Reklama

Reklama

​W Berlinie zmarł 24-letni uchodźca - twierdził wolontariusz. Potem przyznał, że to wymyślił

24-letni Syryjczyk miał umrzeć po kilkudniowym oczekiwaniu na rejestrację w berlińskim ośrodku recepcyjnym dla uchodźców "Lageso". Wolontariusz, który opisał tę historię, przyznał, że ją wymyślił.

Wymyślona historia o zgonie syryjskiego uchodźcy odbiła się szerokim echem w niemieckich mediach. - Młodego mężczyzny nie udało się w nocy z wtorku na środę (26/27.01.15) zreanimować - cytował rzeczniczkę organizacji "Moabit pomaga" portal internetowy tagesschau.de. Podobnie donosiły inne media powołując się na informacje opiekunów obywatelskiej inicjatywy "Moabit pomaga". Uchodźca z Syrii miał od kilku dni czekać na termin rejestracji w "Lageso". W środę rano Reyna Bruns, jedna z wolontariuszek ośrodka umieściła na Facebooku poruszający wpis jej kolegi, w którym ten informował: "Właśnie teraz zmarł 24-letni Syryjczyk, który od wielu dni czekał w kolejce przed Lageso w minusowej temperaturze i w śniegu, mimo gorączki i dreszczy, aż wreszcie w karetce przestało mu bić serce, potem mimo reanimacji - zmarł".

Reklama

Rzeczniczka inicjatywy obywatelskiej "Moabit pomaga" Diana Henniges najpierw potwierdziła informacje zawarte we wpisie zaznaczając, że ośrodek ufa wolontariuszowi i uważa go za wiarygodnego. Jeden z pomocników ośrodka miał zabrać chorego Syryjczyka we wtorek wieczorem z kolejki do domu. Zachorowanie miało spowodować wychłodzenie organizmu, gdyż namioty przed Lageso mogą pomieścić jedynie 200 osób a w ubiegłych tygodniach w kolejce czekało po 600 osób dziennie, zarzucał opiekun we wpisie.

"Dla mnie to przykład nieudzielenia pomocy"

Policja początkowo nie potwierdziła ani udziału karetki w akcji ratunkowej, ani śmierci uchodźcy. Pomocnicy z organizacji "Moabit pomaga" początkowo obarczali odpowiedzialnością Senat Miasta Berlin za sytuację w Lageso . - Nie jestem prawniczką, ale dla mnie ta śmierć jest przykładem nieudzielenia pomocy i była przewidywalna. Jesteśmy niezmiernie smutni, że musiało do tego dojść - powiedziała Diana Henniges, rzeczniczka inicjatywy obywatelskiej "Moabit pomaga". Wieczorem jednak zaczęto powątpiewać w informacje opiekuna, który miał się zabarykadować we własnym mieszkaniu, wyłączył telefon i nie chciał rozmawiać z nikim z zewnątrz.

Trwa dochodzenie

Według informacji berlińskiej rozgłośni radiowo-telewizyjnej RBB także straż pożarna nie potwierdziła, że po rzekomego chorego wyjechała karetka oraz, że doszło do zgonu, co może jednak wynikać z faktu, iż szpitale informują o zgonach tylko wtedy, gdy ktoś umiera śmiercią naturalną.

Rzecznik policji Stefan Redlich poinformował w środę, że sprawdzane są wszystkie informacje, również te z porannego wpisu jednej z pracownic na Facebooku. Tymczasem wolontariusz w Lageso, który dokonał wpisu, już go wykasował. Senator ds. socjalnych Mario Czaja poinformował wieczorem, że nie ma żadnych informacji o zgonie syryjskiego uchodźcy. Zaś wolontariusz oświadczył na piśmie, że całą historię wymyślił.

Róża Romaniec /Barbara Cöllen/Redakcja Polska Deutsche Welle


Reklama

Reklama

Reklama