Reklama

Reklama

Kryzys uchodźców. "Polska jest w komfortowej sytuacji"

Sytuacja naszego kraju jest komfortowa w kontekście napływu uchodźców do Europy; Polska powinna wykorzystać najbliższe miesiące, by przygotować programy integracji tych osób - ocenili eksperci podczas sobotniej debaty w Warszawie.

- Mamy kryzys, ale jednocześnie skala napływu uchodźców, która Polskę dotyka, nie jest jeszcze na tyle wielka, żebyśmy nie mogli się przygotować - ocenił Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Dodał, że władze, a także organizacje pozarządowe, powinny w związku z tym "wykorzystać uprzywilejowaną pozycję geograficzną Polski", przez którą nie przebiegają główne szlaki migracji, by przygotować się na to, co ewentualnie może czekać Europę.

Także Maria Pamuła z warszawskiego biura biurze UNHCR (Agencji ONZ zajmującej się ochroną uchodźców) wskazała, że polska polityka integracyjna dopiero jest tworzona. - Jeśli w tej chwili dyskutujemy o przyjęciu w Polsce 7 tys. osób, to naprawdę nie są to wielkie liczby. Mieliśmy w naszym kraju lata, gdy przyjeżdżało po 15 tys. osób i daliśmy sobie radę, nasz system jest wydolny - oceniła.

Reklama

- Pytaniem jest także, ile z tych osób zostanie w Polsce na stałe. Ale mamy system prawny, mamy ośrodki recepcyjne. Problemem jest natomiast integracja, nie mamy rozwiązań integracyjnych - powiedziała Pamuła. Jak wskazała, chodzi na przykład o opracowanie programów pomocowych uwzględniających specyficzną sytuację napływających osób, czyli m.in. zapewnienie pomocy medycznej ze szczególnym uwzględnieniem wsparcia i rehabilitacji w związku z przeżyciami wojennymi.

- Obowiązki państwa nie sprowadzają się wyłącznie do legalizacji pobytu i pomocy społecznej - mówił Bodnar.

Zgodnie z dotychczasowymi zobowiązaniami polskiego rządu pierwsze grupy głównie syryjskich uchodźców - relokowanych z Włoch i Grecji oraz przesiedlanych z Libanu - mają trafić do naszego kraju w 2016 roku. Docelowo Polska ma przyjąć ok. 7 tys. osób w ciągu dwóch lat.

Kwestia wyzwań stojących przed naszym krajem, w związku z dużym napływem migrantów m.in. z Syrii do Unii Europejskiej, była omawiana na zorganizowanej w sobotę przez Naczelną Radę Adwokacką konferencji pt. "Prawa człowieka w dobie konfliktu zbrojnego". Oprócz adwokatów wzięli w niej udział naukowcy zajmujący się tematyką praw człowieka oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych organizujących pomoc dla uchodźców.

Jak informował UNHCR w październiku odnotowano miesięczny rekord liczby imigrantów i uchodźców przybywających przez Morze Śródziemne do Europy. Według UNHCR szlakiem śródziemnomorskim przybyło do Europy w październiku, mimo złej pogody, dokładnie 218 tys. 394 migrantów, czyli mniej więcej tyle samo, ile podczas całego 2014 roku. Przez Morze Śródziemne do Europy od początku stycznia dotarło natomiast ponad 700 tys. uchodźców i imigrantów; ponad 3 tys. zginęło lub zostało uznanych za zaginionych.

- Mamy w Europie poczucie, że jesteśmy przez uchodźców zalewani. To jest nieprawda. Większość osób, która ucieka przed konfliktem w Syrii, trafia do krajów ościennych: Libanu, Jordanii, Turcji. Jedna czwarta ludności w Libanie to uchodźcy - wskazywała Pamuła.

Dodała, że osoby te często nie chciały migrować do Europy, jednak konflikt w Syrii trwa od blisko pięciu lat i kraje ościenne nie są już w stanie przez tak długi okres radzić sobie z tak dużą liczbą uchodźców. - Jako społeczność międzynarodowa pięć, cztery, czy trzy lata temu nie zrobiliśmy nic, aby temu zapobiec. A w tym momencie jest już trochę za późno - zaznaczyła.

- Państwa UE mają szczególne obowiązki, jeśli chodzi o pomoc dla ofiar konfliktów i wojen. Pytaniem nie jest, czy mamy przyjmować uchodźców, tylko jak mamy ich przyjmować - powiedział z kolei Bodnar.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje