Reklama

Reklama

​Macierewicz o stenogramach: Syn Tuska "ochroną" dla Amber Gold

"Amber Gold traktował zatrudnienie syna Donalda Tuska jako piorunochron, ochronę" - ocenił w niedzielę szef MON Antoni Macierewicz, odnosząc się do opublikowanych tego dnia fragmentów stenogramów ze sprawy Amber Gold, które w poniedziałek mają ukazać się w tygodniku "wSieci".

Macierewicz mówił o tym w programie "Minęła 20" w TVP Info. Odnosił się do stenogramów z nagranych rozmów m.in. Marcina P. - kilka fragmentów tych rozmów opublikował w niedzielę portal wPolityce.pl. W poniedziałkowym wydaniu stenogramy ujawni tygodnik "wSieci".

Reklama

Według portalu, taśmy m.in. mówią o tym, jak Marcin P. i kierujący jego spółkami odnosili się do Michała Tuska. Przytoczono m.in. wypowiedź P. z jednej z rozmów: "Jak pan wie, u mnie pracuje syn premiera - pracował w OLT - i dopóki on pracował, to wydaje mi się, że nikt nas nie ruszył. W chwili obecnej może być tak, że ktoś nas ruszy". Z taśm - według wPolityce.pl - wynika też m.in., że P. i jego otoczenie wiedzieli, że ABW nie tylko wybiera się do jego firmy, ale również, że podsłuchuje jego telefon.

Macierewicz był pytany o sformułowanie: "nikt nas nie ruszał, dopóki pracował w firmie syn premiera". 

"Te podejrzenia były od dawna, było bardzo wiele znaków świadczących o tym, że pan premier Donald Tusk rozpiął parasol nad Amber Gold, że świadomie chronił tę rzeczywiście aferalną historię. To, że użył do tego swojego syna, to już jest jego sprawa i sposób działania, które uznał za stosowne zrealizować (...). Mamy teraz materiał dowodowy, potwierdzający te domniemania, przypuszczenia i hipotezy" - odpowiedział szef MON.

Dalej wskazał: "ten materiał oznacza, że Amber Gold traktował zatrudnienie syna Donalda Tuska jako piorunochron, jako ochronę, jako parasol ochronny". "Wiemy, że to się nie odbywało bez wiedzy pana premiera, pan premier dobrze o tym wiedział i aprobował to".

Zdaniem Macierewicza, "ta sprawa ma bardzo wiele elementów, także tych związanych z działaniem ówczesnych służb specjalnych".

"To wszystko pokazuje, że nie tylko sam premier, ale też i służby, którymi przecież on kierował, były w całą tę sprawę w różny sposób zaangażowane" - ocenił szef MON.

I podkreślił: "Bo chcę przypomnieć: chociaż Donald Tusk sprawiał wrażenie, także publicznie, że istnieje koordynator ds. służb specjalnych, który przejmuje funkcję premiera, jako nadzorującego służby, w istocie tak nie było, z punktu widzenia prawnego to pan Donald Tusk kierował przez cały czas służbami specjalnymi, a więc wszystko co one wiedziały lub czego nie zrobiły, lub co zrobiły, spada bezpośrednio na niego".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy