Reklama

Katastrofa samolotu Malaysia Airlines

Zaginiony Boeing 777. "Największa zagadka lotnictwa cywilnego musi zostać rozwiązana"

To będą długie i bardzo kosztowne poszukiwania. W miesiąc po zaginięciu malezyjskiego Boeinga 777 nie ma śladów, które wskazywałyby, gdzie może się znajdować. Władze Malezji już zapowiedziały, że będą poszukiwać samolotu do skutku, chociaż czarne skrzynki będą emitowały sygnał prawdopodobnie do 7 kwietnia. Potem będzie coraz trudniej penetrować dno Oceanu Indyjskiego.

To będą długie i bardzo kosztowne poszukiwania. W miesiąc po zaginięciu malezyjskiego Boeinga 777 nie ma śladów, które wskazywałyby, gdzie może się znajdować.  Władze Malezji już zapowiedziały, że będą poszukiwać samolotu do skutku, chociaż czarne skrzynki będą emitowały sygnał prawdopodobnie do 7 kwietnia. Potem będzie coraz trudniej penetrować dno Oceanu Indyjskiego.


 - Ta największa zagadka lotnictwa cywilnego musi zostać rozwiązana, ale poszukiwania będą wyjątkowo żmudne - ocenia Krzysztof Moczulski z portalu lotnictwo.net.pl.

Na niekorzyść akcji poszukiwawczej przemawia również to, że jest tam bardzo głęboko - 4 do 6 kilometrów.  - Czarne skrzynki emitują sygnał, który pozwala wychwycić go do głębokości 6,5 kilometra, zatem  - o ile służby poszukiwawcze natkną się na ten samolot -  jest szansa, że jeszcze będą w stanie odebrać ten sygnał - podkreśla ekspert. 

"Gotowi ręcznie penetrować dno oceanu"


Moczulski dodaje, że determinacja służb poszukiwawczych jest ogromna i prawdopodobnie władze Malezji są gotowe niemal ręcznie penetrować dno oceanu. - Mam nadzieję, że wszystkim starczy przede wszystkim pieniędzy, ponieważ ta akcja będzie coraz bardziej kosztowna i czasochłonna. Zwłaszcza w sytuacji, gdy czarne skrzynki przestaną emitować swój sygnał i trzeba będzie szukać maszyny po omacku - wyjaśnia.
Zdaniem eksperta, akcja ta może wyglądać podobnie do tej związanej z poszukiwaniem czarnych skrzynek samolotu Air France, gdzie udało się ją podjąć dopiero dwa lata po zdarzeniu.

Reklama

Boeing runął do oceanu


Z danych satelitarnych wynika, że samolot nagle zmienił kurs. Niespełna godzinę po starcie z lotniska w Kuala Lumpur, zniknął z radarów, potem jeszcze przez siedem godzin leciał w kierunku południowo zachodnim i spadł do oceanu. Prawdopodobnie zabrakło paliwa, na pokładzie maszyny było 239 osób.

Informacyjna Agencja Radiowa
Dowiedz się więcej na temat: Boeing 777 | zaginiony samolot

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy