Reklama

Reklama

Katastrofa na Synaju. Samolot zniszczyła bomba dżihadystów?

Na pokładzie rosyjskiego airbusa, który rozbił się w Egipcie, mogło dojść do eksplozji - taki pogląd dominuje w amerykańskich i europejskich źródłach bezpieczeństwa, na które powołuje się agencja Reuters.

Hipotezę o bombie na pokładzie mają potwierdzać pierwsze informacje z sekcji zwłok - część ofiar miała obrażenia typowe dla eksplozji. Telewizja CNN spekuluje, że bomba mogła być schowana w bagażu. To oznacza, że terroryści musieliby mieć swojego człowieka na lotnisku.

Amerykański wywiad przypuszcza, że użyto zapalnika barometrycznego, który wywołał eksplozję po osiągnięciu określonej wysokości, gdy spadło ciśnienie w luku bagażowym. Agencje piszą też o podsłuchanej rozmowie, z której wynikało, że to Państwo Islamskie jest odpowiedzialne za katastrofę na półwyspie Synaj.

Reklama

Rosyjski Airbus leciał z Szarm el-Szejk do Sankt Petersburga. Rozbił się 23 minuty po starcie. W katastrofie zginęły wszystkie 224 osoby, które znajdowały się na jego pokładzie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy