Reklama

Reklama

Katastrofa kolejowa w Hiszpanii

Katastrofa w Hiszpanii: Tragiczny splot okoliczności

Katastrofa kolejowa w Hiszpanii, w której zginęło 78 osób a 178 zostało rannych, była tragicznym splotem okoliczności - przekonują eksperci.

Zakręt, na którym doszło do tragedii, jest jedynym odcinkiem sieci ekspresowych linii kolejowych, gdzie nie ma automatycznego systemu hamowania. Linia z Madrytu do Galicji jest jedną z najnowszych. Została ona oddana do użytkowania w czasie kryzysu i - zdaniem ekspertów - niestety ma wady.

Sieć linii dla pociągów ekspresowych liczy w Hiszpanii prawie 3 tys. km. Ma zainstalowany system czujników, które sprawdzają prędkość pociągu, a jeśli ten jedzie za szybko, automatycznie go wyhamowują. Jedynym miejscem, gdzie nie zainstalowano tego systemu jest ośmiokilometrowy odcinek pod Santiago de Compostela. Maszynista musi sam zmniejszyć prędkość wagonów z 220 do 80 km/h. "Jeśli system byłby zainstalowany, to nie mówilibyśmy dzisiaj o katastrofie" - podkreśla Angel Maura, inżynier kolejnictwa.

Eksperci zwracają też uwagę, że trasa z Madrytu do Galicji nie jest podłączona do prądu i pociągi jeżdżą tu napędzane ropą. To przez nią spłonął wagon z pasażerami. Ekspres wjeżdżał już w rogatki miasta, wiele osób zamiast siedzieć w fotelach, stało w drzwiach wagonów. I dlatego - podkreślają specjaliści - większość z nich nie przeżyła siły uderzenia.

Dowiedz się więcej na temat: Hiszpania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje