Reklama

Reklama

Funkcjonariusz ABW o Amber Gold: Wnioskowaliśmy o kontrolę

"Wnioskowaliśmy do prokuratury, by wystąpiła do Urzędu Kontroli Skarbowej o przeprowadzenie kontroli we wszystkich spółkach z grupy Amber Gold i OLT Express" - zeznał w środę przed komisją śledczą funkcjonariusz ABW.

W środę komisja przesłuchuje kolejnego funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, świadek jest przesłuchiwany bez upublicznienia wizerunku, ustanowił pełnomocnika.

Świadek powiedział, że w delegaturze ABW w Gdańsku pracuje od grudnia 2004 r., a wcześniej pracował w innych jednostkach, służbach mundurowych. "Łącznie 25 lat służby" - dodał.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, kiedy po raz pierwszy dowiedział się o sprawie Amber Gold. Odpowiedział, że pod koniec maja 2012 r. jego przełożony - naczelnik - poinformował go, że będzie prawdopodobnie śledztwo prowadzone przez ABW i będzie osobą, która będzie prowadziła to postępowanie, czyli będzie referentem w sprawie.

Reklama

Czym się zajmował funkcjonariusz ABW?

Podczas przesłuchania świadek wskazał, że śledztwo ws. Amber Gold zostało wszczęte 28 czerwca 2012 r., sprawę powierzono mu 2 lipca, a materiały z prokuratury w tej sprawie otrzymał 6 lipca; 9 lipca odebrał akta główne, natomiast 18 lipca powstał plan śledztwa, który został przekazany do prokuratury.

Funkcjonariusz wskazał, że jedną z podjętych przez niego czynności, było sporządzenie wniosku do prokuratora, by wystąpił do Urzędu Kontroli Skarbowej (UKS) o przeprowadzenie kontroli we wszystkich spółkach z grupy Amber Gold i OLT Express. Wniosek ten został wysłany do prokuratury 20 lipca 2012 r.

"Co się później z tym wnioskiem stało trudno mi powiedzieć. Przyjąłem, że został on przesłany do UKS" - mówił świadek.

Jak dodał, w późniejszym czasie, gdy śledztwo ws. Amber Gold było zaawansowane "faktycznie inspektorzy z UKS zgłaszali się do nas po materiały, ale wydaje mi się, że dotyczyło to spółek pośrednich". "Nie dotyczyło to spółki Amber Gold sp. z.o.o. tylko innych, których działalność zaczęła się w 2012 r." - zaznaczył.

"Dobrze pan pamięta" - podkreśliła szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS). Wskazała ponadto, że prokurator potrzebował 10 dni na przesłanie wniosku funkcjonariusza do UKS. Dodatkowo kontrola w Amber Gold sp. z.o.o. nigdy się nie odbyła; jedynie doszło do niej w "spółkach pobocznych".

Dobra pamięć świadka

"Czy pana przełożony przekazywał panu takie informacje, iż UKS odmawia współpracy z prokuraturą ws. kontroli tych spółek?" - dopytywała Wassermann. "Nie przypominam sobie informacji, że odmawia" - odparł funkcjonariusz.

Szefowa komisji zwróciła też uwagę, że Pomorski Urząd Skarbowy od lutego 2012 r. prowadził kontrolę w Amber Gold. "Kontrola była prowadzona w taki sposób, co wynika z wielu dokumentów, że nic nie ustalił przez te miesiące. Takiej oceny również doczekało się to ze strony ABW" - mówiła Wassermann. Przytoczyła też treść notatek, z których wynikało, że "Pomorski Urząd Skarbowy nie wydobył żadnych dokumentów, że szef Amber Gold Marcin P. uchyla się od wydania im czegokolwiek, a oni nie są w stanie od niego czegokolwiek wyciągnąć". 

ABW przejęło śledztwo w 2012 roku

Wassermann przypomniała, że 2 lipca 2012 r. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku - która przejęła sprawę od Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz - powierzyła w całości śledztwo ABW.

Świadek powiedział, że powierzenie śledztwa było faktycznie 2 lipca, a materiały z prokuratury zostały przesłane 6 lipca. "Z tego, co pamiętam w skład tych materiałów wchodziła notatka urzędowa sporządzona przez ABW, a także zawiadomienie BGŻ, płyty z danymi z banków i polecenia prokuratora, co należy umieścić w planie śledztwa" - powiedział świadek.

Dodał, że 6 lipca otrzymał te materiały, a 9 lipca, uzyskał akta główne od biegłego. "Po uzyskaniu materiałów z prokuratury, akt głównych sprawy (...) chciałem dokonać analizy tej sprawy. Należało wykonać podstawowe czynności, które są alfabetem w postępowaniu w sprawach o postępowanie przygotowawcze" - powiedział świadek.

Wassermann: To jest niebywałe

Wassermann stwierdziła, że "to jest niebywałe", co świadek zastał po dwóch latach prowadzenia sprawy przez prokuraturę rejonową. Dodała, że to "nic", które świadek zastał w aktach nie podlegało żadnej negacji, ani krytyce ze strony przełożonych prok. Barbary Kijanko, która w prokuraturze rejonowej jako pierwsza zajmowała się sprawą Amber Gold po złożeniu doniesieniu przez KNF. "To bardzo wiele mówi, o tym, komu mogło, i w jakim kręgu, zależeć na tym, żeby w tej sprawie nic się nie działo" - powiedziała szefowa komisji.

Świadek dodał, że akta główne z prokuratury rejonowej zawierały dokumentację związaną m.in. z zawiadomienia KNF-u. "Były tam umowy na lokaty i to był materiał, na którym mogliśmy bazować, ale należało dodatkowo wykonać podstawowe czynności, mianowicie ustalenia wszelkie w KRS-ach, uzyskać dokumenty związane z wszystkimi spółkami z grup Amber Gold, OLT" - powiedział.

Podkreślił, że podstawową rzeczą jest ustalenie składu osobowego, jaki jest kapitał i zależność osobowa. "Gdy mieliśmy to ustalone, wiedzieliśmy z kim mamy do czynienia" - zaznaczył.

"Przy okazji tych czynności ujawniono fałszerstwo wpłaty na kapitał zakładowy, który miał być rzekomo wpłacany w gotówce. Sąd poprosił, aby poza oświadczeniem, które jest składane o wpłaconym kapitale, o potwierdzenie przelewu, ten przelew został dostarczony, niemniej jednak, okazało się po sprawdzeniach, iż kwota ta nie wpłynęła nigdy na rachunek, był on spreparowany" - powiedział świadek.

"To prokurator zawsze podejmuje decyzje"


W lipcu 2012 r. ABW wiedziała, że szef Amber Gold był osobą karaną i nie powinien kierować tą spółką; taką informację posiadała też prokuratura - zeznał w środę przed komisją śledczą funkcjonariusz ABW.

Jarosław Krajewski (PiS) spytał świadka co zrobiła ABW po ustaleniu, że szef Amber Gold był wcześniej karany.

"Te informacje pojawiły się po pierwszych sprawdzeniach. Informacja o karalności była już w notatce urzędowej, która była podstawą wszczęcia śledztwa" - odpowiedział funkcjonariusz.

"Jasne było, że taka osoba nie może pełnić funkcji prezesa Amber Gold i co świadek z ta wiedzą uczynił?" - pytał dalej Krajewski.

"Proszę państwa to prokurator zawsze podejmuje decyzje" - odpowiedział świadek. "Przy wszczęciu śledztwa ta informacja była znana. Prokuratura dysponowała tymi informacjami" - podkreślał świadek.

Ile Marcin P. i Katarzyna P. uzyskali z Amber Gold?

Marcin P. i Katarzyna P. mieli łącznie uzyskać z Amber Gold ponad 18 mln 800 tys. zł; oprócz wynagrodzenia, pieniądze te pochodziły z wypłat tytułem "zaliczki, przelewu lub umowy zlecenia" - poinformował na środowym posiedzeniu sejmowej komisji śledczej poseł Jarosław Krajewski (PiS)

Komisja przesłuchiwała w środę kolejnego funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który pracował przy sprawie Amber Gold.

Krajewskiego interesował "wątek wyprowadzania środków" z Amber Gold przez Marcina i Katarzynę P.; jak mówił ich wynagrodzenie za pracę w Amber Gold wynosiło początkowo 50 tys. zł miesięcznie, a później wzrosło do 200 tys. zł miesięcznie. A ponadto - dodał Krajewski - Marcin P. wielokrotnie przekazywał na swoje rachunki drobne kwoty tytułem "przelew zysku" bez tytuły prawnego.

Poseł PiS poinformował, że Katarzyna P. i Marcin P. mieli łącznie uzyskać z Amber Gold kwotę 18 mln 831 tys. zł. "To jest tak łączna kwota z różnych tytułów" - zaznaczył Krajewski.

Wyjaśnił, że na tę kwotę oprócz wynagrodzenia, składały się wypłaty tytułem "zaliczka, przelew lub umowy zlecenia".

Krajewski pytał świadka, czy ABW w trakcie przesłuchań świadków ustaliła, jak wyglądał mechanizm i kto miał wiedzę nt. tych wypłat.

"Przesłuchania świadków, a konkretnie pracowników Amber Gold, wskazywały na strukturę, mechanizm, sposób postępowania prezesa tej firmy i z tego wynikało, że osobą, która miała możliwość wypłacania i decydowania był właśnie prezes" - powiedział funkcjonariusz ABW.

Dodał, że z relacji pracowników wynikało, że "robili to, co robili", a innymi mieli się nie interesować. "Osoba za ścianą nie do końca wiedziała, co robi ta druga osoba" - powiedział świadek.

"W związku ze specyfiką, strukturą firmy, myślę, że ci pracownicy nie mieli pojęcia, w jaki sposób to funkcjonuje. Mogły wiedzieć o tym nieliczne osoby, (..) te osoby, które pracowały w tzw. księgowości" - dodał świadek.

Wyjaśnił, że użył określenia "tzw. księgowości", ponieważ tej księgowości de facto nie było w Amber Gold.

Członkowie komisji pytali także funkcjonariusza ABW o poszukiwanie złota, które miało Amber Gold i bliskie kontakty małżeństwa P. z byłym gdańskim dominikaninem Jackiem Krzysztofowiczem.

Świadek zeznał, że kwestia poszukiwania złota była omawiana z prokuratorami. "Nie było decyzji, aby dokonać przeszukania klasztoru" - podkreślił świadek.

"Informacje nie wskazywały na uzasadnione podejrzenie, że może tam być złoto, ponieważ można to naprawdę schować wszędzie i w każdej chwili. Zostało uznane, że może nie być tego złota i tyle" - powiedział.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała świadka o firmę Excelo, która odpowiadała za reklamę i PR m.in. należących do Amber Gold linii lotniczych OLT Express. Pytała, czy ABW zbadała wątek związany z tym, czy firma Excelo służyła do "wyprowadzenie i wyprania" pieniędzy z Amber Gold. Świadek odpowiedział, że taki wątek nie był badany. "Nie było takiego polecenia" - odparł.

Posłowie z komisji pytali, czy w toku obserwacji ABW "wyszła" postać Mariusa Olecha; świadek odparł, że to jest "dobry temat" na niejawne posiedzenie komisji. Wassermann dopytywała, do którego roku Olech był w kręgu zainteresowania ABW. Świadek odpowiedział, że "do końca absolutnie nigdy nie wykluczono wersji" związku Olecha ze sprawą Amber Gold.

"Szokujące, ale prawdziwe"

W 2014 r. podczas spotkania w Gdańsku prokuratorzy zdecydowali jakie zarzuty postawić Marcinowi i Katarzynie P., wśród nich nie było zarzutu prania pieniędzy - wynika z zeznań funkcjonariusza ABW przed komisją śledczą.

Podczas przesłuchania szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka o jedną z notatek, którą sporządził. "Pani prokurator poinformowała, że prokuratura nie planuje przedstawienia zarzutów dla Marcina P. z art. 299, czyli prania brudnych pieniędzy. Prokuratorzy planują natomiast wyłączyć materiał w tym zakresie i umorzyć. Materiał dowodowy zdaniem obecnych na spotkaniu prokuratorów nie pozwala na sporządzenie zarzutów dla pracowników Amber Gold albowiem jak stwierdzono +kłóci się to z przyjętą koncepcją w sprawie piramidy finansowej+" - odczytała Wassermann.

"Czy koncepcja prokuratorów, najpierw gdańskich a potem łódzkich, że Marcin i Katarzyna P. mają dostać zarzuty oszustwa, podrabiania dokumentów, posługiwanie się fałszywym dokumentem, ewentualnie zarzuty finansowe, a nie badamy niczego, czyli np. kwestii prania pieniędzy, nie badamy innych pracowników, udziału osób trzecich, bo jak pan to ślicznie zacytował, będzie się im to kłócić ze z góry przyjętą koncepcją, tak było?" - pytała szefowa komisji.

"Potwierdzam treść tej notatki" - odpowiedział świadek.

"Chyba wszystko jest już dla wszystkich jasne dlaczego nigdy nie ustalono kto w tym uczestniczył, gdzie poszły pieniądze, kto jeszcze powinien mieć zarzuty, czy pieniądze były wyprane (...). Szokujące, ale prawdziwe" - stwierdziła Wassermann.

"Doskonale państwo wiecie, jak funkcjonuje piramida finansowa"

Świadek dopytywał jeszcze z którego spotkania pochodzi ta notatka. Szefowa komisji odparła, że z 5 czerwca 2014 r., ze spotkania roboczego w Gdańsku. W spotkaniu udział brali prokuratorzy: Izabela Janeczek, Magdalena Długa oraz świadek i jego szefostwo z gdańskiej delegatury ABW.

"Nie pamiętam tego spotkania. Jednak, jak państwo doskonale wiecie, zarzuty z prania pieniędzy pojawiły się ostatecznie w akcie oskarżenia" - zaznaczył.

Odpowiadając na kolejne pytania członków komisji świadek mówił, że ABW dążyło do jak najszybszego ustalenia roli wiceprezes Amber Gold Katarzyny P., żony Marcina P. i te ustalenia wskazywały, iż ona "rzeczywiście miała wpływ na działalność tej firmy".

"Doskonale państwo wiecie, jak funkcjonuje piramida finansowa i np. byli dyrektorzy, bardzo chętnie bym ich przesłuchał, bo oni byli blisko prezesów, oni mają wiedzę. Kilku udało się, ale reszta - prokuratura sobie zastrzegła, że oni będą przesłuchiwać dyrektorów. Chodzi o wiedzę o funkcjonowaniu tej firmy" - wskazał świadek.

Witold Zembaczyński z Nowoczesnej pytał świadka m.in. dlaczego dopiero 13 kwietnia 2013r. doszło do zatrzymania Katarzyny P., czyli po dziewięciu miesiącach od zatrzymania szefa Amber Gold Marcina P.

"Jeśli chodzi o wiceprezes, to prokuratura zdecydowała, dlaczego w tym czasie. My od początku ustalaliśmy, jaka jest rola tej osoby w działalności (...). Prokuratura uznała, że zarzuty będą dopiero w kwietniu" - odpowiedział funkcjonariusz.

Zembaczyński pytał też dlaczego nikt z urzędników państwowych nie dostał żadnych zarzutów ws. Amber Gold.

"Z tego co mi wiadomo, były śledztwa dotyczące urzędu skarbowego, kuratora. Jeśli chodzi o odpowiedzialność, to prokurator decyduje zawsze na podstawie materiału dowodowego" - odparł świadek. 

"Michał Tusk? Prokuratura narzuciła pewien sposób działania"

Nie przesłuchiwaliśmy Michała Tuska, prokuratura narzuciła sposób działania; prokuratorzy dali jasny sygnał, że jest postępowanie w sprawie, gdzie występuje syn premiera - zeznał funkcjonariusz ABW, który pracował przy sprawie.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, czy ustalał jaka była rola Michała Tuska - syna ówczesnego premiera Donalda Tuska - w sprawie Amber Gold.

Funkcjonariusz ABW zeznał, że "dosyć późno" dowiedział się, że Michał Tusk współpracował z Amber Gold. Świadek odpowiadając na kolejne pytania, zeznał, że nie przesłuchiwał Marcina P. ani razu. "Nie przesłuchiwaliśmy pana Michała Tuska także" - powiedział.

Dopytywany, dlaczego ABW nie przesłuchała syna premiera, odpowiedział:, "ponieważ prokuratura narzuciła pewien sposób działania". Dodał, że "decyzja była podstawowa - materiały wysyłamy do prokuratury i to jest decyzja w tej sprawie".

"Jeżeli prokuratorzy dają mi jasny sygnał, że jest postępowanie w sprawie, gdzie jest Michał Tusk i w sprawie lotniska, dodatkowo wysyłam im stenogramy, co mogę jeszcze zrobić?" - zwrócił się do Wassermann świadek

"Jest śledztwo, w którym występuje osoba Michała Tuska 'i my to robimy' prokurator mi mówi. Dla mnie jest to jasny sygnał i oczywisty, że mamy 100 innych czynności, które powinniśmy wykonać" - powiedział świadek. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy