Reklama

Reklama

Katastrofa kolejowa pod Szczekocinami

Ekspert: To nie jest problem techniki, tylko dyscypliny

Niczego nie wiemy o przyczynach katastrofy na Śląsku. Pociągi wjechały na ten tor, bo były tak ustawione zwrotnice, ale nie wiemy, dlaczego. Prace komisji ds. badania wypadków kolejowych mogą potrwać kilka miesięcy - ocenia prof. Katedry Transportu SGH w Warszawie, Wojciech Paprocki.

Za bezpieczeństwo ruchu kolejowego odpowiada Urząd Transportu Kolejowego. Warto przypomnieć, że prezes tego Urzędu został odwołany. Mamy obecnie dwóch wiceprezesów, z których jeden jest pełniącym obowiązki. Śledzę w mediach relacje z katastrofy i nie zaobserwowałem, żeby UTK zajął w sprawie katastrofy stanowisko - podkreśla Paprocki.

Reklama

- W Polsce nie brakuje instytucji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo na kolei, ona jest, tylko nie działa właściwie. Nie ma prezesa, bo dla kogoś nie jest rzeczą ważną, żeby taki prezes został powołany - ocenia.

Zdaniem eksperta, kolej dzisiaj nie jest bardziej bezpieczna, ani niebezpieczna, niż 50 lat temu. To nie jest problem techniki, tylko dyscypliny. Oczywiście mamy większe prędkości, ale 120 km/h osiągano już przed wojną. Większym problemem jest brak właściwie funkcjonującego organu, który odpowiada za bezpieczeństwo.

- Jest problem z serwisowaniem sprzętu, bo na to nie ma pieniędzy. PKP Intercity w swojej dziesięcioletniej działalności nie wykazał ani razu zysku, czyli co roku brakuje mu pieniędzy - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje