Reklama

Reklama

Była policjantka z Gdańska: Nie poradziłam sobie z Amber Gold, ale intencje miałam dobre

"Nie poradziłam sobie może z tą sprawą, natomiast intencje miałam naprawdę dobre" - zeznała była funkcjonariuszka Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku Anna Fołta-Nowacka przed komisją śledczą. Przyznała, że nie miała żadnego doświadczenia w sprawach dotyczących działalności bankowej bez zezwolenia. "Pani ośmiesza Komendę Wojewódzką Policji tym, co pani mówi" - oceniła przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann.

"Ja miałam dobre intencje. Pozyskałam informacje, natomiast nie udało mi się zebrać materiałów, które mogły doprowadzić do wszczęcia postępowania, przynajmniej w moim odczuciu. No nie poradziłam sobie może z tą sprawą, natomiast intencje miałam naprawdę dobre" - zapewniała podczas wtorkowego przesłuchania.

"Zawsze po czasie, kiedy sytuacja rozwinie się niekorzystnie, można stwierdzić, że można było zrobić coś lepiej. Natomiast ja ze swojej strony miałam dobre intencje, być może dlatego, że po raz pierwszy spotkałam się z tego typu działalnością" - dodała.

Reklama

Wiceszef komisji Marek Suski (PiS) poinformował, że w styczniu 2012 r. zapadła decyzja świadek o umorzeniu postępowania sprawdzającego.

Fołta-Nowacka zeznała ponadto, że nie wiązała szefa Amber Gold z gdańskim biznesmenem Mariusem Olechem, ani trójmiejskim światem przestępczym, w tym osobą o pseudonimie Tygrys. Nie weryfikowała też - jak zeznała - kto mógł stać za Amber Gold.

Fołta-Nowacka w czasie funkcjonowania Amber Gold pracowała w wydziale przestępczości gospodarczej Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Odpowiadając na pytania członków komisji, świadek poinformowała, że firmą Amber Gold zainteresowała się po uzyskaniu danych na temat tego podmiotu od osobowego źródła informacji. "To były uzyskane informacje w wyniku pracy operacyjnej od źródła" - odpowiedziała Fołta-Nowacka, zaznaczając, że nie pamięta obecnie, jak brzmiała ta informacja, ani kiedy ją pozyskała.

"Prowadziłam czynności operacyjne"

Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał, czy świadek prowadziła jakiekolwiek czynności operacyjne wobec spółki Amber Gold i Marcina P.

"Tak, prowadziłam. Prowadziłam sprawę operacyjną, która została wszczęta na bazie pozyskanej informacji od osobowego źródła informacji" - odpowiedziała Fołta-Nowacka.

"Prowadziłam czynności operacyjne mające na celu dotarcie do osób, które mogłyby posiadać inną wiedzę, która byłaby przydatna w wykorzystaniu tych czynności operacyjnych. Zapewne poszukiwałam osób pokrzywdzonych" - dodała.

I kontynuowała: "Monitorowałam również internet i wydarzenia, które tam były, również i w ten sposób chcąc pozyskać jakąkolwiek informację, która mogłaby pomóc w zweryfikowaniu tej pierwszej informacji".

Cienka teczka

W późniejszej części przesłuchania wiceszef komisji śledczej Marek Suski (PiS) wskazał, że z dokumentów wynika, iż świadek w tamtym okresie wiedziała zarówno o karalności Marcina P., jak i o tym, że Amber Gold było wpisane na listę ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego.

Z kolei szefowa komisji śledczej zaprezentowała - jak podkreśliła - efekt 15-miesięcznych działań byłej policjantki, pokazując jedną teczkę z dokumentami o niewielkiej objętości.

Wassermann przekazała świadek teczkę postępowania ws. Amber Gold i poprosiła ją o znalezienie jednego elementu jej pracy w ramach operacji "Bursztyn", gdzie coś weryfikowała, z wyłączeniem wydruków ze stron internetowych. Świadek przez kilka minut przeglądała zawartość teczki.

"Takich czynności nie ma w tej sprawie, gdyż na tamten czas, na tamtą naszą wiedzę zakładam, że rozmawiałam na ten temat ze swoim przełożonym i nie było takiej zgody, abym mogła, aby tego typu czynności mogły być wykonane" - powiedziała świadek. Następnie zastrzegła, że mówiąc o "zgodzie" może użyła złego słowa. "Na tamtym etapie, w 2010 r. z wiedzą, którą wtedy mieliśmy, mój przełożony najprawdopodobniej uznał, że nie ma podstaw do wystąpienia o wszczęcie i wykonanie tych czynności operacyjnych" - powiedziała Fołta-Nowacka.

Wassermann pytała również, czy świadek ustaliła pokrzywdzonych w wyniku działalności Amber Gold. "Nie, nie ustaliłam" - przyznała. Szefowa komisji dopytywała jednak, dlaczego świadek tego nie zrobiła, skoro jest to jeden z podstawowych celów wszczęcia sprawy. Fołta-Nowacka odpowiedziała, że nie miała takiej możliwości.

"W 2010 r., jeśli dobrze pamiętam, nie słyszałam o żadnych pokrzywdzonych, gdyby była jakakolwiek informacja o tym, że w tamtym czasie są pokrzywdzeni, na pewno spłynęłaby do komendy wojewódzkiej" - powiedziała świadek. Dopytywana, czy monitorowała internet, świadek odpowiedziała, że "nie znalazła żadnych informacji".

"To bardzo kiepsko pani szukała. Pani na razie nie jest w stanie pół czynności wskazać, którą pani wykonała w ramach sprawy operacyjnej. Pani na razie ośmiesza Komendę Wojewódzką Policji i czynności operacyjne tym, co pani mówi. Macie państwo niezmierzone możliwości, bardzo szerokie, gdyby było tak, jak pani mówi, to znaczy, że każdy przestępca w Polsce może czuć się całkowicie bezpieczny" - powiedziała Wassermann.

"Nie chroniłam Marcina P."

Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) zastanawiał się, czy świadek zdaje sobie sprawę z tego, że przez niedopełnienie obowiązków i liczne zaniechania umożliwiła dalsze funkcjonowanie Amber Gold i uchroniła Marcina P. przed odpowiedzialnością karną. "Nie uważam, abym Marcina P. chroniła przed czymkolwiek" - odpowiedziała Fołta-Nowacka.

Wassermann pytała, czy świadek miała polecenie, aby sprawy Amber Gold nie rozwijać. "Nie, nigdy" - zapewniła Fołta-Nowacka. "A sugestie?" - dopytywała szefowa komisji. "Nie, też nigdy" - odpowiedziała. "Nikt nigdy w tę sprawę nie ingerował, nikt nigdy mi niczego nie sugerował" - mówiła świadek.

Rzymkowski zapytał więc wprost, czy taki nieprofesjonalny sposób prowadzenia tej sprawy operacyjnej, zaniechanie podjęcia czynności operacyjnych wynikających z uprawnień był oczekiwany przez jakiegokolwiek przełożonego. "Na pewno nie" - stwierdziła.

Nie potrafiła jednocześnie powiedzieć, dlaczego nie powiadomiła prokuratury o tym, że firmą Amber Gold kieruje osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądu.

"Wydaje się nieprawdopodobne, by naczelnik tolerował sposób, w jaki prowadzono to rozpoznanie" - podsumował Rzymkowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy