił: idźcie tą błędną drogą. Szkodzą formacji ci, którzy bezprzytomnie potwierdzają każde głupstwo. Ale to inny punkt widzenia.

Nikt do tej pory nie próbował pana ukarać, nałożyć zakazu wypowiedzi w mediach?

- Nie. To może zaskakujące, ale jest wolność słowa w tej formacji.

To niecodzienna sytuacja, że polityk Zjednoczonej Prawicy od miesięcy otwarcie krytykuje rząd i do tej pory nic go za to nie spotkało.

- Nie tylko krytykuję, ale podaję też rozwiązania. Radzę, podpowiadam. Robię to w jakimś celu, żeby po prostu pomóc. Gdyby wszystko było w porządku, to po co miałbym snuć takie opowieści? Pochwaliłem rząd niejednokrotnie, bo pierwsze reakcje były dobre. Szybkość działania była odpowiednia i wiązałem duże nadzieje, że pójdzie to dalej.

Nie poszło?

- Na pewnym etapie pojawił się program szybkiego zbudowania sieci laboratoryjnej. I tu zaczęły się schody. Okazało się, że złożona tania oferta spotkała się z dużą niechęcią. To mnie zastanowiło. Był oferent, który sam się prosił o zbudowanie takiej sieci, mógł sprowadzić maszyny, ale spotkał się z wielką niechęcią. A minister opowiada o trudnościach na pierwszym etapie epidemii. To był pierwszy zgrzyt, który dał mi do myślenia. 

- Było zresztą kilka takich spraw, a potem okazało się, że inne oferty, od firm zbrojeniowych, zostały rozpatrzone szybko, sprawnie i z efektem, jaki widzieliśmy. Wtedy zaczęła się moja krytyka. Wspólnie z Jarosławem Gowinem zaprezentowaliśmy plan, który ciągle jest aktualny. Wydawało nam się, że jest on uzupełniający, a nie konfrontacyjny, ale pozostał bez echa. W związku z tym można było odnieść wrażenie, że krytykuję, ale bierze się to stąd, że nie mogę patrzeć, jak własne środowisko robi sobie źle.

Ładowanie...

Dzwonił pan do ministra Szumowskiego, w ogóle panowie rozmawiacie?

- Na początku epidemii próbowałem się z nim połączyć, porozmawiać, ale te próby się nie powiodły. Później szukałem pośredników w postaci innych polityków, m.in. Jarosława Gowina.

Jeśli jesteśmy przy Gowinie, to muszę zapytać o jego pozycję w Porozumieniu. We wrześniu macie wybory nowych władz partii. Słychać, że zakusy na funkcję prezesa mają inni politycy.

- Według moich informacji pozycja Jarosława Gowina jest niezagrożona. To on stworzył tę formację, stara się, by utrzymać jedność naszego środowiska. Nie widzę alternatywy.

We wrześniu planowana jest także rekonstrukcja rządu. Resortem wymagającym pilnej zmiany jest ministerstwo zdrowia?

- Ministerstwo powinno funkcjonować inaczej. Czy ci sami ludzie są w stanie inaczej funkcjonować? Nie wiem, ale moje słowa nasuwają jasne skojarzenia.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama