Reklama

Reklama

Katalonia na drodze do niepodległości

- Wykonano gest, który ma zadowolić obie strony - tak symboliczne ogłoszenie niepodległości Katalonii komentuje w rozmowie z Interią dr Agnieszka Grzechynka z Akademii Ignatianum w Krakowie.

Carles Puigdemont zwrócił się do parlamentu Katalonii o mandat do ogłoszenia niepodległości i proponuje, by zawiesił on skutki deklaracji niepodległości w celu rozpoczęcia rozmów. Z jego ust nie padły jednak konkretne słowa, np. "ogłaszam, że od dziś Katalonia jest niepodległym państwem".

Reklama

Wielu ekspertów różnie odbiera jego słowa. Najczęściej mówią o symbolicznym ogłoszeniu niepodległości. Zresztą Inez Arrimadas z partii Cs powiedziała, zwracając się do Puigdemonta, że "dla mnie to jest deklaracja niepodległości, nawet jeśli pan tego nie powiedział".

- Fakt, iż z ogłoszeniem tej informacji odczekano nie 48 godzin, ale ponad tydzień, wyraźnie sugeruje, że szczegółowo przemyślano wszelkie możliwe scenariusze oraz potencjalne konsekwencje - uważa dr Grzechynka.

- Carles Puigdemont podkreślał, że będzie działał w imię i zgodnie z wolą Katalończyków, którzy ostatnio wydają się mocno podzieleni co do przyszłości Katalonii - dodaje ekspert.

W przemówieniu Puigdemonta widać wyraźnie było chęć przypodobania się Katalończykom, ale też obawę, że napięta sytuacja może przerodzić się w coś poważniejszego. Wielokrotnie nawoływał do spokoju i potępiał przemoc.

- Wykonano zatem gest, który ma zadowolić czasowo obie strony: zwolennikom suwerenności dać poczucie wykonania kroku naprzód, ku niepodległości, a jej przeciwnikom wrażenie, że rząd będzie skłaniał się w stronę dalszego dialogu i poszukiwania wsparcia na arenie międzynarodowej - wyjaśnia dr Grzechynka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne