Reklama

Reklama

Chaos w hiszpańskiej enklawie. "Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego"

Władze Hiszpanii wydaliły z Ceuty, enklawy tego kraju w Afryce Północnej, 2700 nielegalnych imigrantów, którzy masowo napływają tam od poniedziałku. Lokalne władze biją na alarm, twierdząc, że migranci paraliżują życie Ceuty, a oficjalne liczby są zaniżane. - Mam 68 lat i nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego - powiedział premier hiszpańskiej enklawy. - Nie czujemy się bezpieczni - podkreślił, apelując o pomoc.

Podczas konferencji prasowej w Madrycie szef MSW Hiszpanii Fernando Grande-Marlaska poinformował, że deportacja Marokańczyków nastąpiła w dwóch grupach, liczących - odpowiednio - 1500 i 1200 osób. Jednocześnie Grande-Marlaska zapowiedział, że jeszcze we wtorek kierowany przez niego resort wyśle 200 funkcjonariuszy policji oraz żandarmerii do Ceuty, do której systematycznie docierają, głównie wodą, duże grupy Marokańczyków. Szef MSW wskazał, że zjawisko masowego napływu migrantów z Maroka do Ceuty zdarzało się już wcześniej.

Premier: Niespotykany wcześniej fenomen

Innego zdania jest tymczasem premier Ceuty Juan Jesus Vivas, który we wtorek wezwał rząd Hiszpanii do szybkiego działania w sytuacji "niespotykanego wcześniej fenomenu". Wyraził przekonanie, że kontynuacja napływu Marokańczyków stanowi zagrożenie dla mieszkańców enklawy.

Reklama

"Mam 68 lat i nigdy wcześniej nie widziałem czegoś podobnego (...). Od wczoraj przybywają tu bardzo duże grupy Marokańczyków" - powiedział Vivas, wskazując, że szacunki rządu Hiszpanii, zgodnie z którymi do Ceuty przybyło od poniedziałku 7 tys. nielegalnych imigrantów, są znacząco zaniżone. Dodał, że w ciągu ostatnich 24 godzin do enklawy mogło wedrzeć się już kilkadziesiąt tysięcy Marokańczyków.

Vivas przypomniał, że od wtorkowego poranka w kilku częściach Ceuty napływający Marokańczycy, głównie młodzi mężczyźni, brali udział w ulicznych bójkach, rzucali kamieniami w policję, a także okradali sklepy i puste domy.- Prosimy o pomoc. Nie czujemy się bezpieczni - zaapelował premier hiszpańskiej enklawy.

"Szokujący obraz. Sceny jak na wojnie"

Dziennik "El Mundo" informuje o całkowitej bierności służb marokańskich i czekającej po marokańskiej stronie granicy kolejce tysięcy chętnych do przedostania się na teren Hiszpanii. Jak podano, marokańscy funkcjonariusze wyłapują spośród oczekujących mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej, pozostawiając w niej tylko obywateli Maroka. "To szaleństwo" – gazeta cytuje jednego z policjantów w Ceucie. 

"Setki młodych ludzi biegają po mieście, obejmują się i wykrzykują: "Niech żyje król Maroka". Mieszkańcy miasta twierdzą, że sytuacja wymknęła się spod kontroli" - pisze "El Mundo".

Marokańczycy przybywają do Ceuty morzem, przepłynięcie wpław lub w dmuchanych łodziach około 500-metrowego odcinka dzielącego marokańskie plaże od enklawy zajmuje średnio 25 minut.

"To szokujący obraz - dzieci wskakujące do wody, całe rodziny, matki z dziećmi, i to wszystko przy współpracy służb marokańskich, które nawet wskazują, którędy najlepiej dotrzeć na terytorium Hiszpanii" – pisze we wtorek "El Mundo"."My za to zapłacimy, mieszkańcy Ceuty. Nie wszyscy imigranci przybywają tu, aby pracować, niektórzy po to, by kraść. Już zniszczyli dwie lub trzy szkoły. Takie sceny widać tylko na wojnie" - powiedział dziennikowi jeden z ok. 85 tys. mieszkańców enklawy.

Uruchomiono sztab kryzysowy 

We wtorek politycy centroprawicowej Partii Ludowej i prawicowo-populistycznej Vox wezwali premiera Sancheza do szybkich działań, służących opanowaniu chaosu w Ceucie.Szef Vox Santiago Abascal oskarżył też rząd Maroka o wysyłanie do Ceuty swoich "żołnierzy udających nielegalnych imigrantów". Oświadczył, że pokonanie wpław kilkusetmetrowego dystansu dzielącego marokańskie wybrzeże od Ceuty, to rozkaz władz w Rabacie, który ma na celu destabilizację życia w enklawie.

Politycy opozycji twierdzą, że odstąpienie przez Rabat od pilnowania granicy w enklawie jest formą zemsty za przyjęcie w szpitalu w hiszpańskim Lorgono w kwietniu Ibrahima Ghaliego szefa Frontu Polisario, walczącego o secesję Sahary Zachodniej od Maroka. We wtorek po południu ambasador Maroka w Hiszpanii Karima Benjaisz potwierdziła, że rezygnacja Rabatu z pilnowania granicy z Ceutą ma związek z przyjęciem na leczenie Ghaliego, a masowy napływ marokańskich imigrantów do enklawy nazwała "konsekwencją wcześniejszej decyzji" Madrytu.

Tymczasem przybyły we wtorek wieczorem do Ceuty premier Sanchez zapowiedział wszelkie formy wsparcia dla władz enklawy i jej mieszkańców w związku z masowym napływem nielegalnych imigrantów. Potwierdził, że jego rząd uruchomił już w tym celu specjalny sztab kryzysowy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje