Reklama

Reklama

Konsternacja w Bułgarii w związku z doniesieniami o tzw. hotspocie

Konsternację w Bułgarii wywołała wypowiedź niemieckiej kanclerz Angeli Merkel po środowym szczycie unijnym, że w Bułgarii na życzenie Sofii może powstać europejski ośrodek rejestracji migrantów, czyli tzw. hotspot.

Według kanclerz cytowanej przez bułgarskie media "Bułgaria zwróciła uwagę, że ona też ma wspólną granicę z Turcją, że jest poddana ogromnemu naciskowi i chce otworzyć taki ośrodek". "Przyjęliśmy jej życzenie ze zrozumieniem i oświadczyliśmy, że skoro ona tego chce, otrzyma takie samo poparcie ze strony instytucji unijnych, jak Grecja i Włochy. Nie chcemy narzucać Bułgarii tego rozwiązania. Ona sama poinformowała, że ma problem" - powiedziała Merkel.

Dotychczas bułgarskie władze kategorycznie odrzucały możliwość utworzenia takiego ośrodka w kraju. Wielokrotnie mówili o tym wicepremier ds. unijnych Meglena Kunewa i szef dyplomacji Danieł Mitow. "W Bułgarii nie zostanie otwarty hotspot. To jest propozycja, do której realizacji nie może dojść. Ośrodki te powinny znajdować się w krajach poza UE" - mówił Mitow tydzień temu.

Reklama

Jak wynika z wypowiedzi niemieckiej kanclerz, obecna propozycja pochodzi od bułgarskiego premiera Bojko Borysowa. Spowodowała ona negatywną reakcję w kraju.

Borysow niezapowiedzianie pojawił się w czwartek na konferencji dotyczącej problemu uchodźców i pośrednio potwierdził słowa Merkel, podkreślając, że chodzi mu o finansowanie unijne.

"Bułgaria chce, by ją uważać za gorący punkt (ang. hotspot) i zewnętrzną granicę UE, ponieważ ona już jest takim punktem. Nie jest w porządku, by liderzy unijni omawiali pomoc dla Grecji i Włoch, które mają poważny problem z migrantami, omijając sprawę pomocy dla Bułgarii" - zaznaczył.

Borysow podkreślił, że UE powinna skierować wzrok i na Bułgarię, która próbuje reagować solidarnie na ogólnoeuropejski kryzys, lecz "może nie wytrzymać finansowo". Chodzi o to, by Bułgarię, która zainwestowała miliony w istniejące ośrodki dla migrantów, traktowano na równi z Grecją, Włochami, Węgrami, Macedonią, Serbią i Chorwacją - dodał.

Według Borysowa, który dzień wcześniej poparł turecką propozycję o utworzeniu 80-kilometrowej strefy bezpieczeństwa w północnej Syrii, Bułgaria jest zagrożona 10-milionową falą uchodźców.

Hotspoty, gdzie ma być dokonywana rejestracja migrantów i gdzie będą zapadać decyzje o ich relokacji lub odesłaniu, według wstępnych decyzji mają zacząć działać w listopadzie. Będą finansowane całkowicie przez KE. Węgry odmówiły utworzenia takiego ośrodka na swoim terytorium.

Nieuzgodniona z koalicyjnymi partnerami propozycja Borysowa spowodowała negatywną reakcję zarówno w kręgach politycznych, jak i w społeczeństwie na ogół przeciwnym rozszerzeniu obecności migrantów.

Europoseł z nacjonalistycznego Frontu Patriotycznego Angeł Dżambazki zauważył w wywiadzie dla radia publicznego, że utworzenie hotspota w Bułgarii "przekształciłoby kraj w strefę  niestabilności, przestępczości, co już się daje odczuć w centrum Sofii zalewanym przez nielegalnych migrantów". Front Patriotyczny jest uczestnikiem koalicji rządzącej.

Rzecznik opozycyjnej lewicy Angeł Merdżanow przypomniał, że stanowisko Borysowa "nie jest stanowiskiem, które podziela bułgarski rząd". "Po raz kolejny o ważnych wiadomościach, dotyczących nas bezpośrednio, dowiadujemy się z Brukseli" - dodał.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy