Reklama

Reklama

MSW broni decyzji o niewpuszczeniu imigrantów z Włoch

W ostatni weekend służby francuskie nie wpuściły do kraju ok. 200 imigrantów, głównie przybyszów z krajów afrykańskich, którzy po przeprawie do Włoch próbowali dostać się na terytorium Francji przez przejście graniczne w Ventimiglia (Ventimille), niedaleko Nicei.

Szef francuskiego MSW podkreślił, że nie chodzi tu o blokadę granicy. W poniedziałkowej wypowiedzi dla stacji BFM TV bronił decyzji o niewpuszczeniu imigrantów, mówiąc, że Włochy muszą stosować się do tzw. rozporządzenia dublińskiego (Dublin II), zgodnie z którym wnioski azylowe muszą być rozpatrywane w kraju wjazdu imigranta.

Reklama

- Zasady dublińskie muszą być respektowane. Kiedy do Francji przybywają imigranci, którzy przyjechali przez Włochy i tam się zarejestrowali, należy stosować prawo unijne, a to oznacza, że muszą zostać zawróceni do Włoch - powiedział. - Nie mają prawa do wjazdu (do kolejnego państwa) i muszą się nimi zająć Włochy - dodał.

Zgodnie z układem z Schengen swobodny ruch jest możliwy między większością krajów UE, jednak Francja i inne państwa, np. Austria, wzmocniły kontrole graniczne, by powstrzymać napływ imigrantów z Włoch - przypomina agencja Reutera. Setki zawróconych z granic imigrantów koczuje od wielu dni na dworcach w Rzymie i Milanie.

Cazeneuve powiedział, że ok. 15 tys. przybyszów zawrócono na granicy w 2014 r., a w 2015 r. liczba ta drastycznie wzrasta po wprowadzeniu zasady, nakazującej odsyłanie imigrantów ekonomicznych do kraju wjazdu. - To konieczne, aby można było przyjmować tych, którzy są uchodźcami. Potrzebna jest stanowcza polityka - dodał.

- Stoimy w obliczu zjawiska imigracji, którego skala w porównaniu z poprzednimi latami jest bezprecedensowa - powiedział minister. - Od początku br. odnotowaliśmy 8 tys. przypadków przekroczenia granicy, zawróciliśmy do Włoch 6 tys. osób."

Szef MSW oświadczył, że Włochy powinny zgodzić się na koncepcję centrów, w których nielegalni imigranci ekonomiczni i osoby ubiegające się o azyl byliby rozdzielani, rejestrowani i dopiero później rozmieszczani w krajach UE.

O zmianę unijnych przepisów ws. imigracji apelował w niedzielę włoski premier Matteo Renzi. Przekonywał, że po obaleniu libijskiego dyktatora Muammara Kadafiego w 2011 r. odpowiedzialność za setki tysięcy imigrantów, przybywających przez Morze Śródziemne do najbliżej położonych Włoch, powinna ponosić społeczność międzynarodowa. Tylko w 2014 r. przez morze przeprawiło się ok. 170 tys. ludzi - wynika z danych Eurostatu.

Renzi zapowiedział, że sprawę omówi z prezydentem Francji Francois Hollande'em i premierem W. Brytanii Davidem Cameronem, gdy odwiedzą Włochy w przyszłym tygodniu.

Rząd włoski od dawna twierdzi, że w kwestii imigracji jego europejscy partnerzy zostawiają kraje unijnego południa, w tym Włochy i Grecję, samym sobie i bez skutecznego wsparcia. Szef włoskiego MSW Angelino Alfano sytuację na przejściu granicznym w Ventimiglia nazwał "ciosem w twarz Europy". - Ci ludzie chcą się dostać do Europy, nie do Włoch - powiedział.

We wtorek w Luksemburgu mają się spotkać ministrowie spraw wewnętrznych państw UE, aby rozmawiać o polityce imigracyjne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje