Reklama

Reklama

Sejm przyjął informację rządu w sprawie uchodźców

Sejm nie zgodził się w piątek na odrzucenie przedstawionej w ubiegłym tygodniu posłom przez premier Ewę Kopacz i szefów MSZ i MSW informacji rządu na temat kryzysu migracyjnego w Europie i jego reperkusji dla Polski.

Przeciwko odrzuceniu informacji - o które wnioskowali posłowie niezrzeszeni Zbigniew Girzyński i Marzena Wróbel - opowiedziało się w piątkowym głosowaniu 189 posłów, odrzucenia rządowej informacji chciało 148, od głosu wstrzymało się 7. W związku z głosowaniem doszło do gorącej wymiany zdań w Sejmie.

Posłowie pytali przedstawicieli rządu m.in. "ilu tak naprawdę nielegalnych imigrantów przyjedzie do Polski, gdzie oni będą lokowani i ile będzie nas to kosztowało". "To nie jest rzeczowe i sensowne sprawozdanie, którego wysoka izba oczekiwała, oczekujemy konkretów" - stwierdził poseł Tomasz Górski (niezrz.)

Reklama

Poseł Girzyński mówił, że od przedstawienia przez rząd informacji w Sejmie, upłynął tydzień i w tym czasie stała się rzecz bardzo zła. "Podczas szczytu UE doszło do przyjęcia przez Polskę niezwykle niekorzystnych jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów rozwiązań" - stwierdził. Według niego przedstawiciele rządu, którzy brali udział w unijnych negocjacjach, popełnili "fatalny błąd".

Girzyński pytał, dlaczego w tak ważnej sprawie, dotyczącej bezpieczeństwa UE i wspólnej polityki zagranicznej, nie zastosowano zasady jednomyślności przy podejmowaniu decyzji. "To, że polscy politycy godzą się na większość kwalifikowaną w takiej sprawie, jest deliktem konstytucyjnym do pociągnięcia państwa w przyszłości do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu" - stwierdził.

Z kolei Armand Ryfiński (nierz.) uznał, że nie było żadnej "informacji, była farsa". "Pani minister Teresa Piotrowska i pani premier okłamywały Polaków nie przedstawiając żadnej rzetelnej informacji. Szef związku zawodowego celników obnażył pani niekompetencję i nieprawdziwe informacje (...) powiedział, że na granicy znajdowana jest broń, karabiny, pistolety porzucane przez ludzi, którzy przekraczają nielegalnie granicę, że nie ma absolutnie żadnej kontroli na granicy ze Słowacją i Czechami" - mówił Ryfiński, zwracając się do szefowej MSW.

Odpowiadając wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk powiedział, że na pytania dotyczące procedury, kogo i jak będziemy przyjmować, jak będzie przebiegało sprawdzanie, odpowiadał na poprzednim posiedzeniu Sejmu przez blisko 20 minut na zakończenie debaty. "Tylko słuchało mnie 10 osób, w związku z tym być może nie wszyscy wiedzą - tam jest bardzo dokładnie opisane, jak te procedury będą wyglądać, będą takie same we wszystkich krajach unijnych, bo wszystkie kraje UE będą uczestniczyć w tych projektach" - powiedział.

Posła Girzyńskiego Stachańczyk odesłał do ust.3. art.78 unijnego traktatu, gdzie - jak mówił - jest jasno przewidziana tego typu sytuacja prawna i bardzo jasno jest napisane, jaki jest tryb głosowania w tego typu przypadkach.

Odnosząc się do wypowiedzi Ryfińskiego o szczelności granic Stachańczyk powiedział, że z całą odpowiedzialnością stwierdza, że "to są kłamstwa". "Jeżeli szef związku celników coś takiego powiedział, to prawdopodobnie spotkamy się w sądzie, sprawdzę tę wypowiedź. Bo to są po prostu kłamstwa, straszenie. Ja się tym zajmuję od 8 lat, nie wiem jak długo zajmuje się tym pan poseł, ale ja pana zapewniam, że to są kłamstwa" - powiedział Stachańczyk pod adresem Ryfińskiego.

Wiceszef MSW podkreślił też, że "to nie jest tak, że my po prostu mamy brać uchodźców i nic się z tego powodu nigdzie indziej w Europie nie zdarzy". "To jest rodzaj porozumienia politycznego między większością krajów, a rajami frontowymi, czyli Grecją i Włochami. My zabierzemy od nich nie nielegalnych imigrantów, tylko prawdziwych uchodźców - ludzi, co do których będzie pewność, że należy im się status uchodźcy. A oni w zamian przy pomocy UE rozpoczną kontrolę nad swoimi granicami zewnętrznymi i zatrzymają potok nielegalnych imigrantów; bez tej pomocy oni tego nie zrobią i do Europy nie będą przyjeżdżać tylko sprawdzeni uchodźcy, a tłumy nielegalnych migrantów, które są zdecydowanie większym dla nich zagrożeniem" - powiedział Stachańczyk.

Informację rządu na temat kryzysu migracyjnego w Europie i jego reperkusji dla Polski przedstawili premier Kopacz oraz szefowie MSW i MSZ w Sejmie w ubiegłą środę. Sejmową debatę zdominował wówczas spór pomiędzy przedstawicielami rządu i opozycją w sprawie polityki państwa wobec tego kryzysu.

Premier wskazywała wówczas m.in., że odwrócenie się plecami do tych, którzy potrzebują pomocy w "rodzinie europejskiej powoduje, że moralnie i mentalnie my się z tej wspólnoty wypisujemy". "Dzisiaj nie jesteśmy w Niemczech, gdzie jest 800 tysięcy uchodźców, we Włoszech, Grecji, na Węgrzech, gdzie przebywają setki tysięcy emigrantów. Dziś jesteśmy w Polsce, gdzie nie tak dawno przyjęliśmy 200 chrześcijan z Syrii. Dzisiaj mamy ich tylko 120. 80 już wyjechało" - mówiła. Zwróciła też uwagę, że w Polsce jest "najniższy odsetek społeczności imigracyjnej", który wynosi 0,3 proc.

Pytała posłów: "czy dzisiaj stać nas na gest solidarności w stosunku do tych, którzy rzeczywiście uciekają ze swojego kraju, bo boją się utracić swoje zdrowie lub życie?". Szefowa rządu oceniła wówczas, że "na jednej szali ważymy wiarygodność Polski w UE, a na drugiej realne lęki Polaków". Podkreśliła, że trzeba łączyć odpowiedzialność i zdrowy rozsądek, a także trzeba pamiętać o solidarności, "z którą spotykał się naród polski, kiedy potrzebował, od swoich partnerów w UE".

Politykę rządu skrytykował wówczas m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński. Oświadczył, że rząd nie ma prawa, "pod zewnętrznym naciskiem", bez zgody społeczeństwa, podejmować decyzji, które mogą mieć negatywny wpływ m.in. na życie publiczne, sferę wolności i na bezpieczeństwo. Kaczyński powiedział, że nie chodzi o przyjęcie tej czy innej liczby cudzoziemców, tylko o to, że - według niego - istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zostanie uruchomiony proces: najpierw liczba cudzoziemców gwałtownie się zwiększy, następnie nie będą oni przestrzegać naszego prawa i naszych obyczajów, a później albo i równolegle - będą narzucać, w agresywny sposób, w przestrzeni publicznej swoje wymogi w różnych dziedzinach życia.

Unijne decyzje w kwestii uchodźców zapadły w tym tygodniu.

Na wtorkowym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych państw UE w Brukseli Polska zaakceptowała decyzję o podziale uchodźców. Ogólnie rozdzielonych ma zostać 120 tys. osób, ale we wtorek zapadła decyzja o podziale 66 tys. uchodźców docierających do Włoch i Grecji, z czego Polsce - która już wcześniej zgodziła się na przyjęcie 2 tys. uchodźców - przypadnie ok. 5 tys. uchodźców. Ta liczba - jak mówił wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski - "będzie jeszcze pomniejszona w momencie, kiedy zgłoszą się państwa, które nie uczestniczą w tym programie, takie jak: Szwajcaria, Norwegia czy Irlandia".

W sprawie relokacji 54 tysięcy osób, które według początkowych planów miały zostać przesiedlone z Węgier, zapadną odrębne decyzje Rady UE.

Na szczycie UE w nocy ze środy na czwartek przywódcy unijnych państw uzgodnili, że zmobilizują dodatkowo co najmniej 1 mld euro na pomoc dla uchodźców w obozach poza UE. Wspólnota ma też skorygować politykę otwartych drzwi i lepiej chronić swoje granice zewnętrzne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje