Reklama

Reklama

Referendum w Katalonii. ONZ żąda zbadania przyczyn przemocy policji

Wysoki Komisarz ONZ do spraw Praw Człowieka, Zeid Raad Al Hussein, zażądał w poniedziałek zbadania przyczyn aktów przemocy, do jakich doszło w niedzielę w Katalonii podczas referendum niepodległościowego. W sześciu sądach na terenie Katalonii ruszyły dochodzenia związane postawą miejscowej policji podczas referendum. Funkcjonariuszom zarzucane jest m.in. pośrednie wspieranie nielegalnego plebiscytu.

W opublikowanym komunikacie Komisarz do spraw Praw Człowieka wyraził swoje zaniepokojenie "nieproporcjonalnym użyciem przemocy w Katalonii". Zażądał, by niezależni reprezentanci ONZ zbadali przyczyny wszystkich zajść, do jakich doszło podczas nielegalnego referendum. W jego ocenie, sposobem na rozwiązania problemu może być jedynie dialog.

O międzynarodową pomoc zwrócił się też lider katalońskiego rządu Carles Puigdemont. Jego zdaniem, kwestia użycia siły przez policję nie jest wewnętrzną sprawą Hiszpanii i powinna się nią zająć Unia Europejska. Polityk chce też, by Katalonię opuściło 10 tysięcy policjantów. Zgodnie z decyzją MSW, funkcjonariusze przybyli z innych regionów Hiszpanii, by zapobiec organizacji referendum. Do użycia siły doszło podczas zamykania przez nich 80 lokali referendalnych. Katalońska policja zamknęła 180 lokali. Podczas jej akcji nikt nie został ranny. 

Reklama

Dochodzenia przeciwko katalońskiej policji

Tymczasem Sąd Najwyższy Katalonii (TSJC) poinformował, że wszczęto dochodzenia związane postawą miejscowej policji podczas referendum niepodległościowego.

Według TSJC rozpoczęte śledztwa dotyczą zarówno bierności katalońskiej policji, tzw. Mossos d'Esquadra, podczas nieuznawanego przez Madryt referendum niepodległościowego, jak też oskarżenia jej, w jednym przypadku, o użycie siły podczas zamykania lokalu wyborczego w Barcelonie.

TSJC ujawnił, że większość składanych do sądów skarg przeciwko Mossos d'Esquadra dotyczyła braku działań katalońskiej policji wewnątrz lokali wyborczych. W jednym przypadku, w sądzie w La Seu d'Urgell, śledztwo ruszyło z urzędu. Dotyczy ono pozwolenia przez Mossos d'Esquadra na otwarcie w tej miejscowości siedmiu lokali wyborczych.

Ciche wsparcie dla referendum. Media oskarżają

W poniedziałek wiele hiszpańskich mediów oskarżało katalońską policję o ciche wspieranie organizatorów niedzielnego plebiscytu niepodległościowego. Niektóre telewizje i dzienniki prezentują zdjęcia oraz filmy, na których widać Mossos d'Esquadra, którzy udaremniają interwencję hiszpańskiej policji i Gwardii Cywilnej pod lokalami wyborczymi, a nawet przepychają się z członkami obu tych formacji.

Według barcelońskiego dziennika “La Vanguardia" do konfrontacji pomiędzy funkcjonariuszami Mossos d'Esquadra a hiszpańską policją i Gwardią Cywilną miało dojść m.in. pod dwoma lokalami wyborczymi działającymi w szkołach w Gironie oraz w miejscowości Gava.

Zamknęli jedynie 90 lokali

W niedzielę hiszpańskie związki zawodowe policji wezwały szefa Mossos d'Esquadra Josepa Lluisa Trapero do złożenia dymisji. Oskarżyły też funkcjonariuszy tej formacji o przykładanie ręki do nielegalnego, zdaniem Madrytu, plebiscytu w Katalonii.

W piątek szef katalońskiej policji zapowiedział, że podlegli mu funkcjonariusze bez użycia siły zamkną w niedzielę rano obiekty, w których zaplanowano punkty wyborcze referendum niepodległościowego. Trapero zastrzegł, że policja nie będzie stosować jednak siły w sytuacji biernego nieposłuszeństwa obywateli.

Według szacunków telewizji TVE24 Mossos d'Esquadra zamknęli jedynie 90 lokali wyborczych z 2300 przygotowanych przez organizatorów plebiscytu.

Z danych katalońskich służb medycznych wynika, że w efekcie starć z policją podczas referendum ranne zostały 893 osoby. Z kolei burmistrz Barcelony Ada Colau ujawniła w poniedziałek, że część z aktów agresji ze strony hiszpańskiej policji i Gwardii Cywilnej wobec uczestniczących w plebiscycie kobiet miało podłoże seksualne.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy