Reklama

Reklama

Trudna sytuacja uchodźców w Libanie

Od początku krwawej wojny domowej do Libanu przyjechało ponad milion uciekinierów. Większość z nich jest tam teraz nielegalnie.

40-letnia Zeinab wraz z mężem i dwójką dzieci uciekła z przygranicznej wioski Tal Kalach zaraz po tym, jak rozpoczęła się wojna. "Któregoś dnia do naszego domu weszła tajna policja. Wyłamali drzwi. Wiedzieliśmy, że wcześniej oni gwałcili wiele kobiet w wiosce. Kiedy weszli do naszego domu, próbowali zgwałcić moją córkę. Ale kiedy im się to nie udało, pobili mojego męża. Wtedy zdecydowaliśmy, że musimy uciekać. Wyjechaliśmy z domu o północy" - opowiada. 

Osama z żoną i szóstką dzieci uciekł z oblężonego Homs w 2013 roku. Cała rodzina trafiła do palestyńskiego obozu dla uchodźców pod Trypolisem. Mieszkają w dwupokojowym, skromnym mieszkaniu. "Pracuję dorywczo. Sprzątam w salonie fryzjerskim. To nie jest mój zawód, ale mam z tego 10 dolarów dziennie. Gdybym znalazł jakąś pracę jako robotnik, natychmiast bym się zatrudnił" - mówi Osama w rozmowie z wysłannikiem Polskiego Radia. 

Reklama

Większość syryjskich uchodźców mieszka w domach, mieszkaniach lub garażach. Muszą za nie płacić czynsz i robią to tylko dzięki pomocy międzynarodowych organizacji pomocowych. 15 procent Syryjczyków mieszka w nielegalnych obozowiskach namiotowych. W sumie zamieszkują 1700 miejsc. Większość uchodźców jest w Libanie nielegalnie, bo skończyły im się pozwolenia na pobyt. "Są ograniczeni do przebywania w miejscach, w których się czują bezpiecznie, w domach, miejscowościach, boją się przejeżdżać z jednej miejscowości do drugiej, boją się zatrzymań na wojskowych punktach kontrolnych, bo to oznacza dla nich aresztowanie" - podkreśla Piotr Stopka z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, które pomaga uchodźcom w Libanie. 

Większość uchodźców nie ma też pracy, bo aby zdobyć pozwolenie, trzeba mieć poręczenie obywateli libańskich. Jak mówi rzeczniczka UNHCR w Bejrucie Dana Slejman, spora część dzieci i młodzieży nie chodzi do szkół. "Wśród uchodźców jest wiele bezczynności. Można znaleźć wiele dzieci, w wieku 15-20 lat, które mają wiele energii, ale siedzą w domu i nic nie robią albo zajmują się żebraniem na ulicach" - dodaje. 

Od stycznia 2015 roku Liban znacznie ograniczył wjazd uchodźców z Syrii dlatego nowych uciekinierów w zasadzie już nie ma. W najbliższy wtorek przypada pięć lat od czasu pierwszych demonstracji, które doprowadziły do wybuchu wojny domowej w Syrii. Ocenia się, że kosztowała ona życie co najmniej 250 tysięcy osób, choć niektóre szacunki mówią, że ofiar może być dwa razy więcej. 11 milionów osób musiało uciekać z domów, a co najmniej 4 miliony wyemigrowały do krajów ościennych a także do Europy.   

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje