Reklama

Reklama

Obóz dla uchodźców Kara Tepe. Z deszczu pod rynnę

Pierwszy deszcz zalał nowy obóz dla uchodźców Kara Tepe na greckiej wyspie Lesbos, który ma zastąpić spalony obóz Moria. Oczekujący na azyl siedzą teraz w błocie.

Przed namiotami obozu dla uchodźców Kara Tepe na greckiej wyspie Lesbos porobiły się ogromne kałuże. Dzieci boso lub w plastikowych kapciach brodzą w wodzie. Pilnuje ich jedna z kobiet owijająca noworodka w gruby różowy koc. Sytuacja w namiotach nie wygląda lepiej. Mieszkańcy starają się łopatami wyczerpać brunatną wodę, ale często na próżno. Woda stoi także pod plastikową podłogą namiotu wydymając ją.   

Reklama

Filmy wideo i zdjęcia, które można zobaczyć na Twitterze i innych mediach internetowych, dają tylko niewielkie wyobrażenie o tym, jak bezradni musieli czuć się uchodźcy na Lesbos po ulewnych deszczach w tym tygodniu. − Woda wtargnęła do naszego namiotu i wszystko zalała - opowiada  DW Ahmad Shuaib Abawi. 26-letni Afgańczyk mieszka z dziewięcioosobową rodziną w jednym z około 1100 namiotów w miejscu, które greckie władze nazywają "obozem przejściowym".

A przecież wszystko miało być tutaj inaczej: bardziej uporządkowane, bezpieczniejsze, po tym, jak budzący kontrowersje i przepełniony do granic możliwości obóz Moria, oddalony zaledwie kilka minut drogi od Kara Tepe, został spalony miesiąc temu.

80 zniszczonych namiotów

Nowy obóz Kara Tepe nazywany jest często Moria 2. Jeszcze przed falą ulewnych deszczy został uznany przez jego krytyków za "niehumanitarny". Teraz woda zniszczyła około 80 z 1100 namiotów. Według zapewnień greckiego ministerstwa ds. migracji, władze "natychmiast" przystąpiły do usuwania problemów. Jak tłumaczą, to normalne, że "zbudowane w ciągu kilku dni tymczasowe zakwaterowanie napotyka na problemy". Ponadto powódź dotknęła tylko niewielką część obozu. Część uchodźców została ponownie okresowo przeniesiona. Według rządu greckiego, w Kara Tepe mieszka obecnie prawie 10 tysięcy osób.

Codzienne życie uchodźcy to nieustające czekanie

− To naprawdę straszne − mówi Marion MacGregor, opisując sytuację w obozie. W ciągu ostatnich kilku dni reporterka podróżowała po Lesbos dla portalu internetowego InfoMigrants. Jej zdaniem mieszkańcy Kara Tepe nie czują się dobrze, zwłaszcza obciążenie psychiczne jest ogromne. − Nie chcą stracić lat życia w takiej sytuacji, w tych warunkach - informuje reporterka. I dodaje: "Oni po prostu chcą, żeby rozpatrzono w końcu ich wnioski o azyl". Jednak dla wielu z nich, pierwszym krokiem jest dalsze trwanie w obozie, pomimo nadchodzącej zimy, braku pryszniców, bez wystarczającej ilości żywności.

- Ludzie myją się w morzu − mówi reporterka. Stwarza to problemy, zwłaszcza dla kobiet, które pozbawione są całkowicie prywatności. Jak poinformowali mieszkańcy obozu organizację Lekarzy bez Granic, w Kara Tepe oddano do użytku tylko 345 toalet przenośnych.

Paczki z żywnością nie starczają

− Raz dziennie rozdzielane są także paczki z żywnością, ale to za mało - mówi reporterka portalu InfoMigrants. Dlatego niektórzy uchodźcy próbują sprzedawać butelki lub chusteczki higieniczne w pobliskim mieście, aby zdobyć dodatkowe pieniądze na jedzenie. Ale dzięki panelom słonecznym wielu mieszkańców obozu ma przynajmniej prąd.

Czy sytuacja w nowym obozie, mimo przeciwności losu, jest lepsza od tej, jaka panowała w obozie Moria? Opinie migrantów są podzielone. Marion MacGregor słyszała, że dzięki obecności policji w obozie jest mniej przemocy. Również afgański uchodźca Ahmad Shuaib Abawi uważa: "Nie jest nam tu źle, ale tracimy czas, który moglibyśmy inaczej wykorzystać. Dzieci mogłyby pójść do szkoły, a i my moglibyśmy się dalej kształcić".

Siedem metrów kwadratowych na rodzinę

Marco Sandrone, szef misji medycznej Lekarzy bez Granic na Lesbos zna również inne doniesienia: "Warunki w nowym obozie przypominają nam bardzo mocno Morię. A mieszkańcy mówią, że niektóre namioty nie mają podłogi". Przed falą deszczów spali bezpośrednio na skale w kurzu. Teraz podłoga namiotu jest jednym błotem, które wiele rodzin musi dzielić z innymi. Na około siedmiu metrach kwadratowych gotują, jedzą i śpią.

Pozarządowe organizacje pomocowe są zgodne, co do tego, że nie są to ludzkie warunki życia. To przeciwieństwo tego, co obiecało greckie ministerstwo ds. migracji na temat zapewnienia "godnych warunków", opieki medycznej i wystarczającej ilości żywności. "Dosyć oznacza stop"- wynika ze wspólnego oświadczenia kilku organizacji pomocowych, w tym Lekarzy bez Granic. "Potwierdzamy nasze wezwanie do zapewnienia tym ludziom bezpiecznych i godnych warunków. Także inne państwa europejskie muszą przyjąć uchodźców, aby poprawić sytuację na greckich wyspach" - wynika z oświadczenia.

Apel do UE

Według danych greckiego ministerstwa ds. migracji od września około 2,5 tysiąca osób z Kara Tepe zostało przeniesionych do innych miejsc na terenie UE, a 1,3 tys. ma wkrótce opuścić obóz. Niemcy zgodziły się przyjąć 1,5 tys. uchodźców z Grecji, Francja 900 osób.

Jednak organizacje pomocowe zdają sobie sprawę z tego, że to nie wystarczy. "Apelujemy do przywódców Unii Europejskiej i jej państw członkowskich o zakończenie polityki izolacji wysp greckich oraz odrzucenie planów dalszego umacniania się na granicach zewnętrznych" - mówi oświadczenie.

Tymczasem w obozie Kara Tepe nic się nie zmienia. Utrzymuje się stan oczekiwania i nadzieja, że następny deszcz nie zaleje wszystkiego ponownie.

Jennifer Wagner

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy